Jedynie prawda jest ciekawa

Dr inż. Berczyński: raczej wybuch, nie brzoza

24.10.2012

Zasadniczym problemem jest brak możliwości zbadania wraku samolotu. W jakiejkolwiek analizie trzeba opierać się na zdjęciach i danych z raportu MAK i komisji Millera. Oba raporty są zaś napisane tak, aby uwiarygodnić hipotezę o uderzeniu skrzydła o brzozę - mówi w rozmowie z Naszym Dziennikiem dr. inż. Wacław Berczyński, wieloletni pracownik Boeinga i innych koncernów lotniczych.

Dużym błędem, którego - według naukowca - dopuściły się zarówno komisja Millera, jak i MAK było zaniechanie prób wytrzymałościowych TU-154M. Na ich podstawie można by nakreślić właściwą trajektorię lotu maszyny. Komisje zaniechały jednak tego, bo skupiły się na hipotezie uderzenia tupolewa w brzozę, co wykluczyły choćby badania prof. Biniendy.

"Prof. Binienda dowiódł, że gdyby uderzył, to nie spowodowałoby to urwania skrzydła. A ponieważ skrzydło jednak oderwało się, przyczyna tego musiała być inna. Po drugie, wymagania stawiane konstrukcjom latającym na całym świecie mówią, że samolot musi być sterowny przy różnicy obciążeń na skrzydłach wynoszącej 20procent. Utrata siły nośnej w wyniku ułamania skrzydła byłaby mniejsza. Samolot nawet z urwaną końcówką skrzydła nie powinien wykonać pół beczki, więc musiał działać jeszcze inny czynnik. Po trzecie, samolot uderzając górą kadłuba o ziemię, czego rezultat widać na zdjęciach, zgniótłby się do wewnątrz jak jajko uderzone o stół. Nie jest możliwe, by uderzenie o ziemię spowodowało rozerwanie kadłuba na zewnątrz. Po czwarte, należy zwrócić uwagę na zniszczenia zewnętrznych elementów skrzydeł. Skrzydło, które według komisji uderzyło o brzozę, jest zniszczone, dolne i górne poszycie oderwało sie od dźwigarów i żeber. Przyjęto, że było to skutkiem uderzenia. Ale prawe skrzydło, które nie uderzyło o brzozę, jest uszkodzone prawie tak samo, zniszczenia są tylko trochę mniejsze. Czy to nie dziwne? Wreszcie po piąte, część ogonowa samolotu została odrzucona od kadłuba. Nie był to wynik uderzenia o ziemię, bo te fragmenty nie wykazują odkształceń typowych dla uderzenia".

Według naukowca, to wszystko rodzi wątpliwości, z którymi oficjalne komisje nie chciały się zmierzyć, gdyż byłoby to równoznaczne z odpowiedzią na pytanie o tę prawdziwą przyczynę katastrofy. Berczyński skłąnia się ku teorii wybuchu podczas lotu.

"Mówiąc "eksplozja", mam na myśli zjawisko fizyczne powodujące falę uderzeniową i określone zniszczenia. Nie musi to oznaczać wybuchu na przykład bomby, bo tego nie wiemy. Uszkodzone elementy skrzydła są jednocześnie zbiornikami paliwa, i to tymi, które są opróżniane najwcześniej w czasie lotu. Mogło więc dojść do wybuchu gazów pozostałych po paliwie. Rozerwanie kadłuba na zewnątrz i odrzucenie części tylnej kadłuba również musiało być skutkiem wybuchu. Stan zwłok ofiar katastrofy także na to wskazuje. Musiały doznać przyspieszeń znacznie większych niż te, które mogły być skutkiem spadku samolotu z wysokości 20metrów na błotniste podłoże" - podsumowuje dr. in. Wacław Berczyński.

naszdziennik.pl/run

fot. wikipedia

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook