Jedynie prawda jest ciekawa

Eugenika coraz bliżej. Chińczycy zabawili się w Pana Boga

10.03.2017

Wczoraj, kiedy oczy wszystkich polskich mediów były zwrócone w kierunku Brukseli, a politycy wszystkich opcji prześcigali się w komentarzach dotyczących reelekcji Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, niemal niezauważona pozostała informacja, która dla losów wszystkich ludzi może mieć o wiele większe znaczenie.

Jak podało brytyjskie czasopismo naukowe „New Scientist”, chińscy naukowcy opublikowali wyniki badań, w których dowodzą, że udało im się, wykorzystując technikę edycji genów CRPSPR, „skorygować” wadliwy gen ludzkiego embrionu. Choć tego typu próby były już podejmowane wcześniej, „innowacyjność” Chińczyków polega na tym, że jako pierwsi zdecydowali się dokonać tego na embrionie zdolnym do życia. To przekroczenie kolejnej etycznej granicy i wejście na drogę, z której nie będzie już odwrotu.

Chociaż specjaliści zajmujący się inżynierią genetyczną podkreślają, że tego typu badania mają służyć wyłącznie dobru ludzi, eliminowaniu chorób genetycznych już na etapie życia płodowego, to nie podlega najmniejszym wątpliwościom fakt, że to kolejny krok w kierunku eugeniki i zabawa w Pana Boga, która musi skończyć się tragicznie.

Dziennikarze „New Scientist” nie mają wątpliwości, że chińscy naukowcy wkrótce znajdą naśladowców. Tym bardziej, że profesorzy z Amerykańskiej Narodowej Akademii Nauk już dopuścili możliwość „edycji embrionów” w przypadku, gdyby okazało się, że oboje rodzice mają wadliwy gen, który sprawia, że poczęte dziecko nie może urodzić się zdrowe.

Nie wątpię, że znajdą się rodzice, którzy skorzystają z takich możliwości. Nie nam ich oceniać, to kwestia ich sumień i wyborów, nierzadko trudnych. Wyborów, których jednak można byłoby uniknąć, gdybyśmy przestali manipulować przy genomach i dali wolną rękę Bogu i Naturze. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że klauzula, na którą dziś powołują się amerykańscy genetycy, z biegiem lat będzie rozszerzana, aż w końcu dojdziemy do momentu, w którym za pomocą „edytora” genetycznego, będziemy „produkować” dzieci, w sposób, w jaki tworzy się postacie w grach komputerowych.

Jeżeli to szaleństwo się nie skończy, za kilkanaście lat, jakaś kanclerz dużego europejskiego kraju nie będzie musiała zwoływać zjazdów wybierających jakiegoś marionetkowego przewodniczącego jakiejś marionetkowej instytucji – ona go sobie po prostu urodzi. Albo wydrukuje. Drukarką 3D. 

Piotr Filipczyk

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook