Jedynie prawda jest ciekawa

Gender i bestie

28.02.2014

Martwi mnie histeria, która wybuchła wokół tzw. animal studies. Wszystko za sprawą konferencji zorganizowanej przez Instytut Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk pod odrobinę przewrotną nazwą "Zwierzęta i ich ludzie".

No i zaczęło się  - zarówno w mediach prawicowych, jak i - na zasadzie reakcji w lewicowych. Ale, przykro to stwierdzić -to te pierwsze podniosły niezrozumiałe larum.

W dodatku część publicystów w imię łatwego grepsu, uporczywie stara się wepchnąć zagadnienia ludzie-zwierzęta do jednego worka z problematyką gender.

Może to kwestia zbyt podobnej nazwy? Tego nieszczęsnego "studies"? Może gdyby od początku mówić o "studiach nad zwierzętami" lub o "roli zwierzęcia w kulturze i sztuce" - nikogo by to tak nie bulwersowało?

Niestety wygląda na to, że część mediów usiłuje wykreować sobie wroga, by móc z nim zwycięsko walczyć. Zabieg znany i od dawna stosowany przez "Gazetę Wyborczą". Tum razem z powodzeniem zastosowany przez Frondę, Nasz Dziennik i Gościa niedzielnego... "Pal licho gender. Nadchodzi animal studies...."  straszy Fronda. W  Naszym Dzienniku, w artykule "Gdy nauka zwierzęcieje" Anna Ambroziak pisze natomiast: gender studies najwyraźniej już nie wystarcza jako narzędzie deprawacji. Stąd na grunt polski przenoszone są tezy animal studies."

oraz straszy:

"W przypadku studiów zwierzęcych „równouprawnienie” ma nastąpić przez zrównanie zwierząt z ludźmi. A to już wyraźne nawiązanie do darwinizmu, którego logiczną konsekwencją były totalitaryzmy XX wieku." 

Gdzie to wyczytała?  Bo chyba nie w programie konferencji, gdzie planuje się co prawda omówienie podmiotowości zwierząt. Ale między podmiotowością a równouprawnieniem - droga naprawdę daleka.

W innym artykule tego samego dziennika Marek Czahorowski pisze:

"Jeśli dżenderologia twierdzi, że nie ma co się przejmować różnicą pomiędzy mężczyzną i kobietą, to bestiologia zakłada, że nie ma istotnej różnicy pomiędzy człowiekiem i zwierzęciem (łac. bestia)."

Szkoda. Szkoda, że tylko tyle na temat świata zwierząt potrafią wyczytać z chrześcijańskiej nauki poważni publicyści. Szkoda że po raz kolejny, bez specjalnego powodu ultraprawicowe środowiska oddają, ba wręcz wpychają, całą sferę związaną z ekologią i ochroną przyrody, stosunkiem człowieka do świata przyrody -  lewicy. Że próbują jej narzucić tę "lewicowość" każdemu komu los zwierząt nie jest obojętny, albo przynajmniej chce poszerzyć swoją wiedzę w tym zakresie . Co więcej próbują stworzyć wrażenie, że samo rozpatrywanie tematu jest obrazą boską , czy wręcz grzechem. Albo wyśmiewać, jak jeden z publicystów "Rzeczpospolitej", który pisał jakiś czas temu że obrońcom zwierząt najwyraźniej chodzi o przyznanie małpom praw do głosowania

Wszystko to daje tylko Gazecie Wyborczej asumpt do czołówek w stylu: "Nowy wróg po gender: animals studies".

No i dyskusja się kreci: "Fronda" z "Naszym Dziennikiem" egzorcyzmują "bestie" , a GW wyśmiewa ciemnotę i bezduszność prawicy. Tylko co z tego komu dobrego przyjdzie?

Trudno ocenić, czy to straszenie "bestiami" wynika z wyłącznie z ignorancji, czy braku wrażliwości? Czy z neofickiej zapalczywości? Nie chcę wyrokować.

Ale może zamiast tropić diabła, tam gdzie go nie ma, warto się z zagadnieniem zapoznać?

Faktem jest, że relacje człowieka ze zwierzętami są elementem różnych dziedzin nauki i sztuki - już od dość dawna. W historii sztuki, religioznawstwie,  antropologii, psychologii i wielu innych dziedzinach. Były też omawiane na uczelniach od lat i nikogo to dotąd nie dziwiło.

Nie da się zrozumieć choćby obrazów Vermeera bez wiedzy o symbolice umieszczonych na nim zwierząt. Nie można mówić o historii starożytnego Egiptu, czy Grecji - nie znając stosunku tamtych ludów do różnych gatunków. Dlaczego Hera była wolooka? A czemu bogini Bastet przestawiano pod postacią kota. A Biblia? Jeśli nie wiemy, co w świecie Żydów symbolizowała owca, świnia, pies, wąż - ucieka nam sens większości przypowieści.

Ba - nawet nasz język polski, tak bogaty w porównania i metafory ze świata zwierzęcego każe się zastanowić, dlaczego raz mówimy "wierny jak pies" (raczej pozytywnie, choć z nutką lekceważenia), a kiedy indziej "psia dola", "psia pogoda", "zejść na psy" (ewidentnie negatywnie).

Z powierzchowną nawet wiedzą o świecie nie mamy też wątpliwości, że inaczej pies jest postrzegany w kulturze arabskiej, a inaczej w europejskiej. Inaczej w Chinach, a inaczej w Afryce.

Posiadając w domu rozmaite zwierzęta chętnie posługujemy się bardziej lub mniej fachowymi podręcznikami z zakresu pielęgnacji i opieki nad zwierzętami. Tłumaczącymi również ich zachowania psychiczne.

Od czasu do czasu w życiu społeczno - politycznym bywamy zmuszani do określenia swojego stanowiska wobec zagadnień takich jak ubój rytualny.  Albo publiczne zabicie i poćwiartowanie żyrafy w ZOO...

Jest więc o czym mówić.

Cóż więc dziwnego, że ktoś wpadł na pomysł, by różne aspekty obecności zwierzęcia w ludzkim świecie zebrać i przedstawić na jednej konferencji?

Zwłaszcza, że nasza cywilizacja stawia nas przed wyzwaniami nieznanymi jeszcze 100- 200 lat temu - takimi jak przemysłowa hodowla i związane z tym problemy etyczne, coraz szybsze ginięcie dzikich gatunków, masowe traktowanie zwierząt niczym zabawek (hodowanie nowych ras ozdobnych) etc.

Czy to już odrębna dyscyplina naukowa? Może nie. Ale na pewno temat szeroki i wart zgłębienia. Dlaczego z góry zakładać, że jest on nacechowany wrogo wobec nauki Kościoła?

Oczywiście, że wśród ekoaktywistów znajdują się ekstremiści, skądinąd bardziej szkodliwi dla właściwego spojrzenia na relacje ludzi i zwierząt niż zagorzali wrogowie. Jak w każdej dziedzinie.

Bo przecież to samo można powiedzieć o środowiskach religijnych. Fanatycy nie mają wiele wspólnego z prawdziwym przesłaniem chrześcijaństwa. Wrzucanie "animalsów" (nie lubię tego określenia, ale niech będzie tym razem) do jednego worka z "genderowcami" nikomu niczego dobrego nie przyniesie.

No cóż, wiele lęków wynika po prostu niewiedzy. Ale jej pielęgnowanie doprawdy nie przynosi zaszczytu. Czasy inkwizycji i palenia ksiąg zakazanych - na szczęście mamy już za sobą.

Bo jeśli nie, to za chwilę  na frondowym indeksie wylądują  zaraz "Puc Bursztyn i goście", "Bambi", czy "Doktor Doolittle". A może już tam są? Kto wie?

A ja sądzę, że zamiast je palić, lepiej poczytać dzieciom. Najlepiej z kotem na kolanach i psem u stóp.

Anna Sarzyńska

Słowa kluczowe:

zwięrzęta

,

ludzie

,

Fronda

,

Gazeta Wyborcza

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook