Jedynie prawda jest ciekawa

Gustloff - storpedowana ewakucja

30.01.2016

30 stycznia to wyjątkowa data. Wyjątkowa by przyjrzeć się skomplikowanym ludzkim losom w trybach historii i polityki. Wyjątkowa też dla mieszkańców Pomorza, dla tych, którzy tutaj zostali, którzy musieli tu przyjść i którzy musieli stąd odejść.

Przed 71 laty M/S „Wilhelm Gustloff” poszedł na dno trafiony trzema torpedami wystrzelonymi z łodzi podwodnej S – 13. Zatonął nocą 30 stycznia 1945 roku na wysokości latarni morskiej Stilo, 12 mil morskich od brzegu, w rejonie Ławicy Słupskiej. Razem z wrakiem transportowca na dno Bałtyku poszło 9 tysięcy osób, głównie kobiet i dzieci, uciekinierów z Prus Wschodnich, Gdańska i Gdyni. Niemieckie życie na Wschodzie dobiegało kresu. W wojnie totalnej Niemcy płacili za grzech uwiedzenia przez narodowy socjalizm.

W tym czasie na Zachodzie brytyjskie i amerykańskie bombowce obracają w gruzy niemieckie miasta. Adolf Hitler łudził się, że może jeszcze odmienić losy wojny za pomocą Wunderwaffe – następnej generacji U-bootów, rakiet V i napędu antygrawitacyjnego z bazy Mamerki koło Kętrzyna. 

Wódz III Rzeszy wierzył w plan ofensywy podwodnej na Atlantyku. By go zrealizować musiał ewakuować siły Kriegsmarine z południowego Bałtyku, głównie II dywizjon floty podwodnej z Gdyni oraz personel łączności i echolokacji, bez którego U-booty były głuche.

W tym też czasie na wschodzie przedzierają się przez mroźną zimę prawie dwa miliony uciekinierów z Prus Wschodnich, brnąc w śniegu i ginąc na zatapianych statkach. Pod koniec 1944 roku do Gdańska napływają uciekinierzy niosąc ze sobą straszne wieści. Marsz znaczą trupy starców, kobiet, dzieci.

Styczeń 1945 roku był wyjątkowo mroźny. Wspomina o tym Marion Grafin von Doenhoff (po latach główna osobowość „Die Zeit”), która musiała konno uciekać z rodowego majątku Friedrichstein w Prusach: "Ośnieżonymi drogami idą tysiące uciekinierów kobiety, dzieci, starcy. Królewiec zostawiali za sobą. Budzą litość. Pod załamującym się lodem prą do Gdańska i Gdyni. Blisko dwa miliony ludzi. Tobołki swoje ciągną setki kilometrów. Od czasu do czasu lód pęka i znikają w wodzie wozy, sanie, rowery".

Ksiądz proboszcz z Oksywia zapisze w diariuszu parafialnym: „Rodzina rolników zgubiła dziecko. Znaleźliśmy biedactwo w przydrożnym rowie. Zamarznięte. Pochowaliśmy na przykościelnym cmentarzu”.

Pierścień Armii Czerwonej zaciska się wokół Gdańska i Gdyni. 26 stycznia 1945 roku Rosjanie są w Malborku.

Cztery dni później w swój ostatni rejs wyrusza m/s „Wilhelm Gustloff”.  

25 stycznia na „Gustloffie” zaczęła się pierwsza faza przyjmowania uchodźców. Trwała operacja „Hannibal”. Tego dnia wojska sowieckie zdobyły Elbląg. Uciekają rzesze Niemców gnane panicznym strachem. Robi swoje nazistowska propaganda i przekazywane przez ocalałych świadków relacje z masakr i gwałtów. Do historii wojny psychologicznej przeszła odbita z rąk czerwonoarmistów wieś Nemmersdorf. 

Uciekinierzy pełzną do Gdyni i Gdańska. Wielu zdołało dotrzeć. Wielu ginie. Przy nabrzeżach stoją statki, które mają ich zabrać w głąb Rzeszy.

Ludzie zajmowali każde wolne miejsce, kajuty, korytarze, baseny, sale restauracyjne. Rzesza uciekinierów na Gustloffie miała do dyspozycji - w razie zatonięcia statku 12 dużych łodzi, które mogły zabrać 700 osób, 18 łodzi motorowych dla 350 osób oraz pięć tysięcy kamizelek ratunkowych, pontony i tratwy - na trzy tysiące rozbitków.

Nad Gdynią od kilku dni szalała wichura. Konie uciekinierów torowały powolnie drogę do portu. Później, porzucone, błąkały się po drogach. Ludzie myśleli tylko o tym, jak zdobyć miejsce na statek Na nabrzeżu tysiące ludzi. Z każdą chwilą - nowi. Kursowały statki, które po wyładowaniu uchodźców wracają po kolejnych z Pilawy, z Królewca. Baraki, szopy, kościoły i bramy - przepełnione. Rano wielu już się nie podniesie z nocnego snu. Zostaną tu, gdzie zasnęli.

Ilu ich było?

Na „Gustloffie” było więcej ludzi niż wynikałoby to z rejestru. Ci, którym nie udało się dostać na pokłady koczują wypatrując swej szansy. Czekają na zezwolenie wejścia.  Matki z dziećmi błąkają się w poszukiwaniu mleka. Na nabrzeżu czekają niedobitki Dywizji kurlandzkiej. Po portach i ulicach hula zamieć śnieżna. Uchodźcy z nadzieją patrzą na cumujące okręty na wysokości Oksywia – „Cap Arcona”, „Hamburg”, „Potsdam”, statek wielorybniczy „Unitas”, okręty pomocnicze „Hansa” i „Gustloff” oraz krążownik „Admiral Hipper” i pancernik „Prinz Eugen”.

W niedzielę 21 stycznia nadchodzi rozkaz Doenitza – „II dywizjon szkolny przenieść do Zatoki Lubeckiej”. Sprzęt zabiera „Hansa” i trzy tysiące uchodźców. M/S „Wilhelm Gustloff” – skład osobowy dywizjonu, batalion pomocniczy kobiet, rannych.

Uchodźcy z rozkazu gaulaiterów Kocha i Foerstera według kryterium „niezdolny do walki”. Wejście na pokład wyłącznie za przepustką urzędu administracji. Zaczął się handel kartami. Tłum koczujący od tygodni na nabrzeżu zaczyna napór na trapy. Każdy uważa by nie dać się zepchnąć, nie cofnąć się o krok. Ci, którym się udało wejść na pokład myślą, że są uratowani. Niemiecki burmistrz Gdyni lokuje 13-osobową rodzinę w „kabinie Hitlera” i schodzi z okrętu.

- Spotkałem człowieka, który został zaokrętowany na statek jako sanitariusz. Został później lekarzem. Dostał mój adres i napisał do mnie. To on mi powiedział, że do wieczora 29 stycznia do godz. 17 została zakończona pierwsza faza okrętowania. Na statku znalazło się wówczas 7956 uciekinierów. Jeszcze tej samej nocy i rano weszli na pokład kolejni. Już po wypłynięciu przybył statek z Pilawy „Reval” i przywiózł na pokład  500. Lista pasażerów obejmowała wstępnie 4424 osoby cywilne, 918 marynarzy Kriegsmarine, 173 członków załogi, 373 kobiety z pomocniczej służby marynarki oraz 162 ciężko rannych żołnierzy. Po podjęciu kotwicy i przeliczeniu okazało się, że na pokładzie jest 8956 uchodźców – opowiadał Heinz Schoen, „liczman”. 

Ilu dokładnie ludzi było na „Gustloffie” tnie dowiemy się nigdy. Jeśli było tam 8956 uchodźców, to na pokładzie transportowca było łącznie 10 582 pasażerów i marynarzy.

Ich życia na Wschodzie dobiegało kresu. Także na pokładach "Gustloffa", "Steubena" i "Goi".

To nie my Polacy ponosimy współodpowiedzialność za II wojnę światową. Także przy wysiedleniu Niemców alianci nie pytali nas o zdanie. Tak jak nie pytali o zdanie mieszkańców polskiego Wilna i Lwowa.

Warto też przypomnieć słowa polskich biskupów „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” z 1965 roku.

Historia nie ma czarno białych barw, czasem ważne są też półtony. Tymczasem to my sami godzimy się od lat na stan, w którym nie funkcjonuje w Niemczech pojęcie polskiej mniejszości, choć w RFN mieszka blisko dwa miliony osób o polskich korzeniach. W Niemczech, nawet Hitlera polska mniejszość działała - do 27 kwietnia 1940 r. Tego dnia marszałek Hermann Goering wydał zarządzenie delegalizujące polskie organizacje i konfiskujące ich majątek. Podważenie dekretu Goeringa otworzyłoby szanse na wznowienie działalności i odszkodowania. Tego Niemcy nie akceptują.

Z kolei Polskę zamieszkuje około 200 tys. osób narodowości niemieckiej. Niemcy mają posłów w Sejmie. Dotacjami cieszy się nauczanie języka niemieckiego. Ale budżet federalny nauki języka polskiego nie finansuje.

O ile "Centrum przeciwko Wypędzeniom" miałoby służyć poznaniu historii to akcentowaniu losów "wypędzonych" to my powinny towarzyszyć opisy okoliczności, które do tego procesu doprowadziły, czyli agresja i aneksja terenów Polski przez III Rzeszę, masowe wysiedlenia ludności polskiej z terenów włączonych do Rzeszy, zbrodnie ludobójstwa. O nich przypominają mogiły polskich obrońców Wybrzeża, groby w Piaśnicy i KL Stutthof.

Zatopienie okrętu - transportowca noszącego imię nazisty Wilhelma Gustloffa, zasztyletowanego przez żydowskiego studenta, można w warunkach wojny totalnej uzasadnić.

Wróg – nazistowskie Niemcy był już pokonany zimą 1945 r., ale szukał nie tylko schronienia. Załogi U-bootów z gdyńskiej bazy szukały  możliwości dalszej walki.

Wśród ludzi szukających schronienia na pokładzie „Wilhelma Gustloffa” znalazły się głownie osoby cywilne - uciekinierzy z Memel, Elbląga, Gdańska i Gdyni - wśród nich 3 tysiące dzieci.

Byli tam też marynarze Kriegsmarine z bazy U-bootów i 400 kobiet ze służby pomocniczej. Zginęło kilkuset specjalistów szkolenia U – bootwaffe, co złamało plan podwodnej ofensywy.

Ale też wyobraźmy sobie co działo się pod i na pokładzie „Gustloffa” trafionego torpedami, tamtą panikę i strach ludzi walczących by utrzymać się na powierzchni wody, której temperatura sięgała 2 stopni C. 

Torpedy wystrzelił dowodzony przez komandora Aleksandra Marinesko S – 13. Za atak dowódca łodzi dostał prosiaka i przydział wódki. Musiał się wykazać bo wcześniej podpadł i groził mu sąd za niesubordynację. Waleczny matros w 1963 r. zapił się na śmierć w Leningradzie.

W 1945 r. brytyjskie bombowce zatapiają „Cap Arkona”. Ginie na nim 6 tysięcy byłych więźniów obozów koncentracyjnych. Na dno idzie „General Steuben” z 3 tysiącami uciekinierów  na pokładzie, storpedowany przez sowieckie okręty podwodne.

Dumę nazistów łamała Armia Czerwona, która nie słynęła wszak z rycerskości. Pokazała to w Gdańsku rozprawiają się z miastem  już po wyparciu Niemców w marcu 1945 r. (Wyspa Sobieszowska zajmowana była przez Niemców do maja 1945 r.) i jego mieszkańcami. Czerwonoarmiści potraktowali Gdańsk jako „germańskie zdobyczne miasto”. Nowy porządek w Europie został ustalony przez zwycięzców. Polska, była w obozie zwycięzców, ale z okrojonym terytorium. Wysiedlenia dotknęły Polską ludność, którą wcześniej zdziesiątkowały fale wywózek z 1940 i 1941 r. Zaczęła się wędrówka ludów. Straty naszego kraju w wyniku II wojny światowej w pewnym stopniu rekompensowały ziemie zachodnie. Wujaszek "Soso" chciał przez to trzymać w szachu Polskę, dając do zrozumienia, że przyjaźń sojusznicza Polski i Związku Sowieckiego są gwarantem granicy zachodniej. Również tej z enklawą królewiecką, wykreślonej ręką Stalina od linijki, niczym granice państw afrykańskich.

Na gruzach hanzeatyckiego Gdańska na szczęście nie stanęła „mała lecz gustowna” replika warszawskiego Pałacu im Józefa Stalina. Odbudowano część Głównego i Starego Miasta.

Artur S. Górski

[FOTO: Bundesarchiv]

Tekst ukazał się na portalu "wybrzeze24.pl"

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook