Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Geopolityka i Wołyń

05.02.2014

Geopolityka to nie emocje. Będę z uporem godnym tej właśnie sprawy powtarzał, że chłodna, wręcz beznamiętna analiza oraz symulacja własnych i cudzych korzyści i strat – a nie myślenie „sercem” – musi być podstawą formułowania geopolitycznych wizji i planów – pisze Ryszard Czarnecki.

Roman Dmowski pisał kiedyś o staroświeckim, poczciwym i emocjonalnym patriotyzmie, który wszak był trochę patriotyzmem „po łebkach” i nie definiował wyzwań stojących przed narodem polskim i naszego interesu narodowego. To zresztą legło u źródeł jego książki o konieczności patriotyzmu nowoczesnego (także pozytywistycznego) „Myśli nowoczesnego Polaka”.

O tym wszystkim myślę, gdy słucham medialnej debaty w Polsce na temat Ukrainy. Nagle ludzie z Salonu, z tzw. Krakowskiego Przedmieścia, którzy przez ćwierć wieku jakiekolwiek napomknięcie o polskich ofiarach ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu, nawet najbardziej nieśmiałe, potępiali jako przykład polskiego nacjonalizmu, a także psucia sobie stosunków z sąsiadem (!), teraz ni stąd, ni z owąd, ni z gruszki, ni z pietruszki, zaczynają dostrzegać i potępiać UNA-UNSO, Banderę i symbole UPA widoczne w czasie ukraińskiej rewolucji. Oczywiście dlatego, że w ten sposób mogą okrężną drogą zaatakować Jarosława Kaczyńskiego i zaangażowanie obozu niepodległościowego w Kijowie. Jak nie kijem kosmopolityzmu, to pałką nacjonalizmu – chciałoby się określić taktykę politycznego i medialnego mainstreamu.

Rosyjski diabeł ogonem miesza

Warto zatem jasno sprecyzować, jakie powinno być stanowisko obozu niepodległościowego wobec bardzo ważnej części polskiej polityki wschodniej, jaką są relacje Warszawy i Kijowa. Uważam, że w tej sprawie jest kilka niewzruszonych dogmatów.

Po pierwsze: nie wolno na ołtarzu oczywistego wsparcia dla Majdanu, dobrosąsiedzkich relacji polsko-ukraińskich i zbożnego przesuwania Ukrainy od Rosji w kierunku Polski (a zatem Europy) składać pamięci o naszych rodakach bestialsko zamordowanych na Kresach Wschodnich RP przez ukraińskich nacjonalistów. Nigdy nie możemy odwrócić się plecami i zapomnieć cieni naszych przodków, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami. Nie wolno czynić z ofiar ludobójstwa na Wołyniu zakładników bieżącej polityki. Musimy zrobić wszystko, jako państwo polskie, aby od władz i społeczeństwa ukraińskiego usłyszeć słowa skruchy za to, co uczyniono naszym rodakom na Kresach Wschodnich RP. Pytanie czy owe „przepraszamy za ludobójstwo” pochodzące od obozu Janukowycza – rok temu powtarzali je politycy rządzącej „Partii Regionów”, choć formalnie nie uczynił tego rząd Azarowa – będzie rzeczywiście miarodajne, jeżeli nie padnie z ust opozycji, której bastionem jest zwłaszcza Ukraina Zachodnia. A więc tam, gdzie nasi rodacy przed ponad siedemdziesięcioma laty ginęli. Żeby owe przeprosiny były realne i reprezentatywne, muszą być wypowiedziane szczególnie przez te środowiska polityczne Ukrainy, które kontynuują tradycje polityczne mniejszości ukraińskiej II Rzeczypospolitej.

Jasne jest, że sprawa haniebnych ukraińskich mordów na Wołyniu jest dziś instrumentalnie wykorzystywana przez państwo, które przez wieki stosowało dewizę: „divide et impera”. Rosyjski diabeł ogonem miesza w kotle polityki historycznej, aby dziś skłócić Ukraińców i Polaków, aby odciąć albo ograniczyć wsparcie Polaków wobec próbujących się wyzwolić z rosyjskich pęt ekonomicznych i politycznych Ukrainy. Zresztą dzieje się to w całej Europie, na przykład także… w odległej Norwegii), gdzie prorosyjskie lobby eksponuje ukraiński nacjonalizm i ten historyczny i ten obecny, aby uniemożliwić polityczną pomoc dla antyrosyjskiej irredenty. U nas portal onet.pl publikuje dzielące polskie społeczeństwo sondy internetowe, w których każe się wybierać czy jesteś za Janukowyczem czy za opozycją – ale publikowane są one właśnie pod artykułami o ukraińskich nacjonalistach. Tymże ukraińskim szowinizmem zaczął straszyć nagle portal Tomasza Lisa – natemat.pl.

Wspierać Kijów, pamiętać o Wołyniu

Po drugie: w naszym interesie państwowym i narodowym leży dekompozycja strefy wpływów Rosji. Wyrwanie Ukrainy spod kurateli Kremla byłoby przełomem i dla natychmiast osłabionej Federacji Rosyjskiej i dla Polski, która stawałaby się naturalnym pomostem między Kijowem a Brukselą (i odwrotnie), ale też dla samej Europy coraz bardziej ogrywanej czy szantażowanej przez Moskwę.

Tak,  mówiąc wprost: nie podobają mi się wszyscy uczestnicy Majdanu – wiem, co mówię, bo byłem tam w ostatnich tygodniach wielokrotnie w czasie swoich trzech wizyt. Tak, nie wszystkich bym zaprosił do domu i z częścią pewnie bym się bardzo ostro ściął o historię i o ludobójstwo Polaków na Wołyniu. Jednak mając w pamięci – i na ustach – hołd dla poległych na kresowych wsiach Polakach, muszę stwierdzić, że dzisiaj owi ukraińscy nacjonaliści pracują na naszą rzecz. Nawet jeśli nie zdają sobie z tego sprawy. Jeśli bowiem zwalczają prorosyjską opcję w swoim państwie, jeśli działają na rzecz „geopolitycznego przesunięcia” Ukrainy w kierunku politycznym Europy, a więc Polski (bo przecież nie Portugalii czy Irlandii…), to są naszymi sojusznikami, choć nasze wizje historii najnowszej są tak odlegle, jak ogień i woda. Oczywiście wolę spotykać się z „Batkiwszczyną” Jaceniuka i „Udarem” Kliczki, a odmawiam spotkań z Tiahnybokiem ze „Swobody” (tak było 5 listopada 2013, gdy na wskutek mojego protestu delegacja europarlamentarnej frakcji Konserwatystów i Reformatorów  odmówiła spotkania z liderem partii, która jest w Wierchowej Radzie i za którą stoi 10% wyborców).

Trzeba wspierać Ukraińców w ich drodze od Rosji do Europy – bo to bardzo korzystne dla Polski. Jednocześnie trzeba walczyć o potępienie przez Kijów ukraińskiego ludobójstwa przed siedmioma dekadami. Mówiąc językiem matematycznym: to nie alternatywa – to koniunkcja.

Ryszard Czarnecki

Europoseł PiS

*Artykuł ukazał się w "Gazecie Polskiej (05.02.2014)

[fot: PAP/EPA]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook