Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Hartwich: propozycja rządu nie do zaakceptowania

02.04.2014

Rozmowa z Iwoną Hartwich, prezes Stowarzyszenia „Mam Przyszłość”, mamą niepełnosprawnego syna protestującą w Sejmie.

Stefczyk.info: w sejmowej komisji trwają prace nad projektem ustawy, dotyczącej świadczeń dla rodziców dzieci niepełnosprawnych. Mowa o dojściu w 2016 roku do pensji minimalnej, którą państwo miałoby wypłacać rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Co pani sądzi o tej propozycji?

Iwona Hartwich: Ta propozycja jest dla nas nie do zaakceptowania. W projekcie mowa tylko o weryfikacji wysokości świadczenia co trzy lata. Nie ma natomiast mowy o waloryzacji corocznej. Gdy okaże się w roku 2020, że najniższa krajowa będzie wynosiła 2000 złotych, możliwe, że my nadal będziemy otrzymywać świadczenia w wysokości 1300 złotych. Myśmy o tym mówili, okazuje się jednak, że nikt nas w dalszym ciągu nie słucha. Wobec tego muszą zapytać, czy rząd chce nas znów skazać na wyjście na ulice? Ile razy mamy jeszcze przyjeżdżać, żeby nas wysłuchano i zrozumiano?

W czasie prac pojawiła się propozycja, by świadczenia dla państwa powiązać z wysokością średniego wynagrodzenia. To lepsze rozwiązanie?

To jest bardzo dobre rozwiązanie. Mamy wtedy bowiem pewność, że to świadczenie będzie co roku, wedle stopy inflacji, wzrastało. Co roku będzie realna podwyżka świadczenia, a nie weryfikacja co trzy lata. To, co proponuje rząd, jest nie do zaakceptowania.

Czyli zostają państwo w Sejmie?

Dementuję wszelkie plotki, mówiące, że wychodzimy z Sejmu, że kończymy protest. Nasz protest trwa. Nawet jeśli byśmy opuścili Sejm protest i tak zostanie jedynie zawieszony. Liczymy, że minister Kosiniak-Kamysz mówił prawdę i za chwilę zostaniemy zaproszeni na rozmowy o kolejnych postulatach.

Wedle państwa opinii świadczenia powinny zostać podwyższone już w tym roku, czy dajecie państwo czas rządowi?

Propozycja dochodzenia do postulowanej wysokości świadczenia byłaby do zaakceptowania, ale w roku 2011. Premier obiecał nam zmiany już w 2009 roku. Teraz mamy rok 2014 i chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że wszystko w Polsce podrożało od tamtego czasu. Teraz powinno się wprowadzić świadczenie o wysokości najniższej krajowej, ale z zapisem nie o weryfikacji, ale waloryzacji.

W czasie debaty na temat państwa strajku padały pytania m.in. o spontaniczność państwa akcji. Przyjechaliście państwo do Sejmu z gotowym planem?

Rodzice, którzy protestują, nie przygotowywali się w żaden sposób do tej akcji. Myśmy nawet nie wiedzieli, że są wybory do europarlamentu. Ja się polityką nie interesowałam, nie mieliśmy ze sobą nawet bielizny na zmianę, gdy zapadła decyzja, że zostajemy w Sejmie. To się wylało. Mieliśmy za sobą pięć lat błagania premiera, pukania do drzwi, żeby on nam pomógł. On obiecywał, że zbuduje potrzebny nam system, ale tylko obiecywał. I jakoś tak wyszło.

Strajk trwa już 15 dni. Jak się pani żyje w Sejmie?

Dobrze. Jest ze mną mój syn, mamy rozwiązaną sytuację logistyczną w domu. Mam jeszcze jednego syna, który uczęszcza do liceum. Mąż dojeżdża do pracy prawie 40 kilometrów w jedną stronę. Dajemy radę i zapewniam: wytrzymamy. Tyle ile będzie trzeba.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. PAP/Tomasz Gzell]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook