Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wildstein we wSieci: "PiS musi się otworzyć na nowe środowiska"

30.12.2015

W sensie politycznym minione 12 miesięcy można uznać za „rok cudów” dla byłej opozycji i – miejmy nadzieję – dla całego naszego kraju. Cofnijmy się do początku tego roku. Kto był wówczas w stanie przewidzieć, że prezydentem zostanie kandydat PiS, a partia ta zdobędzie samodzielną większość w parlamencie? Na ile stało się tak ze względu na zbieg niezależnych od zwycięzców okoliczności, a na ile był to efekt ich pracy? – pisze Bronisław Wildstein na łamach nowego wydania tygodnika „wSieci”.

Odpowiedzi na te pytania powinny mieć znaczenie dla ich politycznej praktyki, a więc dla losów naszego kraju – czytamy. - Na początku 2015 r. Adam Michnik ogłosił, że Bronisław Komorowski przegrałby wybory prezydenckie tylko wówczas, gdyby po pijanemu przejechał na pasach zakonnicę w ciąży.

Ten żarcik szefa „Wyborczej” nie tylko odsłaniał pewność siebie panów III RP, lecz także pokazywał realny rachunek sił, tak jak kształtował się on kilka miesięcy przed wyborami. Komorowski miał za sobą front mediów głównego nurtu i najbardziej znaczących ośrodków opiniotwórczych, cieszył się ogromnym zaufaniem i miał poparcie 65 proc. wyborców. Wydawał się kandydatem murowanym, zwłaszcza wobec słabo rozpoznawanego konkurenta z Prawa i Sprawiedliwości – przypomina Bronisław Wildstein.

Andrzej Duda wygrał (niewielką przewagą) nie tylko dzięki swoim niewątpliwym atutom, lecz również — co najmniej w tym samym stopniu — z powodu nieudolności i arogancji urzędującego prezydenta oraz jego otoczenia. Dodatkowym czynnikiem, który wpłynął na sukces obecnej głowy państwa, było pojawienie się kolejnego kandydata, czarnego konia wyborów, muzyka Pawła Kukiza. Spora część jego młodych wyborców w II turze przerzuciła swoje głosy na Dudę, co wcale nie byłoby oczywiste, gdyby nie ich pierwszy wybór. To Kukiz zaraził ich kontestacją status quo, a wybór Dudy był tego kontynuacją – pisze publicysta na łamach tygodnika „wSieci”.

Wildstein odnosi też strategię Orbana do planu Kaczyńskiego: - Po przegranych w 2002 r. wyborach Fidesz z inicjatywy Orbána rozpoczął budowę komisji społecznych, których celem była interwencja w konkretnych sprawach mieszkańców lokalnych wspólnot.

Po jakimś czasie sprawdzonym działaczom owych komisji zaproponowano przystąpienie do partii mimo protestów jej członków. W efekcie liczebność Fideszu zwiększyła się ponad dziesięciokrotnie, a ugrupowanie rzeczywiście nabrało charakteru masowego ruchu społecznego, co przełożyło się już dwukrotne na wielkie (dwie trzecie głosów) zwycięstwa w kolejnych wyborach. Z niczym takim nie mieliśmy do czynienia w PiS mimo kilku okazji, aby zasadniczo rozbudować partię.

To właśnie postulat otwarcia na nowe środowiska i prognoza dotycząca przyszłości Prawa i Sprawiedliwości stanowią istotę tekstu Bronisława Wildsteina.

Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci”, w sprzedaży od 28 grudnia br., także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie
Facebook