Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Ekspert: Instytucje niegotowe do pracy z uchodźcami

10.07.2015

Polskie instytucje nie są gotowe by pomóc imigrantom z Afryki i Bliskiego Wschodu – alarmuje Rafał Baczyński-Sielaczek z Instytutu Spraw Publicznych. Według niego brakuje też działań, które pomogłyby Polakom poznać problem uchodźstwa. Inne zdanie na ten temat ma Grzegorz Schetyna, który mówi „przecież w Polsce są uchodźcy.”

W ocenie Baczyńskiego-Sielaczka, który w Instytucie Spraw Publicznych zajmuje się problematyką migracyjną, dwa tysiące uchodźców to liczba, którą Polska jest w stanie przyjąć bez większych problemów. „Szacuję, że dla tylu osób są aktualnie miejsca w ośrodkach dla uchodźców” – powiedział PAP analityk ISP. Przypomniał, że Urząd do spraw Cudzoziemców dysponuje czteroma własnymi ośrodkami oraz ośmioma wynajmowanymi od prywatnych firm.

Zdaniem eksperta niekorzystne jest jednak rozlokowanie wspomnianych ośrodków. „Większość obiektów położona jest w lasach, z dala od większych miejscowości, bo placówki zostały utworzone m.in. w byłych bazach wojskowych. To w bardzo poważny sposób izoluje od polskiego społeczeństwa osoby przebywające w tych placówkach i utrudnia ich integrację” – zauważył Baczyński-Sielaczek.

Jak dodał problem niekorzystnej dla integracji lokalizacji ośrodków dla uchodźców pogłębia też bardzo długa procedura związana z rozpatrywaniem wniosków o nadanie statusu uchodźcy. „Często uchodźcy przebywają w ośrodkach jeśli nie kilka, to kilkanaście miesięcy, a zdarza się, że nawet kilka lat. W tym czasie większość z nich tak naprawdę – zgodnie z warunkami oczekiwania na nadanie statusu uchodźcy, nie ma prawa do pracy” – podkreślił ekspert.

Jego zdaniem okres pobytu w ośrodkach, jest tak naprawdę w polskich warunkach stracony. „Jedynym działaniem, które w tym czasie jest realizowane, jest nauka języka polskiego, ale tak naprawdę prowadzona jest ona na dosyć słabym poziomie. Większość cudzoziemców nie korzysta z tych lekcji” – zauważył Baczyński-Sielaczek.

Jak ocenił także programy integracyjne uruchamiane po tym, gdy cudzoziemcy opuszczają ośrodki, są drogie i nieefektywne. „Taki program trwa rok. Przez rok cała rodzina objęta wnioskiem otrzymuje świadczenia: musi wynająć mieszkanie na komercyjnym rynku, utrzymać się, wykupić lekcje polskiego itp.” – wyjaśnił. Zaznaczył, że od wielu lat organizacje pozarządowe zajmujące się problematyką cudzoziemców w Polsce zwracają uwagę, że rok jest zbyt krótkim okresem, by nauczyć się funkcjonować w polskim społeczeństwie.

Zdaniem eksperta zamiast dyskutować o tym, czy Polska powinna przyjmować uchodźców, Polacy powinni rozmawiać o tym, jak integrować cudzoziemców. „Dla mnie jest oczywiste, że uchodźcy powinni być przyjmowani, ale mamy bardzo dużo do zrobienia w sprawie ich integracji” – powiedział Baczyński-Sielaczek.

Według niego podstawowym działaniem, które sprzyjałoby integracji, powinno być skrócenie czasu oczekiwania na wydanie decyzji o przyznaniu bądź odmowie przyznania statusu uchodźcy. „Chodzi o to, by osoby, które kwalifikują się do uzyskania takiego statusu jak najszybciej go otrzymały i weszły w efektywne programy integracyjne” – wyjaśnił.

Jak dodał, z jego doświadczeń w pracy z uchodźcami przebywającymi w Polsce wynika, że wiele polskich instytucji nie jest przygotowanych do pracy z cudzoziemcami, a szczególnie z uchodźcami. „Urzędy pracy tak naprawdę nie mają żadnej oferty skierowanej do uchodźców. Pracownicy urzędów nie znają języków obcych, nie znają specyfiki kultur krajów, z których pochodzą uchodźcy. To wszystko utrudnia uchodźcom odnalezienie się na runku pracy” – zauważył Baczyński-Sielaczek.

Jego zdaniem w Polsce konieczna jest także ogromna praca związana z budowaniem tolerancji i otwartości w społeczeństwie. „Tutaj ważna byłaby kampania społeczna uświadamiająca Polakom powody, dla których Polska przyjmuje uchodźców i neutralizująca trochę strach, który jest podsycany przez niektóre media i radykalne antyimigranckie środowiska” – powiedział Baczyński-Sielaczek. Jak dodał, Polacy „mając niewielką wiedzę na temat uchodźców, po prostu się ich boją”.

„Polacy nie wiedzą, kto do nas przyjeżdża. Podnoszone są głosy, że wpuszczamy terrorystów. To jest tak naprawdę strach przed nieznanym” – powiedział Baczyński-Sielaczek. Podkreślił, że polskie władze powinny skierować do społeczeństwa wyraźny komunikat, że uchodźcy nie są żadnym zagrożeniem dla kraju.

Zdaniem Baczyńskiego-Sielaczka problemem polskiej polityki migracyjnej jest to, że nie jest ona elementem debaty publicznej. „Mówi się o tym w kontekście emigracji obywateli polskich ale - by wypracować efektywną politykę migracyjną, ważne jest, aby uświadomić Polakom naszą rolę w świecie, ale też naszą sytuację demograficzną starzejącego się społeczeństwa. O migracji trzeba zacząć rozmawiać, prowadzić merytoryczne rozmowy, aby Polacy nie budowali swojej wiedzy o imigrantów czy uchodźcach w oparciu o stereotypy” – podsumował ekspert.

Wiceminister spraw wewnętrznych Piotr Stachańczyk poinformował w czwartek w Luksemburgu, że Polska będzie gotowa przyjąć 2 tysiące osób w ramach unijnych planów przesiedlania i relokacji uchodźców. Liczba uchodźców, jaką gotowa jest przyjąć Polska, jest mniejsza, niż zaproponowała w maju Komisja Europejska. Według pierwotnej propozycji Brukseli do Polski miałoby trafić 2659 imigrantów, przejętych od Włoch i Grecji oraz 962 uchodźców z obozów spoza UE.

PAP/mmil

[Fot. PAP/EPA]

Słowa kluczowe:

uchodźcy

,

instytucje

,

KE

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook