Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Gmyz: Lokalne sitwy często wpływają na sędziów

14.09.2012

Od razu nasuwają się wątpliwości co do pozostałych orzeczeń trójmiejskich sądów, czy na przykład nie dobierano składów sędziowskich pod inne sprawy, czy terminy rozpraw nie dopasowano pod politykę rządzących, etc. - mówi Cezary Gmyz, dziennikarz "Uważam Rze" i "Rzeczpospolitej".

Stefczyk.info: Jak Pan zareagował na sprawę sędziego Milewskiego, który z taką gorliwością odpowiadał na sugestie rzekomego urzędnika kancelarii premiera? Czy przypadków takich sędziów może być więcej? Publicyści TOK FM sugerowali, że to tylko pojedynczy wybryk.

Zapewne takich przypadków jest o wiele więcej, dlatego, że problem polskiego sądownictwa polega na tym, że sądy nie są wbrew zapisom ustaw niezawisłe, lecz bardzo często zależne są od lokalnych układów; środowisk politycznych, biznesowych, a czasem też kościelnych. To jest coś, co nazywamy sitwami; a dotyczyć to może nawet tak dużego ośrodka jak trójmiasto, gdzie elity dobrze się znają. Problem polega na tym, że nie wybudowano czegoś na wzór amerykańskiego muru separacji. Nie do pomyślenia jest przenikanie się światów władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej; u nas niestety regułą jest, że sądy czy prokuratorzy mimo oznak niezawisłości, są zależni od władzy lokalnej. Polega to na tym, że czasami zdarza się, że czasami burmistrz czy prezydent tego miasta wynajmuje prokuraturze budynek na ich potrzeby po preferencyjnych stawkach i rodzi się pewnego rodzaju zależność. Trzeba zdać sobie sprawę, że kondycja finansowa sądów i prokuratur zależy bezpośrednio od organów władzy wykonawczej, a pośrednio, poprzez ustawy i niektóre prawa, od ustawodawczej, jak na przykład zwolnienie sędziego, z czego zresztą teraz – słusznie – chce skorzystać Jarosław Gowin.

Czy rozwiązaniem tego problemu może być pomysł PiS i Solidarnej Polski na powrót do poprzedniego stanu, gdy minister sprawiedliwości był zarazem prokuratorem generalnym?

Jestem absolutnie zwolennikiem niezawisłości sędziowskiej – nie powinno się jej osłabiać włączając prokuraturę w struktury ministerstwa sprawiedliwości. Uważam, że prokuratorzy powinni być niezależni, ale musi być ona gwarantowana w sposób inny niż w tej chwili. Choć twierdzę, że rozdzielenie ministerstwa i prokuratury generalnej za błąd, to powrót do tych struktur nie rozwiąże wszystkiego. Zastanowiłbym się nad rozwiązaniami, które spowodowałyby większą kontrolę społeczeństwa nad wymiarem sprawiedliwości. Bywają takie modele, zwłaszcza anglosaskie, że sędziowie czy prokuratorzy lokalni są wybierani przez mieszkańców – i jest to model skuteczny. Sędziowie nominowani w ten sposób czują się bardziej odpowiedzialni przed suwerenem niż ci, którzy dostali stanowiska przez jakieś nieformalne układy z władzą. Jest też problem ustawy o prokuraturze, którą Jarosław Gowin chce teraz ponownie nowelizować. Ta nowelizacja nie uzdrowi w mojej opinii wymiaru sprawiedliwości, jest w niej szereg pomysłów, które w mojej opinii mogą tylko prokuraturze zaszkodzić, a w Polsce przestępczość będzie dalej rosła.

Przy okazji wybuchła też dyskusja o metodach takich prowokacji. Z jednej strony mówi się, że to dobrze, a sędziowie pod ostrzałem mediów muszą się bardziej pilnować, z drugiej – że to metody typowe dla środowiska prawicy.

Jestem przekonany, że metoda prowokacji dziennikarskiej jest w niektórych momentach dopuszczalna, choć sam jej nigdy nie stosowałem. Uważam, że tego typu metoda to absolutna ostateczność – gdy informacji nie da się zdobyć w inny sposób. To jest trochę analogiczna dyskusja do tematu prowokacji, jakie stosowała CBA. W mojej opinii dobrze jest, jeżeli istnieje mechanizm, który pozwala w jakiś sposób kontrolować rządzących czy środowiska sędziowskie, ale jestem przekonany, że po tego typu działania powinniśmy sięgać w ostateczności.

Czy po tym materiale środowisko sędziów mniej podatne na takie sugestie sitw, o których Pan mówił?

Na pewno przez jakiś czas będą bardziej ostrożni. Natomiast w mojej opinii sędzia Milewski wykazał się skrajną nieodpowiedzialnością jako przedstawiciel wymiaru sprawiedliwości. On się po prostu dość rychło powinien zorientować, o co chodzi. Jak się czyta ten stenogram, to dla mnie jest oczywiste, że coś tutaj jest nie w porządku. Natomiast ta chęć dogodzenia rządowi i władzy wykonawczej, która bije z wypowiedzi sędziego Milewskiego jeży włos na głowie. Od razu nasuwają się wątpliwości co do pozostałych orzeczeń trójmiejskich sądów, czy na przykład nie dobierano składów sędziowskich pod inne sprawy, czy terminy rozpraw nie dopasowano pod politykę rządzących, etc.. To są rzeczy do wyjaśnienia, a w tym sądzie przydałaby się głęboka i dogłębna lustracja. I to nie tylko taka w sensie IPN-owskim (choć i taka pozwoliłaby ujawnić, jak wielu sędziów, którzy orzekali w stanie wojennym, nadal pracuje w sądzie), ale lustracja pracy tego sądu. Chodzi o dogłębne zbadanie skarg, jakie wpływały na gdańskich sędziów w ostatnim czasie. Warto przypomnieć przypadek prokuratury białostockiej, która prowadziła gigantyczne śledztwo związane z korupcją w trójmiejskim wymiarze sprawiedliwości – tam prokuratorzy wykryli wiele przestępstw, jednak ich sprawców nie udało się ukarać. Nie jest to jedyny przypadek, bo wystarczy przypomnieć sprawę bielskiego wydziału sprawiedliwości czy prokuratury z północno-wschodniej Polski, gdzie ludziom związanym z wymiarem sprawiedliwości albo nie uchylano immunitetów, albo wyroki uniewinniały te osoby. Część z nich dopomina się nawet o odszkodowania ze Skarbu Państwa, co jest już dużą ironią.

not. sv

[Fot. sxc.hu]

CS144FotMINI

Czas Stefczyka 144/2017

PDF (7,88 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook