Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Gelberg: Piętno na środowisku dziennikarzy

13.12.2011

Jednym ze skutków wprowadzenia stanu wojennego było wprowadzenie ścisłej kontroli świata mediów. W telewizji pojawili się umundurowani prezenterzy a każdy dziennikarz musiał mieć akceptację władzy. O skutkach wprowadzenia stanu wojennego dla dziennikarzy portalowi Stefczyk.info opowiada Andrzej Gelberg:

Wprowadzenie stanu wojennego miało bardzo głęboki wpływ na pracę mediów i dziennikarzy. Niemal wszystkie gazety zostały zawieszone. Redakcje radiowe i telewizyjne zostały zredukowane. Ludzie występujący na wizji byli ubrani w mundury. Ukazywały się jedynie dwa dzienniki – „Trybuna Ludu”, czyli organ rządowy, oraz „Żołnierz wolności”.

Ja w 1981 roku byłem dziennikarzem. Myśmy przez komunistów byli nazywani pracownikami frontu ideologicznego, nawet jeśli nie mieliśmy nic wspólnego z ideologią. W związku z tym w redakcjach zorganizowano masową weryfikację. Do redakcji przychodziła komisja i weryfikowała dziennikarzy. Skład komisji był tajny. Przychodzili ludzie w mundurach. Jak ktoś był bardziej dociekliwy, to udawało mu się czasem ustalić, że w komisji zasiada na ogół przedstawiciel wydziału prasy KC PZPR, wojskowy i milicjant.

Wszyscy dziennikarze musieli przejść przez przesłuchanie przed taką komisją. W wyniku tego procesu część dziennikarzy wylatywało z pracy. Oczywiście komisja przychodząc do redakcji orientowała się w składzie zespołu, weryfikacja miała głównie na celu łamanie ludzi. Ci, którzy dali się złamać, którzy przed komisją poparli stan wojenny, mogli się uchronić przed zwolnieniem. Takich wypadków było trochę. Oczywiście było również bardzo wiele osób, których złamać się nie udało. Komuniści wykorzystywali słabość dziennikarzy, strach przed bezrobociem, problemy zdrowotne w rodzinie itp., by wymusić lojalność. Ludzie złamani składali własną godność na ołtarzu strachu o własny byt.

Te weryfikacje trwały dosyć długo. Każdego bowiem maglowano dobre kilkadziesiąt minut. Komisje zaczęły działać zaraz po Świętach Bożego Narodzenia w 1981 roku. Ja w swojej redakcji byłem przesłuchiwany jako jeden z ostatnich. Przed komisję trafiłem w marcu 1982 roku. Do czasu weryfikacji dziennikarzy otrzymywali 70 procent swojej pensji. Dopiero po pozytywnej ocenie komisji można było wrócić do normalnej pracy. Jednak wiele osób zostało wtedy bez pracy. Na rynek trafiło ponad 1,5 tysiąca bezrobotnych dziennikarzy. Wśród nich byłem również ja. Moja weryfikacja trwała trzy minuty. Domagałem się bowiem od członków komisji podania personaliów. Zaznaczyłem, że nawet na procesie karnym można znać dane sędziów. Ponieważ odmówiono mi podania informacji, z kim rozmawiam, uznałem, że nie mogę z tymi ludźmi mówić nawet o pogodzie i wyszedłem.

Po zakończonej weryfikacji dokonywano roszad w redakcjach. Zmieniano redaktorów naczelnych, wymieniano składy, likwidowano ostatecznie tytuły. W ich miejsce powstawały jednak nowe. Powstał np. dziennik „Rzeczywistość”, gadzinowe pismo, w którym ukazywały się odrażające teksty. Innym nowym tworem był tygodnik „Tu i teraz”, w którym pisał m.in. Jerzy Urban. Atakował w nim Kościół, ks. Jerzego Popiełuszkę. Jeden z zabójców ks. Jerzego zeznawał potem, że artykuły Urbana rozjaśniały mu świat i były inspiracją do działania.

W komisjach weryfikacyjnych zasiadali m.in. ludzie, którzy uważali się za dziennikarzy. Oni po 1989 roku, w wolnej Polsce, nie ucierpieli, nie zostali pociągnięci do odpowiedzialności. Dalej byli w mediach, pracowali jako dziennikarze. Usunięci zostali jedynie najbardziej widoczni prezenterzy z czasów stanu wojennego.

Stan wojenny odcisnął się na środowisku dziennikarzy. Na postawach ludzi musiało się to odbić. To doświadczenie dotknęło przecież wielu Polaków. Ten okres zdemolował większość społeczeństwa. Po karnawale „Solidarności” wielu uwierzyło, że Polacy są wspaniali, dzielni, walczą o prawdę. Jaruzelski stanem wojennym utrącił te odczucia, pokazał, że jest inaczej. A dziś Urban, który 30 lat temu był znienawidzonym głosem komuny, pojawia się w mediach, prowadzi własną gazetę, jest moralizatorem i poucza innych. To jest klęska, to jest również skutek wprowadzenia stanu wojennego.

not saż
[fot. Jakub Przybek/Wikipedia.pl]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook