Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Dzikowski tłumaczy skompromitowanego działacza

02.04.2014

Rozmowa z posłem PO, Waldy Dzikowskim.

Stefczyk.info: Szefem sztabu wyborczego na Dolnym Śląsku został Michał Jaros, działacz PO, którego nazwisko padało często przy okazji afery taśmowej. W pana ocenie Jaros to dobry człowiek do kierowania regionalną kampanią?

Waldy Dzikowski, poseł PO: Jestem z Wielkopolski, ale jestem z Michałem Jarosem w jednym klubie i jednej partii, którą szanujemy i lubimy. Ona nazywa się Platforma Obywatelska. Uważam Jarosa za inteligentnego, młodego, sprawnego człowieka. Tak naprawdę prokuratura umorzyła sprawę.

I to załatwia sprawę?

Powiedzmy, że on za dużo gdzieś tam powiedział. Ale nie było w tym żadnego przestępstwa. A sądzę, że czasami w kuluarach, niestety, niestety, toczą się takie rozmowy. I to nie tylko w Polsce. Jeśli ktoś okazał się niewinny, ale powiedział dwa zdania za dużo... proszę zobaczyć ile za dużo mówi się oficjalnie, w Sejmie, z trybuny sejmowej.

Tam padają słowa podobne do tych z afery taśmowej?

Tam też padają słowa żenujące i kłopotliwe. I politycy chcą o nich jak najszybciej zapomnieć. W związku z tym sądzę, że Michał Jaros to dobry człowiek na właściwym miejscu. Dolny Śląsk ma szansę zrobienia dobrego wyniku pod jego sprawną głową.

Co zatem z zapowiedziami premiera Donalda Tuska, który mówił, że osoby zaangażowane w aferę taśmową poniosą odpowiedzialność?

Przecież Jaros dostał koleżeńską karę od sądu koleżeńskiego, czyli tzw. upomnienie, naganę. On powiedział dwa słowa za dużo. Połowa polityków musiałaby zrezygnować z mandatów, jeśli mówimy w tych kategoriach. Nie, Michał Jaros nie zrobił niczego tak strasznego czy karygodnego, by mówiąc kolokwialnie go „kasować”.

Czy wyobraża pan sobie powrót Jacka Protasiewicza do życia politycznego na eksponowanym stanowisku?

Lubię Jacka do dziś, choć nie zazdroszczę mu sytuacji. Poniosły nerwy... Szkoda, że jego konferencja prasowa nie skończyła się na jednym zdaniu: „przepraszam, poniosło mnie, potraktowano mnie źle, ale mimo wszystko powinienem być bardziej ostrożny i trzymać na wodzy nerwy. Wybaczcie, przepraszam”.

To by załatwiło sprawę?

Gdyby tak było nie byłoby sprawy.

Jednak było inaczej.

Trochę było śmiesznie na konferencji. Gdyby jednak Jacek powiedział to, co przytoczyłem wcześniej, zapewne nie pytałby mnie pan o tę sprawę. Każdy ma nerwy, może zostać sprowokowany. Najważniejsza jest potem reakcja na akcję. Tu nie wyszło najlepiej.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. Waldydzikowski.pl]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook