Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Dziedzictwo Dmowskiego

01.01.2014

Żyjemy w czasach dekadencji, w czasach upadku zasad, norm, moralności, kryzysu kultury narodowej i patriotyzmu. Żyjemy w czasach, gdy rząd Rzeczpospolitej prowadzi politykę likwidacji atrybutów suwerenności naszego państwa i przekazywania ich Unii Europejskiej.

W czasach, gdy ta polityka prowadzona jest pod osłoną pastiszowego patriotyzmu prezydenta Komorowskiego, patriotyzmu sprowadzonego jedynie do fetowania przeszłości i udawania, że neoluksemburgizm byłby szczytem marzeń Piłsudskiego czy Dmowskiego.

Żyjemy w czasach, gdy od polskości traktowanej jako nienormalność, Polacy uciekają, dowartościowując się patriotyzmem europejskim, tak jakby można byłoby być Europejczykiem, nie będąc Polakiem, Niemcem czy Hiszpanem. Koncepcja europejskiego patriotyzmu, jako wyzwolenia z ograniczeń patriotyzmu narodowego, jego dziedzictwa, tradycji, tożsamości, odzwierciedla raczej parweniuszowskie fobie i kompleksy, niż uczestnictwo w europejskiej cywilizacji. Nasza cywilizacja jest zapierającym dech w piersiach wspaniałym witrażem, mieniącym się różnokolorowym barwami rozświetlanymi światłem Ewangelii, a nie zuniformizowaną jednostajnością charakterystyczną dla wykorzenienia kulturowego. Koncepcja wyzbycia się własnej tożsamości owocuje bowiem nie perspektywą współtworzenia europejskiej cywilizacji, ale perspektywą "zmywaka" w Londynie, jako przedmiotu naszych aspiracji i naszego miejsca we "wspólnym europejskim domu". Polityce wyzbywania się narodowych aspiracji i likwidowania kolejnych atrybutów suwerenności naszego państwa towarzyszy demoralizacja społeczna, narodowe samobiczowanie, pedagogika narodowego wstydu i dominacja wszechogarniającego kiczu nie tylko w zakresie estetyki, ale w całym publicznym życiu. A medialnymi autorytetami tego kiczu stali się krawcy, kucharze, komedianci, Olejnik, Środa i Lis.

Żyjemy w czasach, które chyba najtrafniej oddaje Poeta:

 

W mieście wybuchła epidemia

instynktu zachowawczego

świątynię wolności

zamieniono na pchli targ

senat obraduje

jak nie być senatem

obywatele nie chcą się bronić

uczestniczą na przyspieszone kursy padania na kolanach (...)

otworzyli bramy

przez które wchodzi teraz

kolumna piasku

 

Upadek zachowań obywatelskich, wartości i kryzys patriotyzmu, tak charakterystyczny dla wykorzenionych postkomunistycznych społeczeństw, a zwłaszcza dla ich pseudoelit, zaczyna budzić coraz szerszy opór w narodzie, który współtworzył i bronił europejskiej cywilizacji. Dla młodego pokolenia, wychowanego już w Polsce niepodległej, te kompleksy i fobie społeczeństwa postkomunistycznego wywołują zdecydowany sprzeciw. Dla niego nie jest przykładem postawa Katona Młodszego, dla którego jedynym sprzeciwem wobec zachodzącego słońca Republiki była samobójcza śmierć. To pokolenie czuje swoją wartość, godność swej narodowej tożsamości, nie godzi się na politykę rozpływania się w europejskiej dekadencji, nie chce uczestniczyć w bagnie współczesnej demoralizacji i wykorzenieniu. Ma poczucie swojej siły i witalności i pragnie walczyć o godne miejsce naszej Ojczyzny we współczesnej rzeczywistości. Nic też dziwnego, ze szuka wzorców, szuka bohaterów, szuka poczucia wielkości i chwały w naszym historycznym dziedzictwie. Szuka przede wszystkim w tradycji obozu narodowego, w myśli politycznej Dmowskiego i jego dziedzictwie.

W ostatnich dekadach w badaniach dorobku wielkich myślicieli i twórców obserwujemy odwrót od dominacji badań historyczno-filologicznych. Dziś raczej nie koncentrujemy się na filologicznych interpretacjach tropów, znaczeń, czy historycznych uwarunkowaniach wielkich dzieł. Dziś raczej czytamy Platona, Arystotelesa, św. Augustyna, św. Tomasza, czy Shakespeare'a ciekawi, co mają do powiedzenia o naszej współczesności. Ich myśli pomagają bowiem zrozumieć nas samych, nasze miejsce w historii i tym samym zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość. Jest to podejście twórcze i inspirujące. Ich obecność we współczesnej debacie, jest jak powiew świeżego powietrza w dotychczasowej dusznej atmosferze współczesnych sporów i kłótni. Pozwala odetchnąć i zobaczyć naszą rzeczywistość nie w perspektywie małych gierek, a w perspektywie transcendencji, w perspektywie historii, tego, co naprawdę ważne.

I dziś ta perspektywa obecności w debacie wielkich twórców naszej cywilizacji jest także przenoszona na polityków i twórców myśli politycznej. Problem w tym, ze myśl polityczna, jeżeli nie jest to filozofia polityczna, jest silnie naznaczona piętnem swej historyczności. Jest znakiem swojego czasu, tego, co dla tego czasu charakterystyczne, a zatem przemijające. Myśl polityczna, podobnie - i tu przepraszam za trywialne porównanie - jak satyra polityczna, szybko się starzeje .Gdy mija czas z myślą o którym była tworzona, staje się w najlepszym razie szacownym zabytkiem, świadectwem przeszłości, dziedzictwem odkurzanym z racji czczenia narodowych rocznic. Na ogół niewiele, a czasami nic nie ma nam do powiedzenia o naszej przeszłości. Archaim, czyli kopiowanie starych rozwiązań, nie jest bowiem twórcze kulturowo, Jak mówi Arnold Toynbee, jest to fałszywa odpowiedz na współczesne wyzwania. W tym sensie też nawiązywanie środowisk narodowych w nazwach do Stronnictwa Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej, ONR-u, czy Narodowych Sił Zbrojnych, choć zrozumiałe w sensie poszukiwania własnej tożsamości, ma w sobie więcej z postawy grup rekonstrukcyjnych, niż z żywej kontynuacji.

A przecież Dmowski nie zalecał ortodoksyjnego trzymanie się litery jego publicystycznej twórczości. Twórczość ta w swojej przeważającej mierze - z wyjątkiem "Myśli nowoczesnego Polaka" czy broszury "Kościół, Naród, Państwo" -zawierającej wiele ciekawych myśli dotyczących kształtu patriotyzmu i polskiej tożsamości - jest dziś martwa w sensie odpowiedzi na współczesne wyzwania. Nie da się jej transponować na dzisiejsze czasy. To co Dmowski pozostawił ciekawego, to szkoła politycznego myślenia, szkoła, która przygotowała nie tylko działaczy politycznych, ale i polskie społeczeństwo do odzyskania niepodległości, była potężnym impulsem kulturotwórczym, by wspomnieć tylko Wyspiańskiego, Roztworowskiego, czy grupę "Sztuki i Narodu", szkoła, która zdała egzamin w tragicznym okresie okupacji niemieckiej i początkowym okresie komunistycznego zniewolenia. Szkoła Dmowskiego, to obok szkoły galicyjskich konserwatystów, jedyne szkoły polityczne w naszej historii. Ale jest to szkoła historyczna, szkoła bez kontynuacji, a jej adepci nadal się szkolą w tym, co było ważne, przed I wojna światową, czy w II Rzeczpospolitej i w jakiś sposób próbują przenosić to w czasy współczesne. To szkoła, która dziś cierpi na syndrom "wiecznego studenta" stale konfrontująca obecną rzeczywistość z tym co było ważne w czasach bezpowrotnie minionych. A przecież Dmowski nie był antykwarystą, a tym bardziej talmudystą zalecającym ortodoksyjne trzymanie się jego tekstów. Szkoły maja to do siebie, że przychodzi czas, gdy się je kończy i trzeba samemu stanąć w obliczu nowych wyzwań. I samemu dać na nie nowe odpowiedzi.

Otóż to, co w dorobku Dmowskiego żywe i twórcze, to jego metoda i pierwotne założenia. Uważał on, i to jest ważne i twórcze także dziś, że podmiotem polityki i historii są narody. To nie szersze czy większe struktury polityczne, a narody są podstawowymi strukturami warunkującymi rozwój duchowy człowieka i będącymi płaszczyzną duchowej i politycznej tożsamości. To narody stworzyły wielkość naszego kontynentu i zakwestionowanie ich podmiotowości jest jednym z najważniejszych przejawów współczesnej dekadencji. To naród musi być suwerenem. Naród może współpracować z innymi narodami w wykonywaniu swej suwerenności, ale nie może jej się wyzbywać, rezygnować. To w suwerenności przejawia się jego tożsamość, jego wolność i godność. Narody godzące się na ograniczanie swojej suwerenności nie są godne istnienia, stają się mierzwą, na której rozkwitają inne narody. Obrona własnej suwerenności to podstawowy dogmat szkoły Dmowskiego, dogmat nadal żywy, twórczy i inspirujący.

Ale to, że naród jest podmiotem historii i polityki nie znaczy, że mamy przyjmować jego koncepcje narodu. Dmowski był pozytywistą i biologiem. Jego widzenie narodu, to uznanie - charakterystyczne dla tamtego czasu - politycznego darwinizmu za rzeczywistość. Koncepcja nieusuwalnego konfliktu pomiędzy narodami, choć bliska realizmowi, i naznaczona "duchem" czasu, nie powinna nas zadowalać. Zawiera bowiem w sobie pewien pozytywistyczny fałsz wynikający z redukcjonizmu epistemologicznego właściwego tej doktrynie. Sam Dmowski próbował go przezwyciężyć w broszurze "Kościół, Naród, Państwo", ale jest to "przezwyciężenie" socjologiczne. Dmowski pisze o katolicyzmie, jako istocie polskości. Tymczasem wartość katolicyzmu nie sprowadza się tylko do jego tożsamościowego znaczenia w definicji polskości. Chrześcijaństwo jest wyrazem prawdy i w świetle tej prawdy należy widzieć miejsce i rolę narodów w ogólnoludzkiej wspólnocie. To uniwersalna prawda powinna wyznaczać miejsce narodów w uniwersalnym ładzie i ich misję. To nie darwinowska koncepcja walki o przystosowanie, a chrześcijańska koncepcja ogólnoludzkiego porządku ordo caritatis powinna wyznaczać charakter narodowej polityki. I choć Dmowski doszedł do tego, że religia powinna być celem polityki, to ta myśl, w moim przekonaniu, nie została przetrawiona w obozie narodowym. Dlatego dziś najwłaściwszą formułą ruchu narodowego, to formuła chrześcijańsko-narodowa. To nie tylko postulat teoretycznego rozumu rozpoznającego metafizyczną rzeczywistość. To także wyzwanie współczesności, w której cywilizacja chrześcijańska została zakwestionowana we współczesnej Europie i jest z premedytacją niszczona. Mamy bowiem do czynienia z antycywilizacyjną rebelią wojującego laicyzmu, niszczącego europejską cywilizację i chrześcijańską tożsamość narodów, zagrażającą także naszemu narodowi. Dlatego misją naszego narodu jest obrona cywilizacji chrześcijańskiej w Europie, jest organizacja chrześcijańskiej opinii w walce z laickim nihilizmem. To wyzwanie, którego nie jest w stanie zidentyfikować pozytywistyczna doktryna narodu i dlatego obóz narodowy musi rozpoznać się w świetle chrześcijańskiego uniwersalizmu. Ponadto, to właśnie chrześcijaństwo usensownia nasze życie dając duchową i moralną siłę do przeciwstawienia się współczesnym zagrożeniom.

To co twórcze w szkole Dmowskiego, to jego metoda. Czytając Przegląd Wszechpolski widzimy, jak z wielką wnikliwością twórcy Narodowej Demokracji badali sytuację naszego narodu. Ich analizy budzą do dziś niekłamane uznanie dla systematyczności rozpoznawania rozwoju narodowego. I ta metoda systematycznego badania i analizowania aktualnego stanu kondycji narodu i wyprowadzania z nich narodowych celów, jest dziś chyba najbardziej niedocenionym wkładem Dmowskiego i jego współpracowników w rozwój myśli politycznej. Bowiem dziś twierdzi się na ogół, że jaka jest kondycja narodu, to wszyscy wiemy. "Jaki koń jest, każdy widzi" chciałoby się powiedzieć. Otóż wbrew temu przekonaniu, doświadczenie historyczne wskazuje, że punkty zwrotne w historii, o ile nie są to wojny czy rewolucje, są na ogół niedostrzegane. Zmiany w politycznej rzeczywistości są na ogół dostrzegane dopiero wtedy, gdy są już oczywistością, gdy nie można nimi już sterować. Przykładem są galicyjscy konserwatyści zapatrzeni w swe możliwości i formuły wypracowane jeszcze w latach 60-tych XIX wieku. W latach 90-tych tego wieku i następnej dekadzie nie dostrzegli umasowienia się społeczeństwa polskiego. W rezultacie z najważniejszego obozu galicyjskiego, stoczyli się do lobby w głównych obozach politycznych w okresie międzywojennym. Tymczasem jeszcze praca Popławskiego i Dmowskiego rozpoznała ten proces i starała się umasowieniu ówczesnego społeczeństwa nadać charakter jego unarodowienia. I to była największa, obok przygotowania kadry niepodległościowych działaczy, zasługa Narodowej Demokracji przed I wojną światową.

Ten ogromny wysiłek intelektualny, ta metoda rozpoznawania narodowej kondycji nie był przez powojenne środowiska narodowe, zdziesiątkowane, ale nadal liczne, doceniony i kontynuowany. Komunistyczny terror zamknął te środowiska w przekonaniu o konieczności zachowania dziedzictwa Narodowej Demokracji, ale nie rozwijał go twórczo. Rzeczywistość ma to do siebie, że stale się zmienia, nawet wówczas, gdy nie jest dostrzegana gołym okiem. Ale wnikliwe obserwacje pozwalają odkrywać zmiany i nowe trendy. Zapoznanie tej metody systematycznego analizowania zmian na narodowym firmamencie zaowocowało niedostrzeżeniem przez środowiska narodowe przeobrażeń lat 70--tych ubiegłego stulecia, pozwalając środowiskom rewizjonistycznym na przejęcie inicjatywy w poszerzaniu wolności w naszym kraju. W efekcie owego zaniedbania do dnia dzisiejszego płacimy dominacją nihilistycznej lewicy w życiu publicznym. W ostatnich dekadach przykładem takiego braku rozpoznania wyzwań jest katastrofa demograficzna o konsekwencjach najprawdopodobniej porównywalnych do tragedii rozbiorów. Poza środowiskami skupionymi dziś w Prawicy Rzeczypospolitej, to narodowa katastrofa, choć dostrzegana, nie wywołała reakcji na miarę zagrożenia. We współczesnych środowiskach nawiązujących do tradycji narodowej demokracji dominuje kompleks "wiecznego studenta", to znaczy rozpoznawanie współczesnej rzeczywistości w kategoriach z przed I wojny światowej czy z okresu II Rzeczpospolitej. W przeciwieństwie do twórców tego obozu, do dziś nie ma tego tego ruchu intelektualnego, który stworzył podstawy wielkości Narodowej Demokracji. Same protesty i manifestacje są jedynie namiastką i nie zastąpią dojrzałej myśli politycznej.

Odrzucając redukcjonizm epistemologiczny pozytywistycznej metody, systematyczny wysiłek intelektualny ma zasadnicze znaczenie w budowaniu przywództwa narodowego. Bo czym jest obóz narodowy? Niewiele on ma wspólnego z współcześnie definiowaną partią polityczną. Współcześnie bowiem definiuje się partie, jako organizacje dążącą do zdobycia władzy. Tak rozumiana partia za główny swój cel uważa zdobycie i utrzymanie władzy, ale z przywództwem narodowym niewiele to ma wspólnego. Jej celem podstawowym jest bowiem nie przywództwo narodowe, a delegitymizacja konkurencji. Życie polityczne zamienia się nie w debatę publiczną o realizacji narodowych celów, a w arenę, na której walczą wrogie sobie plemiona, wyniszczając nie tylko siebie, ale zaprzepaszczając czas, w którym należy realizować narodowe cele. Przywództwo narodowe, to przede wszystkim systematyczne rozpoznawanie i hierarchizowanie narodowych wyzwań i zagrożeń. To definiowanie odpowiedzi na te wyzwania i organizowanie sił politycznych do ich realizacji. Nie ma przywództwa bez intelektualnego rozpoznania i wysiłku. I przywództwo, to zadanie w każdej sytuacji. Obóz narodowy pełnił taką role przed I wojną, w czasie wojny i po wojnie. Przywództwo narodowe należy także pełnić w warunkach opozycji. Sprawowanie władzy ułatwia jego pełnienie, ale nie determinuje. To wskazywanie narodowi celów i kierunków narodowego rozwoju, a nie tylko zwalczanie wroga w oligarchicznym starciu współczesnych partii politycznych. Dziś w Polsce mamy do czynienia z zupełną zapaścią narodowego przywództwa, a polityka państwa zredukowana została często do antynarodowej polityki. Obecne przywództwo państwowe cierpi na swoisty autyzm intelektualny, na niezdolność do rozpoznania narodowej kondycji, a akceptacja traktatu lizbońskiego, pakietu klimatyczno-energetycznego, paktu fiskalnego, czy polityka zgody na federalizacje Unii jest zaprzeczeniem nie tylko narodowego przywództwa, ale są to działania ewidentnie w interesie obcych interesów i obcych państw.

Dlatego zasadniczym obecnie celem jest unarodowienie naszego państwa i jego polityki. To unarodowienie, to nie tylko przeciwstawienie się satelickiej polityce wobec zachodniego sąsiada i eliminacja polityki wyzbywania się niepodległości państwowej. To przede wszystkim odbudowa narodowego przywództwa, przywództwa zdolnego do zmierzenia się z zasadniczymi wyzwaniami, takimi jak katastrofa demograficzna odbudowa patriotyzmu jako podstawy narodowego życia, unarodowienie gospodarki i budowanie rodzimej przedsiębiorczości, czy wspomniana wyżej obrona chrześcijańskiej cywilizacji. Unarodowienie polityki, to nie próby legitymizowania przez narodowców, czy to komunistycznej dyktatury, czy pastiszowego patriotyzmu prezydenta Komorowskiego. Jak wnikliwie zauważył Arystotels w Etyce Nikomachejskiej, godziwa polityka może zostać stworzona przez godziwych obywateli. Wśród niegodziwych polityków i ich partii nie narodzi się narodowa polityka, dlatego jedynie słuszna wobec nich postawa, to eliminacja ich wpływu na narodowe życie. Nie znaczy to, że ten proces będzie miał charakter szybki i rewolucyjny. To raczej stopniowy proces, który powinien mieć jasno wytyczony cel. Wyzwaniem dla marszu niepodległości powinno być hasło "obronimy naszą niepodległość". Dziś największym zagrożeniem narodowej przyszłości są rządy PO i ich eliminacja jest warunkiem wstępnym i koniecznym procesu unarodowienia państwa.

Żyjemy w czasach upadku, upadku cywilizacji europejskiej i upadku ekonomicznego i politycznego znaczenia Europy. Te procesy dekadenckie zagrażają naszemu krajowi i dezorganizują nasze życie narodowe. Żyjemy bowiem w czasach ostatecznych, nie w sensie eschatologicznym, ale cywilizacyjnym, gdy cywilizacja chrześcijańska, która stworzyła wielkość naszego kontynentu przeżywa śmiertelne zagrożenie. Jeżeli nie obronimy się tym procesom, to naszego narodu i naszego kontynentu nic nie uchroni przed cywilizacyjnym unicestwieniem. Dlatego przeciwstawienie się tym procesom wymaga nie tylko męstwa, którego w zdewastowanym komunizmem naszym narodzie nie ma zbyt wiele. Wymaga przede wszystkim racjonalnej nadziei, która będzie motorem odrodzenia naszego narodu. Dziś wszystkie długofalowe trendy są zatrważające. Jako naród, przy tym wzroście, a raczej spadku urodzeń, możemy za trzy pokolenia stanąć przed rzeczywistością jego zupełnego rozpłynięcia się wśród innych narodów. To pytanie, czy to dziedzictwo, które nasz naród przez ponad tysiąc lat tworzył, ma zniknąć czy też może być chlubnie kontynuowane. To pytanie czy chcemy żyć jako naród? I tu cień szansy daje geopolityka. Dziś Polska leży na marginesie upadającego imperium europejskiego i upadającego imperium rosyjskiego. Procesy upadku imperiów, to procesy długiego trwania. Ale Polska ma dziś analogiczne położenie do pozycji Moskwy w imperium tatarskim, czy położenia Prus na marginesie upadającej Rzeczypospolitej. Oba te państwa potrafiły uzyskać wewnętrzną sterowność i podmiotowość wobec dominujących państw i krok po kroku budować swoją podmiotowość i niezależność oraz uniezależnić się od procesów dezintegracyjnych w ich sąsiednich imperiach, a następnie na ich gruzach stworzyć własną wielkość. Potrafiły korzystać z możliwości, jakie płynęły z otwartości upadających państw, a jednocześnie nie dały się obezwładnić procesom dekadenckim. My dziś jesteśmy w analogicznej sytuacji. To, co nas różni, to fakt, że oba aspirujące państwa miały narodowe dynastie zdolne do narodowej polityki. Odpowiednikiem tych dynastii może być świadomy swych celów naród. Dlatego odrodzenie patriotyzmu jest kluczem do sprawy polskiej. Jest jedyną szansą uniknięcia śmiertelnej dekadencji.

Geopolityka Dmowskiego jest dziś martwa, ale jego przekonanie, że najważniejsze jest bezpieczeństwo narodu, które jest uwarunkowane geopolitycznie, wskazuje drogę naszego intelektualnego i politycznego rozpoznania i szukania nadziei, która jest potężnym czynnikiem mobilizacyjnym. Geopolityczne ukierunkowanie myśli Dmowskiego jest więc inspiracją do naszych odpowiedzi na współczesne wyzwania. To w geopolityce należy dziś także szukać intelektualnej nadziei pozwalającej na przezwyciężenie kryzysu patriotyzmu i zbudowania racjonalnego posłannictwa naszego narodu we współczesnej Europie. Pozwala nam znaleźć promyk nadziei, że dzięki narodowemu odrodzeniu jest perspektywa przezwyciężenia zagrożeń i zbudowania podstaw pod narodową wielkość. Bo dla nas to Polska jest wielką rzeczą i jej powinniśmy służyć.

Wielkość Dmowskiego nie polega tylko na jego historycznych dokonaniach, nie na tym, ze jest szacownym zabytkiem, czy mumią okadzaną z okazji rocznicowych uroczystości, ani też dlatego, ze służy jako sztandar tym, którzy szukają swego miejsca w polityce. Wielkość Dmowskiego polega na tym, ze możemy dziś toczyć z nim dialog, a nawet spory o przyszłość Polski, że jest inspirujący w naszych zmaganiach o przyszłość Polski.

Marian Piłka

historyk, Wiceprezes Prawicy Rzeczypospolitej

[Fot. Wikimedia Coommons]

Słowa kluczowe:

Piłsudski

,

Dmowski

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook