Jedynie prawda jest ciekawa

Gmyz: nadal śledzę sprawę trotylu we wraku TU-154M

14.11.2012

Nie można było tego artykułu pominąć w przeglądach prasy w europejskich mediach - mówi Cezary Gmyz w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl.

Dziennikarz zwolniony z "Rzeczpospolitej" po publikacji nt. materiałów wybuchowych znalezionych we wraku TU-154M w Smoleńsku przyznaje, że jego artykuł mógł mieć wpływ na późniejsze publikacje o katastrofie w niemieckiej prasie. 

"To jest zapewne tak, że kropla drąży skałę i wokół Smoleńska zebrało się zbyt dużo wątpliwości, wokół rzeczywistego przebiegu tej tragedii. Każda kolejna informacja zadaje właściwie kłam temu, co mówiły raport Millera i raport Anodiny. Te informacje zaczynają przeciekać przynajmniej do europejskiej opinii publicznej. Ja Gerharda Gnaucka znam i cenię, to jest człowiek, który w Polsce mieszka od wielu, wielu lat. Niejednokrotnie potrafił iść w poprzek niemieckiemu myśleniu o Polakach, bo on Polaków zna, lubi i ceni. A jednocześnie posiada zmysł krytycznej analizy, za który bardzo go cenię." - mówi Gmyz.

Dziennikarz przyznaje, że zachodnie media dużo bardzie interesują się sytuacją w Rosji, niż w Polsce. Jednak pewnych informacji nie mogą pomijać.

"Putin od dłuższego czasu ma dość złą prasę, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, ale coraz gorszą w Niemczech. I w momencie, kiedy padają pytania o Rosję, o tę katastrofę i czy Rosja byłaby skłonna dopuścić się takiej zbrodni, to ci ludzie muszą szukać odpowiedzi. Bo jeżeli by przyjąć, że Rosja w jakikolwiek sposób odpowiada za tę katastrofę, to wniosek jest jeden - bezpieczeństwo całej Europy jest zagrożone" - podsumowuje Gmyz.

Cały artykuł CZYTAJ NA PORTALU wPolityce.pl.

fot. facebook

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook