Jedynie prawda jest ciekawa

Dymna: "Niepełnosprawni bardzo przeżywają święta"

18.04.2014

Od jedenastu lat Anna Dymna prowadzi fundację „Mimo Wszystko” zajmującą się osobami niepełnosprawnymi intelektualnie. Zapytaliśmy ją, czy Polacy przed świętami głębiej sięgają do kieszeni? Czy rozumieją potrzeby swoich pokrzywdzonych przez los rodaków.

STEFCZYK.INFO: Czy w okresie przedświątecznym wzrasta aktywność charytatywna Polaków?

Anna Dymna: Nie wiem. Nie mam jak tego zmierzyć. Gdy są święta Bożego Narodzenia, to są te różne akcje wysyłania paczek itd. Teraz co prawda jest kacja płacenia podatku – jeden procent, ale też nie wiem nic o wpływach. Ale może wzrasta poziom dobroci ze względu na święta.


Ważny jest ten odpis dla takich fundacji, jak pani?

Ten jeden procent to nasze być albo nie być. Od zaufania ludzi zależy ile zrobimy i czy w ogóle będziemy działać. Na razie ludzie fantastycznie się zachowują. Dzięki nim wybudowałam jeden ośrodek, zaczynam budować drugi.

Chciałabym wybudować teraz dom stałego pobytu. Taka placówka jest konieczna, bo są rodzice opiekujący się swoimi dziećmi z zespołem downa, i oni wiedzą, że umierając zostawią je bez opieki. To jest straszliwy problem, bo ci biedni rodzice nie wiedzą w ogóle co mają zrobić, martwią się bardzo, co będzie z ich dziećmi, gdy odejdą. Dzwonią do mnie i proszą o wzięcie takiego niepełnosprawnego mówiąc, że nie mogą spokojnie umrzeć.


Jak pani podopieczni przeżywają święta?

Boją się ich, są strasznie zdenerwowani. Jedni mają rodziny i do nich wyjeżdżają. Inni nie mają i zostają w domach opieki społecznej. Wczoraj w Dolinie Słońca (ośrodek wybudowany przez fundację Anny Dymnej – przyp. red.) dzieliliśmy się jajeczkiem. Było bardzo miło, tyle tylko, że usłyszałem piękne sformułowanie: „Ania, masz za mało stron”. Z jednej strony jedna się do mnie przytuliła, do drugiej drugi. No i okazało się, że mam za mało stron, bo reszta nie miała się jak przytulić. W tym okresie ci ludzie najbardziej potrzebują życzliwości, bliskości itd.

Jak wśród naszych rodaków wygląda sprawa zrozumienia przypadłości, którą mają pani podopieczni?

Zacznę od tego, że ja się zajęłam pomoc im, bo sama się kiedyś do nich zbliżyłam. To są straceńcy. To jest grupa ludzka, którzy nigdy nie będą piękni, nie skończą studiów, nie założą rodzin. Oni są w zasadzie skazani na nieistnienie. Dzięki ośrodkom terapeutycznym, dzięki warsztatom ci ludzie mogą być szczęśliwi.

Usłyszałem niestyty i to od dziennikarzy, już poza kamerą, pytanie, po co w ogóle zajmuję się takimi ludźmi. Nie lepiej wydawać pieniędzy na dzieci, które mają szansę studiować, pracować?

Niektórzy uważają, że nie ma sensu zajmować się takimi osobami, podobnie jak gdzieś tam w starożytnej Grecji zrzucano takie ze skały. W Polsce generalnie jest problem z niepełnosprawnymi, ale lepiej mają ci niepełnosprawni ruchowo, bo mają przynajmniej szansę na jakąś pracę, gdyż są inteligentni, sprawni umysłowo. A ci ode mnie to są straceńcy, bez szans.


To zaskoczenie, że jakiś dziennikarz zadaje takie pytania, o których pani wspomniała. Wydaje się bowiem, że ludzie o szerszych horyzontach nie powinni w ogóle stawiać takich kwestii.

No niestety niektórzy ludzie mają takie poglądy, że trzeba zajmować się zdolnymi, wspierać tych, którzy kiedyś swój los mogą wziąć we własne ręce. Ale ja się pytam: co zrobić z takimi istotami, które nigdy nie wezmą. Przecież urodzili się, żyją, mają naprawdę tragiczny los. Na szczęście dla nich oni nie do końca zdają sobie sprawę z własnego położenia. Są bardzo wrażliwi, uświadomiłam sobie, że oni więcej czują niż ja.

Na szczęście zauważyłam też, że obudziła się w wielu z nas świadomość, że osoby niepełnosprawne intelektualnie jednak są pośród nas, że oni żyją i są ludźmi oraz pełnoprawnymi obywatelami. 

ROZMAWIAŁ: Sławomir Sieradzki

[FOTO: mimowszystko.org]

Słowa kluczowe:

niepełnosprawni

,

fundacja

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook