Jedynie prawda jest ciekawa

Hofman we "wSieci": "Wrobiono nas, będziemy walczyć!"

07.12.2014

Były poseł Prawa i Sprawiedliwości Adam Hofman przerywa milczenie. W rozmowie z tygodnikiem „wSieci” przedstawia swoje racje i stwierdza: "Wrobiono nas, będziemy walczyć!"

Poniżej przedstawiamy fragment wywiadu, jaki Jacek i Michał Karnowscy przeprowadzili z posłem Adamem Hofmanem. Całość ukaże się już w poniedziałek, w najbliższym wydaniu tygodnika „wSieci”, już w poniedziałek.

„wSieci”: Gdy powiedzieliśmy kilku osobom, że zgodził się pan na wywiad dla „wSieci”, reakcją części było stwierdzenie: „A o czym tu gadać? Wszystko przecież jest jasne, temat zamknięty”. To jak, jest o czym gadać?

ADAM HOFMAN: Temat nie jest zamknięty. Wręcz odwrotnie: zrobimy wszystko, by przedstawić opinii publicznej prawdziwy stan rzeczy, zupełnie inny, niż przedstawia to część mediów. Mówię: my, bo poddani linczowi wraz ze mną koledzy są w takiej samej sytuacji.

Do tej pory milczeliście. Dlaczego?


Przyczyny były dwie. Pierwsza polityczna – finał kampanii wyborczej. W imię interesu całej formacji uznaliśmy, że musimy zacisnąć zęby i nie dopuścić, by pomiędzy pierwszą a drugą turą uwaga mediów znów skupiła się na nas, a nie na wyborach i propozycjach opozycji. Druga przyczyna była chyba zrozumiała dla każdego – troska o nasze rodziny. One bardzo to przeżywały i potrzebowały chwili wytchnienia po tym, jak spadła na nie ta lawina. (…) Dziś jesteśmy po wyborach, te emocje opadły i mam nadzieję, że pojawi się miejsce na przedstawienie naszych argumentów, na spokojne wysłuchanie, a nie tylko połajanki w rytmie wojennych bębnów. Wcześniej było to niemożliwe. No i ostatnia zmiana: mamy w ręku poważne argumenty, coś więcej niż słowo oskarżenia ze strony obozu władzy, części mediów czy też, co najbardziej kuriozalne, Radosława Sikorskiego, jednego z głównych bohaterów afery taśmowej, który dziś próbuje być naszym sędzią. Sędzią we własnej sprawie, bo to on przecież odpowiada za sejmowe regulacje dotyczące wyjazdów służbowych posłów.

Co to za argumenty?


Zaskoczeni zarzutami pod naszym adresem wystąpiliśmy do Kancelarii Sejmu o podstawy prawne rozliczania pracy i wyjazdów parlamentarzystów, przepisy ogólne i wewnętrzne regulacje sejmowe. Jesteśmy po konsultacjach prawnych i mamy solidne ekspertyzy, słowem – rozłożyliśmy całą sprawę na czynniki pierwsze. Z tej perspektywy ohydę całej akcji przeciw nam widać bardzo wyraźnie.

Co konkretnie?

Działaliśmy cały czas w zgodzie z prawem, obyczajem parlamentarnym i powszechnie przyjętymi zasadami. W żadnym z tych setek komentarzy o rzekomych wyłudzeniach, oszustwach, nadużyciach nie było słowa prawdy.

Zaraz, zaraz. Po kolei. Istota zarzutu jest taka: wystąpili panowie do Kancelarii Sejmu o zwrot kosztów za przejazd samochodem, a wcześniej już kupiliście bilety na tanie linie lotnicze. Wniosek: chcieliście dostać duży zwrot za wyprawę samochodową, której nawet nie planowaliście. Zacytujmy precyzyjnie najczęściej cytowane doniesienie: „Jak ustalił reporter Radia ZET Jacek Czarnecki, politycy kupili bilety lotnicze na przelot tanimi liniami z Warszawy do Madrytu dla ośmiu osób na ponad dwa tygodnie przez otrzymaniem zgody na wyjazd samochodem i na prawie miesiąc przed pobraniem zaliczki w wysokości 19 779 zł”. Wynika z tego jednoznacznie, że pobrali panowie w sumie prawie 20 tys. zł. „Fakty” TVN nazywały te sumy „kilometrówką”.

No właśnie, nikt nawet nie sprawdził, czy coś takiego jak „kilometrówka” w ogóle istnieje. W naszym przypadku nie ma czegoś takiego. Z punktu widzenia przepisów Kancelarii Sejmu nie ma żadnego znaczenia, jakim środkiem transportu poseł jedzie za granicę. Do wyboru ma wyłącznie dwie opcje: zakup biletu przez Kancelarię Sejmu lub ekwiwalent gotówkowy w wysokości odpowiadającej cenie najtańszego biletu lotniczego na danej trasie.

A „kilometrówka”?

Panowie, tu jest właśnie istota manipulacji! Powtarzam: niezależnie, czy poseł wyprawia się samochodem, rowerem, pociągiem, czy idzie pieszo, zawsze, zawsze dostaje tylko i wyłącznie zwrot w wysokości najtańszego biletu lotniczego. Kancelarii Sejmu nie interesuje też, czy jechał sam, czy z kimś, bo nigdy nie zapłaci za podróż posła więcej, niż zapłaciłaby, gdyby sama kupiła bilet. Nikt nie żąda od posła żadnych wyliczeń, faktur za paliwo, kosztów amortyzacji czy tłumaczenia się, czy poseł wydał mniej, czy więcej. Dostaje tyle, ile kosztuje najtańszy bilet lotniczy.

(...)

Dlaczego jednak, mając już bilety na lot do Madrytu, zdecydowali się panowie złożyć wniosek, w którym sugerują, że pojadą panowie samochodem?

Nie sugerujemy. Sugeruje to formularz Kancelarii Sejmu. Innego nie ma. Nie ma „karty podróży samolotem”, „karty podróży pociągiem” czy innych druków. Postąpiliśmy uczciwie i prawidłowo: kupiliśmy bilety lotnicze, a następnie złożyliśmy standardowy wniosek, który się składa za podróż innym środkiem, niż kiedy bilet zakupiony jest przez Kancelarię Sejmu. Przy czym w przypadku podróży do Madrytu de facto decyzja o skorzystaniu z samolotu zapadła w ostatniej chwili. Nadto w obecnych realiach, które obowiązują w Kancelarii Sejmu, taki system również pozwala na elastyczne decydowanie o terminie podróży. Dodam, że jako rzecznik prasowy Prawa i Sprawiedliwości bardzo często musiałem pilnie wracać. Gdybym korzystał z biletów kupionych przez Kancelarię Sejmu, byłbym uziemiony. Korzystając z ekwiwalentu za bilet, zyskiwałem mobilność.

Więcej na wpolityce.pl, a cała rozmowa w najnowszym wydaniu tygodnika "wSieci", do nabycia już jutro.

Greg/wPolityce.pl
[fot. wPolityce.pl]

Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na Facebooku!
Słowa kluczowe:

Hofman

,

Prawo i Sprawiedliwość

,

bilety

,

wSieci

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook