Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Havel - romantyk, który sprostał wyzwaniu

18.12.2011

Vaclav Havel to postać, której miałem okazję przyjrzeć się z bliska w najbardziej dramatycznym momencie zmagań o wolność, czyli w czasie aksamitnej rewolucji.

Odwiedzałem wówczas jeden z czeskich teatrów, który stał się nieformalnym miejscem permanentnego wiecu Forum Obywatelskiego. I dopiero później przyszła do mnie refleksja z nutką zazdrości, że w tamtych gorących dniach Havel miał doskonałe wyczucie tego, jak trzeba przyspieszać zmiany. Gdy w Polsce sukcesem było samo przeforsowanie kontraktowego parlamentu i niekomunistyczny premier - ale w rządzie, którego wicepremierem był szef komunistycznej policji Kiszczak - to Havel od początku wiedział, i nie miał tu kompleksów, że opozycja musi zażądać stanowiska prezydenta. I co więcej, miał tyle wyczucia, by nie ulec licznym wówczas głosom wzywającym go do zawieszenia własnych ambicji i wysunięcia na to stanowisko Aleksandra Dubczeka. Dubczeka, czyli postaci-symbolu Praskiej Wiosny. Havel rozumiał jednak, że gdy Dubczek przyjdzie do władzy, to będzie przypominał troszeczkę Mazowieckiego, tzn. skala jego żądań będzie  wynikiem świadomości człowieka, który przez ostatnie 20 lat był wypchnięty z życia publicznego i dlatego będzie chciał odtwarzać swoje doświadczenia z czasów Praskiej Wiosny.

A Havel rozumiał, że jest rok 1989, że już sam komunizm musi odejść, a nie być reformowany i przybierać taką czy inną twarz. I dlatego Havel bardzo twardo powiedział wówczas "nie". Chodziło do niego w sprawie prezydentury dla Dubczeka bardzo wielu ludzi, którzy albo sami to popierali, albo byli proszeni przez Dubczeka. Ale Havel rozumiał, że jeżeli wówczas niekomunista nie obejmie urzędu, nie weźmie władzy, to proces zmian może stanąć w miejscu. I tak się stało, Havel bardzo grzecznie ale stanowczo zaproponował Dubczekowi objęcie stanowiska przewodniczącego Zgromadzenie Federalnego Republiki Czechosłowackiej, sam sięgnął po prezydenta. Nie minęło wiele czasu gdy jego myślenie okazało się w oczywisty sposób słuszne. Bo przecież pamiętamy polskich polityków, którzy na cały kolejny rok zamarli w zachwycie nad tym, co dostali od generała Jaruzelskiego. W tym samym czasie Havel dekomunizował kraj, i wiedział, że trzeba to szybko zrobić. I to jest ta różnica pomiędzy Czechosłowacją a Polską. Polscy postkomuniści potrafili oswoić sobie elity solidarnościowe, a czescy antykomuniści chcieli szybkiej zmiany w państwie, i tę zmianę przeprowadzili.

Druga rzecz: tragedia Havla polegała na tym, że nie zdołał doprowadzić do utrzymania państwa czechosłowackiego. Już z Warszawy obserwowałem jego samotność, gdy w parlamencie czechosłowackim doszło do dużej awantury o tzw. myślnik. Chodziło o to, czy to ma być "Czechosłowacja", czy też "Czecho-Słowacja". Wielu czeskich polityków uważało, że to są dziecinne żądania Słowaków. Havel jako jeden z niewielu rozumiał, że to dla Słowaków jest ważna sprawa, rodzaj podkreślenia równoprawności. Ale jedności utrzymać się nie dało, i chyba nie było na to szans, ponieważ większość Słowaków chciała stanąć na własnych nogach, a nawet w jakiejś miękkiej federacji byliby zawsze młodszym bratem, to Praga byłaby stolicą. Havel podał się wówczas do dymisji, ale w 1993 roku znowu został prezydentem.

Trzecia rzecz: utkwiła mi w pamięci wizyta Havla w 1996 roku. On wówczas bardzo ostro występował przeciwko akceptowaniu przez Zachód argumentu, że Rosja ma prawo obawiać się NATO, zbliżania się do jej terytorium obcych wojsk. Padał wówczas argument, że na Rosję napadnięto 2 razy w XX wieku, w czasie I i II Wojny Światowej. Havel występował wówczas w imieniu mniejszych narodów, i przypominał, że to Rosjanie wkroczyli do Polski w 1944 roku, i że sami przesunęli swoją strefę wpływów bardzo daleko na Zachód. I że jeżeli Rosjanie nie rozumieją, że rozszerzenie NATO oznacza rozszerzenie sfery stabilności, to znaczy, że Moskwa ma złą wolę, i trzeba adekwatnie do tego działać. To był ton, który wówczas w Polsce nie był słyszany: podkreślenie, że to małe narody mają prawo obawiać się Rosji.

Klaus był oczywiście antytezą Vaclava Havla, to były dwie różne postaci. Klaus wyśmiewał opozycyjne moralizatorstwo, z kolei Havel widział w Klausie kogoś, kto jest niechętny idei europejskiej. Ale ta kohabitacja przyniosła Czechom bardzo dobre efekty. Havel - romantyk, przykład opozycyjnego trochę jednak pięknoducha, Klaus - zimne myślenie, styl Margaret Thatcher. Doskonale się uzupełniali.

I jeszcze jedno:  Havel to przykład człowieka, który do wszystkiego musiał dochodzić sam. Jego rodzina została przez komunistów zepchnięta na całkowity margines, ponieważ przed wojną posiadała wytwórnię filmową. Po wojnie, jako syn wroga ludu, Havel musiał wszystko wywalczyć: pracę, sławę, pozycję. Musiał we wrogim państwie samemu piąć się do góry. W szeregach polskiej opozycji takich osób jest niewiele.

Był wreszcie człowiekiem, który miał bardzo duże poczucie humoru i bardzo duży dystans do siebie. Spełniał to, co w Czechach jest bardzo silnie zakorzenione: pragnienie filozofa na tronie, model, który stworzył prezydent Masaryk. Czyli myśliciel, autorytet, esteta. Havel doskonale wpisywał się w ten stereotyp. Ale - powtarzam: gdy trzeba było być pragmatykiem, w 1989 roku, Havel sprostał wyzwaniu, i przeprowadził bardzo szybkie odejście od komunizmu. I tego trzeba Czechom zazdrościć: że mieli takiego Havla.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook