Jedynie prawda jest ciekawa

ECS a polityka historyczna

26.08.2014

To my sami nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie kiedy skończył się PRL. Trudno więc by to inni budowali za nas naszą symbolikę.

W sobotę Europejskie Centrum Solidarności otworzy swoje podwoje dla zwiedzających. Dzień później oficjalnie otworzy ECS prezydent Bronisław Komorowski, który nim otworzy Centrum zasadzi przy Sali BHP kolejny Dąb Wolności. Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz dokona zaś swoistego wodowania ECS – statku w budowie, czyli pociągnie za linę, by rozbić o ścianę gmachu ECS butelkę… cydru.

Na razie gdańszczanie i turyści przyglądają się pracom wykończeniowym wokół ECS (te trwają też w jego wnętrzach) i o ogromowi Europejskiego Centrum Solidarności. Prezes Gdańskich Inwestycji Komunalnych Ryszard Trykosko, który niejedną budowę prowadził, zapewnił nas: „zdążymy!”.

Walka o świadomość

Nim więc spotkamy się w gmachu ECS podejmijmy próbę znalezienia odpowiedzi na najważniejsze pytanie - czy, a jeśli tak, to jak, ECS ma zawalczyć o miejsce Gdańska i „Solidarności” w świadomości tzw. przeciętnego Europejczyka? Czy przekaz płynący z europejskiego, z nazwy, przedsięwzięcia będzie mógł rywalizować np. z zakodowanym obrazem rozbijanego muru w Berlinie jako symbolu przemian w Europie? Gdańsk tą rywalizację ze stolicą zjednoczonych Niemiec powinien podjąć. Jakie przesłanie i jaka idea wypełni gmach? W ECS ludzi Solidarności nie ma. Czy będzie to pomnik ludzi władzy, beneficjentów „darwinizmu” społecznego, czy też rodacy poczują się tam „wreszcie u siebie”? Na razie rdzawy monumentalny gmach ECS, dominujący nad pomnikiem Poległych Stoczniowców i Placem Solidarności na tle martwych dźwigów i bezpowrotnie startej z ziemi dawnej stoczniowej zabudowy zdaje się mówić – „Solidarność” to historia. Mocno zardzewiała. Tyle, że ta związkowa organizacja nadal działa i potrafi zaleźć rządzącym za skórę.

Na budowie można dostrzec nie tylko prezesa Trykosko. Jest i Basil Kerski, którego nominacja na dyrektora ECS budziła w 2011 r. wiele kontrowersji. Ostro krytykował ten wybór Lech Wałęsa, zagroził nawet, że zerwie współpracę z ECS oraz Bogdan Lis i Jerzy Borowczak. Dziś Wałęsa już się z ECS pogodził. Będzie miał tam swoje okazałe gabinety i pokój socjalny.

Idea, czy budowla?

Czas pokaże czy działania ECS, kierowanego przez Basila Kerskiego, któremu znane są niemieckie realia, pomogą ideom Solidarności w przebiciu się do świadomości Europejczyka? Basil Kerski jest obywatelem RFN urodzonym w Gdańsku. Jako dziecko wyjechał do Niemiec. Kerski od 1998 r. był redaktorem naczelnym ukazującego się od końca lat 80. magazynu DIALOG, dotyczącego politycznych, kulturalnych i gospodarczych stosunków polsko-niemieckich. Polskim partnerem DIALOG-u był gdański "Przegląd Polityczny", współzakładany przez Donalda Tuska. Część doświadczenia z Berlina udało się Kerskiemu zaadaptować na gdański grunt. To mówienie o historii przez pryzmat polityki, czyli np. poprzez dobór panelistów i uczestników dyskursów.

Ten berlińczyk otrzymał zlecenie by zająć się sprawą promowania Polski przez historię Solidarności w Europie? Berlin jest doskonałym przykładem, jak z przekazem polityczno-historycznym powinno się sobie radzić. Berlin i Brama Brandenburska w europejskiej opinii są bramami wolności. O symbolice Sierpnia ’80, o Bramie nr 2 Stoczni Gdańskiej pamięta mało kto, nie licząc wąskiej grupy pasjonatów i politologów z tzw. świata. Warto więc było sięgnąć do doświadczeń choćby Rainera Hildebrandta z Berlina oraz - toutes proportions gardées – Georges’a Pompidou. 

Kultura obrazu

W świadomości przeciętnego Europejczyka komunizm zakończył się wraz z upadkiem muru berlińskiego, a nie z buntem gdańskich robotników z 1980 r. i powstaniem "Solidarności". Berlińczycy są w europejskiej opinii burzycielami ideologicznego muru, nie zaś polscy robotnicy, którzy wyjęli z niego pierwszy blok. Ale swoją rolę odegrała tu też inercja i brak koncepcji wykorzystania symbolów obywatelskiego oporu i walki o prawa człowieka w Polsce.

W czasach "kultury obrazu" do wyobraźni przemawia wyrazistość symboli. Trudno byłoby znaleźć bardziej malowniczy symbol zrzucenia żelaznej kurtyny niż upadek betonowego muru, okalającego enklawę wolności, czy zdjęcia filmowe Johna F. Kennedy'ego wołającego - z błędem gramatycznym, 26 czerwca 1963 r. przed berlińskim ratuszem Schoeneberg: "Ich bin ein Berliner!

Jakże byli sami Niemcy zdziwieni kiedy już w 1988 r. na wezwanie ruchu "Kirche von unten" - ruszyły pierwsze manifestacje bez koncesji i nastąpiły pierwsze po 1953 r. masowe aresztowania. Na manifestacje przyszło kilkuset Niemców, a później więcej i więcej.

Również podniesione szlabany na wewnątrzniemieckiej granicy okazały się fotogeniczne. Nocą z 9 na 10 listopada po wypowiedzi Guntera Schabowskiego z NRD-owskiego Politbiura, tysiące mieszkańców NRD ruszyło na granicę (i tu Niemcy mieli kłopot z datą do świętowania – zbieżną z Kristallnacht z 1938 r.).

Berliński mur zaczął się kruszyć nocą z 20 na 21 grudnia 1989 r. Pierwszy betonowy blok padł o godz. 0.37, a 22 grudnia, mimo padającego deszczu, spotykało się przy Bramie Brandenburskiej ćwierć miliona Berlińczyków.

Przed czternastu laty z Berlina do Gdańska przyjechał dwu i półtonowy fragment berlińskiego muru okalającego od 13 sierpnia 1961 r. do grudnia 1989 r. enklawę Berlina Zachodniego, by stać się elementem wystawy "Polskie drogi do Wolności". Dzisiaj resztki muru można zobaczyć przy stacji Warschauerstraße, czyli East Side Galery. Najdłuższy zachowany odcinek muru z ponad setką oryginalnych malowideł – graffiti, rozpościerających się na długości 1,3 kilometra.

Odkrywanie drogi

Gdańsk niestety przegrywał bitwę o pamięć przez całą dekadę lat 90. Gdy Niemcy już mieli swoje muzeum muru berlińskiego przy punkcie kontroli granicznej "Checkpoint Charlie" (Haus am Checkpoint Charlie) założonym i kierowanym przez Rainera Hilderbrandta turysta w Gdańsku nie miał szansy by poznać historię oporu przeciw reżimowi PRL, nie zobaczył używanego w podziemiu sprzętu poligraficznego, nadajników radiowych, druków ukazujących się poza cenzurą, czy sprzętu ZOMO.

Dopiero otwarte "Drogi do Wolności" w 2000 r. ten dystans do pamięci nadrabiają. Od 1980 r. przez 20 lat poza pomnikiem zastrzelonych z rozkazu "właścicieli PRL" w Grudniu'70 stoczniowców nie powstał żaden inny materialny symbol protestu, oporu obywatelskiego i walki o prawa człowieka. W 2010 roku staraniami NSZZ „Solidarność” odnowiona została Sala BHP.

Bramy wolności

Jak wytłumaczyć choćby istotę przemian w Polsce? Jeśli odrzucając komunizm wygrywa się wybory pod hasłem budowy nowego państwa, by zaraz potem część z tych wygranych wyborów oddać, a następnie wybiera się na prezydenta gen. Jaruzelskiego, człowieka, który niszczył pierwszą „Solidarność”, to nawet nam się mąci w głowach, a co dopiero cudzoziemcowi. To my sami nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie kiedy skończył się PRL. Trudno więc by to inni budowali za nas naszą symbolikę. Chyba, że na drażliwe kwestie spuścimy wstydliwą zasłonę milczenia.

Przed ECS więc jest zadanie pierwsze: przy każdej okazji akcentować, że klamrami spinającymi drogę Europy do swobód politycznych są Brama nr 2 Stoczni Gdańskiej i Brama Brandenburska, a mur zadrżał dziewięć lat po strajkach Sierpnia '80.

ASG

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook