Jedynie prawda jest ciekawa

Głębocki: Tak działają czekiści Putina

10.03.2014

Za deklaracjami zawsze powinny iść czyny. Jednym z najważniejszych mierników stosunku mediów głównego nurtu do Rosji jest otwarcie na potrzebę uczciwego wyjaśnienia tego, co naprawdę wydarzyło się pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. – mówi publicysta pisma „Arcana” i pracownik Zakładu Historii Europy Wschodniej UJ, dr hab. Henryk Głębocki w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie”.

Według publicysty Władimir Putin od dawna usiłuje stać się wielkim odnowicielem imperium, traktując dawne prowincje sowieckiego mocarstwa jako tzw. bliską zagranicę. -Sami Rosjanie lubią to określać jako swoje wydanie „Doktryny Monroe”. [..] Ten sposób myślenia odzwierciedlały zapisy doktryn wojskowych i polityki zagranicznej FR, które długo lekceważono. Zastrzegały one Rosji prawo do ataku nuklearnego, również na kraje niemające broni jądrowej, oraz interwencję w obronie rosyjskiej mniejszości poza granicami Federacji Rosyjskiej- tłumaczy Głębocki.

Jak podkreśla, oba warianty działań, oznaczające de facto agresję zbrojną, testowano niedawno u naszych granic w 2009 i w 2013 r. podczas największych w ostatnich latach ćwiczeń wojskowych, zakładających m.in. atak nuklearny na Warszawę. - Agresja na Krym odnowiła pojęcie „doktryny Breżniewa” i pamięć mechanizmów używanych przez imperium stalinowskie, a odziedziczonych z bogatego arsenału rosyjskich i sowieckich metod imperialnych. Nam najbardziej przypomina to sposób instalowania władzy sowieckiej na tzw. Ukrainie Zachodniej i Białorusi Zachodniej po 17 września 1939 r. Kreowany przez Stalina obraz Polski jako „bękarta traktatu wersalskiego”, kraju ucisku, faszyzmu, który w 1939 r. się rozpadł, przypomina propagandowe uzasadnienie Putina o konieczności objęcia „opieką” mieszkańców Krymu. [..] Mechanizm interwencji na Krymie odnawia też pamięć „bratniej pomocy” w Czechosłowacji i Afganistanie – dodaje publicysta i historyk.

Według niego w przypadku Krymu mamy do czynienia z formą brutalnego nacisku militarnego, uzasadnianego bezczelną propagandą, metodami „znanymi nam od XVIII w”. Przypomina to jego zdaniem scenariusz agresji wobec Gruzji z 2008 r. -Gra toczy się jednak o całą Ukrainę, o los Europy Wschodniej, a prawdopodobnie i całego neoimperium Putina.  Obawiam się, że okupacja Krymu sprzyjać będzie dalszemu osłabianiu obecnych władz w Kijowie, których Moskwa oficjalnie nie uznaje. To też niebezpieczny scenariusz dla nas – przeniesienie z Kaukazu metod nazywanych przez analityków „zarządzaniem przez konflikty” – ciągnie Głębocki dalej.

Według niego sukcesy obecnej rosyjskiej ekspansji legitymizują i wzmacniają system, o czym ma świadczyć obecnie poparcie Rosjan dla polityki Putina. Plejada ekspertów, która przetoczyła się w ostatnim czasie przez media, pozytywnie oceniających działalność Putina na Krymie zdaniem historyka i publicysty nie służy wyjawieniu prawdy, także o okolicznościach i przyczynach katastrofy Smoleńskiej. –Jednym z najważniejszych mierników do Rosji jest otwarcie na potrzebę uczciwego wyjaśnienia tego, co naprawdę wydarzyło się pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r. – zaznacza Głębocki. Według niego obecne rosyjskie lobby w Polsce w dużej mierze opiera się na mechanizmach i patologiach postkomunizmu. – Dlatego najważniejsze jest budowanie postaw, instytucji, mechanizmów służących wzmacnianiu suwerenności Polski – przekonuje.

Ryb, GPC

fot. [PAP/epa]

Zainteresował Cie artykuł ? Znajdź nas na Facebooku

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook