Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Grudzień 1970 - koniec złudzeń

09.12.2015

W Grudniu 1970 roku w państwie określającym się jako państwo robotników i chłopów od kul milicji i wojska padli robotnicy. Spadła maska reżimu. Na bruku pozostało 45 ciał. Przyszły smutne świata Bożego Narodzenia.

Pod koniec 1970 roku polityczny i gospodarczy model siermiężnego socjalizmu w wydaniu I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki „Wiesława”  zbankrutował. Ekipa Gomułki i premiera Józefa Cyrankiewicz zdecydowała o wprowadzeniu na jedenaście dni przed Bożym Narodzeniem drastycznej podwyżki cen artykułów spożywczych. 

 

Z kontrrewolucją siłą

14 grudnia 1970 r. podjęli strajk stoczniowcy ze Stoczni im. Lenina w Gdańsku (o ironio stocznia nosiła nazwę od pseudonimu bolszewickiego wodza), żądając cofnięcia podwyżki cen.
Robotnicy wyszli ze stoczni i skierowali się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Domagali się rozmowy z ówczesnym I sekretarzem KW PZPR Alojzym Karkoszką. Ten uczestniczył w VI plenum KC PZPR. Demonstrantów nikt nie wysłuchał. Robotnicy i młodzież przeszli spokojnie ulicami Gdańska. Zamiast dialogu władza sięgnęła po gaz i pałki. W pobliżu Błędnika doszło do milicyjnej prowokacji. Pochód został zaatakowany granatami z gazem łzawiącym przez MO.   
W śródmieściu Gdańska rozpoczęły się walki z milicją, która tego dnia nie użyła broni palnej, ale kilkudziesięciu protestujących zostało pobitych, zatrzymanych przepuszczano przez "ścieżki zdrowia".  

Płonie komitet

Nazajutrz od rana napięcie rosło. Stoczniowcy rano przyszli pochodem pod gmach Komendy Miejskiej MO, by domagać się uwolnienia kolegów zatrzymanych poprzedniego dnia. W tym zgromadzeniu uczestniczyło kilkanaście tysięcy osób. W rejonie ówczesnej ul. Świerczewskiego (dzisiaj Nowe Ogrody), padli pierwsi zabici, a około godz. 16. przed Dworcem Głównym   snajper ulokowany w budowanym wieżowcu CTO zastrzelił przypadkowego człowieka. Kwadrans później stoczniowcy w dworcowej hali złożyli zwłoki kolejnej ofiary - stoczniowca rozjechanego przez czołg. Rozgoryczeni ludzie na placu podpalili  milicyjną „sukę” i rozbili kasy dworcowe.
W ogniu stanął Domu Partii, gmach KW PZPR, symbol znienawidzonej władzy.

15 grudnia 1970 roku do Gdańska wprowadzono żołnierzy i ciężki sprzęt. Żołnierze mieli otrzymać informację, że w Gdańsku pojawili się „niemieccy rewizjoniści”.

Zenon Kliszko na posiedzeniu egzekutywy KW PZPR powiedział: „Mamy do czynienia z kontrrewolucją, a z kontrrewolucją trzeba walczyć przy pomocy siły!”.

Na wieść o rozruchach Biuro Polityczne KC PZPR (Władysław Gomułka, Marian Spychalski, Józef Cyrankiewicz, Ignacy Loga-Sowiński, Mieczysław Moczar, Wojciech Jaruzelski, Alojzy Karkoszka, Zenon Kliszko, Kazimierz Świtała, Tadeusz Pietrzak) wydało rozkaz użycia broni palnej przeciwko demonstrującym.

Do akcji w Gdańsku weszły jednostki 8 Dywizji Zmechanizowanej oraz tysiące milicjantów, SB-eków i ORMO. Nadzorował ją wiceminister MON Grzegorz Korczyński, ówczesny szef Zarządu II Sztabu Generalnego WP.

Walki uliczne trwały przez cały dzień. Zginęło w nich sześć osób. Ponad pół tysiąca demonstrantów zostało zatrzymanych. Wielu skatowano w komendach MO.

W tym dniu ogłoszony został strajk powszechny, do którego przyłączyły się inne gdańskie przedsiębiorstwa oraz robotnicy ze Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni oraz z elbląskiego Zamechu.

W Gdyni tamtejszy Główny Komitet Strajkowy spisał 8 postulatów i przekazał je przewodniczącemu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej, Janowi Mariańskiemu. Ten miał je przekazać  wicepremierowi Stanisławowi Kociołkowi. Wśród postulatów było dostosowanie płac robotników do podwyżki cen, zredukowania rozpiętości zarobków, ustalenia zasiłku chorobowego odpowiadającemu utraconemu w czasie choroby zarobkowi.

Stoczniowa śmierć
Nazajutrz 16 grudnia 16 grudnia strajki zaczęły przekształcać się w robotnicze powstanie. Rano stoczniowcy Stoczni im. Lenina przez bramę nr 2 ponownie chcieli wyjść na ulice Gdańska, ale zostali ostrzelani przez blokujących ich zakład milicjantów i żołnierzy. Od strzałów padło dwóch stoczniowców i Stefan Mosiewicz, a jedenastu zostało rannych. Strajk okupacyjny w Gdańsku wieczorem został złamany. W nocy w Gdyni aresztowano członków komitetu strajkowego.

 

Czarny czwartek 

Gdy 17 grudnia 1970 roku wstawał świt nad Gdynią sytuacja była napięta. Gdynia strajkowała spokojnie. Nie wybito ani jednej szyby. Robotnicy 16 grudnia usłuchali wezwania Stanisława Kociołka, wicepremiera, najwyższego dygnitarza PZPR przebywającego w Gdańsku, do powrotu do pracy.

Napotkali wojsko, które otoczyło stocznię i zablokowało przystanek SKM Gdynia Stocznia. Padły strzały… Do uczniów, stoczniowców, portowców, rybaków, kierowców – do pracowników gdyńskich zakładów. Ich jedyną winą było to, że śpieszyli do swych codziennych zajęć. 

Wkrótce po tym w centrum Gdyni uformowano pochód z biało-czerwonymi flagami, który ruszył ulicami 10 Lutego i Marchlewskiego w kierunku przystanku Gdynia-Stocznia, gdzie starł się z wojskiem. Ludzie zbierali się na ul. Czerwonych Kosynierów. Znów pochód ruszył do centrum Gdyni. Na czele pochodu niesiono na drzwiach ciało zabitego ucznia Zbyszka Godlewskiego. Manifestanci nieśli umazaną krwią flagę. Przy urzędzie miasta padły kolejne ofiary. 

W Gdyni od kul padło co najmniej osiemnastu. Najmłodsi - Zbigniew Gliniecki, uczeń, postrzał klatki piersiowej i Jerzy Skonieczka, uczeń, strzał w głowę – mieli po 15 lat. 

Tego dnia fala strajków rozlała się na całe Wybrzeże. 17 grudnia pracownicy Stoczni im. Adolfa Warskiego pochodem wyszli poza bramę zakładu – tak, jak przed trzema dniami koledzy w Gdańsku – kierując się w stronę KW PZPR. Miały miejsce przypadki bratania się wojska ze stoczniowcami. Do czasu. W tym portowym mieście zginęło co najmniej  szesnaście osób w tym Jadwiga Kowalczyk i Stefan Stawicki – mieli po 16 lat.
W aglomeracji szczecińskiej, gdzie protest przybrał najbardziej zorganizowaną formę, strajkowało   blisko sto zakładów. Utworzono Ogólnomiejski Komitet Strajkowy z siedzibą w Stoczni im. Adolfa Warskiego. 

 Siła zła

Do pacyfikowania robotniczego buntu skierowano wielkie siły, w tym blisko 26 tysięcy żołnierzy pół tysiąca czołgów, 750 transporterów opancerzonych i dwa tysiące samochodów. W powietrzu operowała setka samolotów i śmigłowców. Na redzie stało 40 rozmaitych jednostek Marynarki Wojennej. Do tego co najmniej 9 tys. milicjantów, wyposażonych w hełmy, pałki szturmowe, tarcze, środki chemiczne oraz broń palną oraz setki funkcjonariuszy SB.

 

Wymiar dramatu

W Grudniu 1970 roku zginęło 45 osób, rannych zostało co najmniej 1165, w tym 154 w wyniku postrzałów. Najpewniej nie poznamy wszystkich poszkodowanych i poddanych represjom. 

Dowodzący na Wybrzeżu gen. Grzegorz Korczyński zmarł rok później w Algierii w niewyjaśnionych okolicznościach. Generał armii Wojciech Jaruzelski, szef MON w 1970 roku, Kazimierz Świtała, szef MSW, Stanisław Kociołek, wicepremier rządu PRL – uniknęli odpowiedzialności. Krzywdy Grudnia’70 nie udało się wymazać.

Pomnik i pamięć

Reżimowa władza w PRL bała się pamięci o Grudniu’70. Cenzura prewencyjna skrzętnie usuwała wszelkie wzmianki w środkach masowego przekazu i podręcznikach. Nie przepuściła nawet sceny w „Człowieku  marmuru” w której Agnieszka (w tej roli Krystyna Janda) wiesza na stoczniowej bramie bukiet kwiatów.

Jeszcze nie obeschły łzy matek, zony nie przestały nosić żałoby po zabitych mężach, a te znaki pamięci okazały się niebezpieczne dla właścicieli PRL. Stoczniowcy nigdy nie zapomnieli o swoich kolegach. Tuż po smutnym Bożym Narodzeniu 1970 roku domagali się skromnej tablicy u wejścia do zakładu. Pod bramą stoczni w każdą rocznicę 1970 r. i na Święto Pracy leżały kwiaty. Na grobach w kolejne rocznice leżały kwiaty i wieńce „Ofierze Grudnia”, „Poległemu Koledze w wydarzeniach grudniowych”, które z mogił, pod lupą MO i SB, były niemal natychmiast usuwane.

W 1971 r. Henryk Lenarciak, wówczas przewodniczący rady Związku Zawodowego Metalowców na Wydziale W-4 i Henryk Jagielski, członek komitetu strajkowego i delegacji na rozmowy z Edwardem Gierkiem, wysunęli postulat budowy pomnika poległych.

Podczas 1-majowego pochodu w 1971 r. robotnicy nieśli transparenty „Żądamy ukarania winnych za zajścia grudniowe!” i „Żądamy odsłonięcia tablicy poległych stoczniowców”.  

Poeta Zbigniew Herbert 13 grudnia 1971 r. na Wawelu rozpoczął swój wykład od słów:

– Idąc do państwa uświadomiłem sobie, iż dzisiaj przypada pierwsza rocznica tragicznych wydarzeń na Wybrzeżu. Chciałbym więc to, co mówić będę, poświęcić poległym w walce o chleb.

Od 1978 r. obchody rocznicy Grudnia’70 organizowały Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. 18 grudnia 1979 r. przed stoczniową bramą zebrało się według raportu SB 3 tys. osób.
– Celem naszym jest spokojne, poważne i godne uczczenie pamięci ludzi, którzy polegli w obronie swych praw, swojej godności, konsekwentnie bronili praw i godności nas wszystkich, całego polskiego społeczeństwa. Grudzień pokazał oblicze władzy komunistycznej, jej bezwzględność, nie wahającą się przed przelaniem polskiej robotniczej krwi – mówił przy stoczni opozycjonista Dariusz Kobzdej.

17 sierpnia 1980 r. przy bramie nr 2 strajkujący ustawili drewniany krzyż, a 1 września zawiązał się Społeczny Komitet Budowy Pomnika Poległych Stoczniowców. Pomnik wzniesiono całkowicie ze środków społecznych.  

- Pomordowanym – na znak wiecznej pamięci. Rządzącym – na znak przestrogi, że żaden konflikt społeczny w Ojczyźnie nie może być rozwiązany siłą. Współobywatelom – na znak nadziei, że zło może zostać przezwyciężone – wpisano w akcie erekcyjnym.

16 grudnia 1980 r. pomnik został odsłonięty i poświęcony przez ks. kard. Franciszka Macharskiego. Minął rok, a pod stoczniową bramą znów polała się krew, a czołgi rozjechały stoczniową bramę.  

Artur S. Górski

 

 

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook