Jedynie prawda jest ciekawa

Duda: Bariery zostały przekroczone

28.09.2012

O sejmowej debacie nt. identyfikacji ofiar katastrofy smoleńskiej oraz skandalicznych wypowiedziach Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta i premiera Donalda Tuska portal Stefczyk.info rozmawia z posłem PiS, Andrzejem Dudą.

Stefczyk.info: Jak Pan ocenia sejmową debatę nt. identyfikacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej?

Andrzej Duda: Usłyszeliśmy po raz kolejny wiele nieprawd. To było niezwykle bolesne. Premier w Polsce, która nazywa się państwem demokratycznym, może bezkarnie wychodzić na trybunę sejmową i w sposób tendencyjny przedstawiać wydarzenia, raniąc ludzi i fałszując rzeczywistość w najbardziej zasadniczych sprawach. Jestem również zbulwersowany wystąpieniem Prokuratora Generalnego, który oskarżył rodziny śp. Anny Walentynowicz oraz śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Andrzej Seremet mówił, że to z ich winy doszło do zamiany ciał.

Rodziny również są zbulwersowane.

Tak. Słyszałem wypowiedź przedstawicieli obu rodzin. Oni są zbulwersowani i zaprzeczają słowom Seremeta. Rodzina Pani Przyjałkowskiej wprost mówiła, że jeszcze w Moskwie, po identyfikacji zażądała dodatkowo badań DNA. Minister Kopacz osobiście ich wtedy zapewniała, że badania potwierdziły dokonaną przez nich identyfikację śp. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej. Jestem więc zdumiony wystąpieniem prokuratora Seremeta. Rodziny umieją rozpoznać swoich najbliższych, dlatego to właśnie one zawsze dokonują identyfikacji, a Andrzeja Seremeta w Moskwie nie było. On swoje ustalenia opiera na rosyjskiej dokumentacji. Doradzałbym na przyszłość więcej delikatności i ostrożności w posługiwaniu się rosyjskimi wersjami zdarzeń. Zwłaszcza, że Rosja jest tu w pewnym sensie stroną w sprawie, bo to na jej terytorium doszło do tragedii. Ma więc swoje interesy. W mojej ocenie to wystąpienie polskiego Prokuratora Generalnego to co najmniej poważna "wpadka", szczególnie w tym kontekście.

Słysząc wypowiedzi ludzi władzy można odnieść wrażenie, że są oni w stanie dopuścić się każdej niegodziwości.

Tak, chyba wszelkie bariery zostały już przez PO i jej szefa przełamane. Jeśli ktoś w takiej chwili potrafi przyjść do Sejmu i w jednym zdaniu powiedzieć przepraszam, a w drugim dać de facto w twarz członkom rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, także niektórym obecnym na sali, to znaczy, że nie ma już żadnej przyzwoitości. Skala zakłamania jest niezwykła. Trudno się przy tym powstrzymać od konkluzji, że jest to być może również dowód strachu premiera i jego współpracowników.

Pan był w Moskwie po katastrofie smoleńskiej. Jak Panu współpracowało się z Rosjanami?

Rzeczywiście byłem w Moskwie i miałem kontakt z Rosjanami. Musiałem z nimi współpracować w związku z przygotowaniem ciała Pani Prezydentowej Marii Kaczyńskiej do powrotu do Polski. Byli spokojni i grzeczni, ale stawiali opór w kilku ważnych dla mnie, jako Polaka i prezydenckiego ministra, sprawach, które oni chyba zaplanowali sobie inaczej. Jednak zdecydowane stanowisko i twarda postawa pozwoliły mi osiągnąć właściwy efekt. To dawało się zrobić w relacjach z Rosjanami, jeśli tylko ktoś chciał i wykazywał się dostateczną determinacją. Ma rację Ewa Kopacz, że warunki w Rosji były trudne, że były emocje. Jednak albo się jest wysokim urzędnikiem państwa i bierze się odpowiedzialność za swoje działania i realizuje się je z pełną determinacją i odwagą, albo się tego nie robi. Wtedy jednak człowiek nie nadaje się na ministra. Nie każdy musi być ministrem, a władza to nie zaszczyty, ale przede wszystkim służba i odpowiedzialność za skuteczne i uczciwe wykonywanie podjętych obowiązków. Kto nie podoła, powinien odejść, to podstawowa reguła w demokratycznych państwach.

Premier Tusk w sposób zaskakujący pytał, dlaczego spieszono się ze sprowadzeniem ciała śp. Lecha Kaczyńskiego do Polski. O co mu chodziło?

Nie wiem, o co mu chodziło. Myśmy uważali, że skoro ciało Pana Prezydenta jest już zidentyfikowane, skoro została przeprowadzona sekcja zwłok z udziałem polskiego prokuratora, to nie ma podstaw, by Rosjanie zabierali zwłoki głowy naszego państwa do Moskwy. Bo – przepraszam - w jakim celu? Stąd nasza stanowcza decyzja. Ale tak na marginesie, warto zaznaczyć, że Donald Tusk w czasie debaty sejmowej miał wiele dziwnych sugestii, wskazujących na jakieś podteksty, czy przerzucających na siłę odpowiedzialność. W moim przekonaniu uczciwy człowiek tak nie robi, nawet dla utrzymania władzy, ale widocznie mam odmienne niż premier standardy. Tusk złamał wszelkie granice uczciwości, także w polityce. Mówił o odpowiedzialności, ale nikt tej odpowiedzialności nie ponosi. Ewa Kopacz w oczywisty sposób wiele razy mówiła nieprawdę, także w Sejmie i została nagrodzona fotelem Marszałka Sejmu, czyli drugą po Prezydencie RP funkcją w państwie. Szef BOR Janicki, któremu NIK zarzucił długą listę uchybień w związku z tragedią smoleńską, otrzymał od Bronisława Komorowskiego wyższy stopień generalski. Tomasz Arabski, również objęty zarzutami raportu NIK jest nadal szefem kancelarii premiera. To są nowe „standardy” demokratycznego państwa w wersji PO. Przy czym, wydaje się oczywiste, że kłamstwa, jakie słyszeliśmy po katastrofie smoleńskiej, były szerzone także na potrzeby kampanii wyborczej. Bronisław Komorowski, wówczas kandydat PO na prezydenta, musiał wygrać wybory za wszelką cenę. Chciałbym, żeby Platforma była w sprawie wyjaśniania prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej i w relacjach z władzami Rosji tak samo stanowcza i skuteczna, jak przy przejmowaniu stanowisk i instytucji, które zostały opuszczone przez poległych w Smoleńsku. Wtedy ludzie PO byli bardzo stanowczy i bardzo sprawnie działali. Jak widać oni to potrafią ale tylko wobec Polaków.

Rozmawiał TK
[Fot. PAP/Tomasz Gzell]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook