Jedynie prawda jest ciekawa

Gmyz: Publikacja "GW" naraża funkcjonariuszy

05.12.2012

O ostatnich wydarzeniach związanych ze służbami specjalnymi oraz projekcie zmian w ustawie o ABW i AW portal Stefczyk.info rozmawia z publicystą i dziennikarzem śledczym Cezarym Gmyzem.

Stefczyk.info: Od kilku dni media opisują zdjęcia jakie zrobiono Tomaszowi Kaczmarkowi, gdy służył w CBA. "Gazeta Wyborcza" rozpętała burzę i wraca do rzekomych skandali w działaniu Biura sprzed lat. Sprawa została niezwykle nagłośniona. O co w tym wszystkim chodzi?

Cezary Gmyz: Uważam, że pojawienie się opisywanych zdjęć w "Gazecie Wyborczej" jest skandalem. One mogą narazić na niebezpieczeństwo działających wciąż funkcjonariuszy pod przykryciem. Dobrze, że Paweł Wojtunik zdecydował się złożyć w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Do redakcji "Rzeczpospolitej" również dostawaliśmy wiele różnych materiałów, w tym zdjęć. Jednak gdy uznawaliśmy, że ich publikacja może zagrażać funkcjonariuszom czy całej formacji - służbom lub policji, nie decydowaliśmy się na publikowanie materiałów.

O co może chodzić obecnie?

W mojej ocenie może chodzić o odwrócenie uwagi od istotniejszych problemów, związanych z działalnością służb, czy z tym co stało się z Brunonem K. i całą niby aferą. Służby działały w sposób dziwny.

Pojawiają się opinie, że po sukcesie medialnym ABW ws. Brunona K. Agencji potrzebny był cios w inne formacje, by pokazać, że ABW powinna nadal mieć największe uprawnienia.

Rzeczywiście w czasie konferencji prokuratury i ABW doszło do dziwnego zdarzenia. Jeden z prokuratorów zachował się w sposób skrajnie nieprofesjonalny. Mi to przypominało wypowiedzenie posłuszeństwa przełożonym przez gen. Krzysztofa Parulskiego, byłego szefa NPW. Prokurator na konferencji ws. Brunona K. znacząco przekroczył swoje kompetencje, wkroczył na obszar stanowienia prawa i apelował, by nie odbierać ABW uprawnień. Co ciekawe, był to ten sam prokurator, który ostro skrytykował prowadzone przez CBA postępowanie ws. korupcji w Sądzie Najwyższym. Sądzę, że CBA miało powody do zdenerwowania.

Wspomniał Pan o sprawie Brunona K. Prokuratura obecnie informuje, że być może jego czyn zostanie uznany za czyn terrorystyczny. Za to grozi wyższa kara. Czy Pana zdaniem wszystko w tej sprawie jest jasne?

Trudno się wypowiadać na ten temat, w oparciu jedynie o informacje oficjalne, jakie serwuje nam ABW i prokuratura. Pojawiają się jednak bardzo liczne zapytania. Chciałbym, żeby do sądu jak najszybciej trafił akt oskarżenia w tej sprawie. Wtedy można będzie przeczytać akta i obejrzeć materiał dowodowy. Obawiam się jednak, że część tego materiału będzie niejawna.

Działania prokuratury i służb tracą na wiarygodności?

Tracą. Ja mam ograniczone zaufanie do tych instytucji, ponieważ one działają w bardzo złych warunkach prawnych. Zarówno ustawa o prokuraturze, jak i ustawy o służbach specjalnych mają liczne braki. Pomysły i projekty zmian nie zawsze idą w dobrym kierunku.

Jeden z projektów zmian opisywał portal wPolityce.pl. Senacki projekt zmian w ustawie o ABW i AW - jak wynika z artykułu - może skutkować poszerzeniem uprawnień ABW oraz możliwości kontroli obywateli. Jak Pan to ocenia?

Przede wszystkim jestem zdumiony, że to jest projekt senacki. Zmiany w służbach specjalnych zostały zapowiedziane przez Donalda Tuska. Sprawą naturalną byłoby więc, by zmiany te były wprowadzane w ramach projektu rządowego. Wtedy projekty takie przechodzą całą ścieżkę konsultacji społecznych. Projekt senacki nie ma takich wymogów. To robi dużą różnicę, ponieważ ustawa dotyczy podstawowych praw i swobód obywatelskich. Procedowanie takiej ustawy, jako projektu senackiego, jawi mi się jako kuriozum.

Możemy mieć do czynienia z próbą wzmocnienia kontroli obywateli?

Z takimi próbami mamy do czynienia od dawna. Żyjemy w rzeczywistości, w której obywatele o państwie wiedzą coraz mniej, a państwo o obywatelach chce wiedzieć coraz więcej. Ogranicza się dostęp do informacji publicznej, minister Sikorski zapowiada wprowadzenie tajemnicy dyplomatycznej, mamy szereg podobnych rozwiązań. One odbierają obywatelom prawo do informacji. Z drugiej strony mamy pomysły zakładania kagańców - np. internautom w ramach walki z "mową nienawiści". To jest kolejne ograniczanie wolności słowa. Zapowiedź sięgania do kazań to już czysty absurd.

Rozmawiał Nal
[Fot. Wikipedia.pl]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook