Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Fedyszak-Radziejowska: śmiertelny strach Tuska

21.07.2014

"Donald Tusk i jego ekipa śmiertelnie boi się utracić władzę. Używam słowa śmiertelnie nie dlatego, że mówię o granicy między życiem a śmiercią, ale po to, by podkreślić, że PO w czasie swoich rządów nabrała PRL-owskich nawyków i weszła w buty PRL-owskiej monopartii" - mówi dr Barbara Fedyszak-Radziejowska w rozmowie z portalem Stefczyk.info.

Stefczyk.info: Jak Pani ocenia porozumienie trzech partii prawicowych? 

Dr. Barbara Fedyszak-Radziejowska: - Przede wszystkim wygląda na to, że negocjacje toczyły się realnie, a nie tylko wizerunkowo. Tydzień między jednym a drugim spotkaniem został najwyraźniej wypełniony pracą, ponieważ z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość zaakceptowało podpisanie porozumienia a nie tylko słowną umowę, z drugiej strony, np. Zbigniew Ziobro ocenia  porozumienie jako „obiecujący kompromis”. Taki jest, przynajmniej do poniedziałku, ton wypowiedzi układających się stron.

Chciałabym jednak zwrócić uwagę na bardzo ważny element tej sytuacji. Mam bowiem wrażenie, że wielu komentatorów nie popierających trwania PO – PSL u władzy i akceptujących naturalną dla demokracji możliwość przejęcia władzy przez parlamentarną, prawicową opozycję nie docenia swojej roli w tzw. efektywnym funkcjonowaniu demokracji. Przykładowo, w przypadku konstruktywnego wotum nieufności w wielu komentarzach elity opiniotwórczej po prawej stronie - mam tu na myśli dziennikarzy, ekspertów, komentatorów - dosyć sceptycznie, żeby nie powiedzieć lekceważąco traktowano możliwość objęcia przez prof. Glińskiego funkcji premiera w rządzie technicznym.

Ten sceptycyzm nie był uzasadniany merytorycznie i w praktyce osłabiał siłę presji opinii publicznej na sejm i to w momencie, kiedy rząd, będąc potencjalnie pod szantażem „osób trzymających taśmy”, których treści nie znamy, nie widział powodów do dymisji gabinetu. A wszystko to w bardzo dramatycznej sytuacji międzynarodowej - mam tu na myśli wydarzenia na Ukrainie.

Drugi, podobny charakter ma kontekst w którym podpisano porozumienie trzech partii. To nie jest tak, że opinia publiczna, komentatorzy i standardy demokracji działają bez presji społecznej. A ta presja bez mediów, które zdecydowanie formułują swoje opinie, nie istnieje. Nie domagam się aktywności „politycznej” komentatorów, lecz merytorycznej oceny i wyprowadzania z tej oceny zdecydowanych wniosków, np. ustąpienia rządu, czy powołania koalicji partii prawicowych. Tak działa w demokracji opinia publiczna. To nie sondaże są głównym instrumentem presji, lecz debata publiczna toczona przez  dziennikarzy, komentatorów i ekspertów.  

Otóż mam wrażenie, że zarówno w przypadku ostatniego konstruktywnego wotum nieufności, jak i w formowaniu się porozumienia między - teraz już Sprawiedliwą Polską i Prawem i Sprawiedliwością, lepiej spisali się politycy, niż medialne elity opiniotwórcze po prawej stronie. Mówię to bardzo poważnie i bardzo wyraźnie - lepiej spisali się politycy, niż dziennikarze i komentatorzy.

To nie jest tak, że demokracja będzie świetnie funkcjonować, gdy siedząc na wygodnych kanapach eksperci, komentatorzy i dziennikarze będą dywagować nad tym, co im własne redakcje „przyniosą na język”. Demokracja wymaga zdecydowanych sporów i czytelnych opinii. Proszę przypomnieć sobie sytuację, w której ustępował prezydent Niemiec Christian Wulff, pod wpływem presji opinii publicznej wyrażanej w mediach i to mimo zdecydowanej obrony ze strony kanclerz Angeli Merkel. Ch. Wulff ustąpił i zmienił go prezydent Gauck, niezbyt lubiany przez panią kanclerz.

Czy widzi Pani jakąś analogię między tym obecnym porozumieniem a PiS-em z 2005 r. z szeroki skrzydłami, które umożliwiły wówczas mu zwycięstwo wyborcze? Czy takimi skrzydłami teraz będą z jednej strony Gowin a z drugiej Ziobro?

- Zgoda, że programowo istnieje „skrzydło Gowina”. Proszę pamiętać, że do niedawna była to część Platformy Obywatelskiej, która w sporze w 2005 r.  opowiadała się za państwem liberalnym, a nie - solidarnym. Tamten podział był merytoryczny, a nie czysto wizerunkowy, niezależnie od tego, że Platforma mówiła wówczas, że państwo liberalne może także być solidarne. I kontynuatorem tamtej Platformy jest Jarosław Gowin i ta różnica jest realna.

Jeśli zaś chodzi o Prawo i Sprawiedliwość , to przypominam, że prawą stronę sceny politycznej budowaliśmy z wielkim trudem od 1989 r. Przypomnę Ligę Polskich Rodzin, ZChN, Romana Giertycha, czy Kazimierza Marcinkiewicza. Jeśli oni symbolizują szerokie spectrum dawnego PiS, to dzisiaj widać, że było ono bardzo wątłe programowo i to dzięki osobowości wymienionych liderów.

2005 rok był szansą na rządy prawicy, szansą zmarnowaną głównie przez Platformę Obywatelską, która wtedy, w 2005 r. przygarnęła znacznie więcej lewicowego elektoratu, niż chciała się do tego przyznać. Śledząc sondaże CBOS-u widać bardzo wyraźnie, że np. w ocenach gen. Jaruzelskiego i PRL-u wyborcy Platformy są znacznie bliżsi SLD. Dlaczego? Ano dlatego, że po aferze Rywina lewicowi wyborcy stracili zaufanie do SLD i przerzucili swoje głosy na PO. Do PiS było im bardzo, bardzo daleko. Tak Platforma stała się „więźniem” lewicowego elektoratu, który dał jej w 2007 roku zwycięstwo. To nie jest przypadek, że w PO znaleźli minister B. Arłukowicz, poseł D. Huebner, czy D. Rosati i inni politycy lewicy. Nawet przyjacielska rozmowa Marka Belki z ministrem Sienkiewiczem pokazuje, jak blisko jest tym środowiskom do siebie.

Dlatego myślę, że pytanie o „szerokie skrzydła PiS” oparte jest o niezgodną ze stanem faktycznym 2005 r. diagnozę, tego, co się wtedy wydarzyło. Nastroje społeczne były takie, że Platforma „mówiła” programem PiS, który - wtedy -okazał się  bardziej wiarygodny i wygrał. Ale za rozwiązaniem WSI i powołaniem CBA głosowały i PiS i PO, podobnie jak za walką z korupcją oraz odejściem od PRL-u. Na ile to było autentyczne a na ile pozorne, widać dzisiaj, kiedy z PO odszedł Jarosław Gowin z współpracownikami oraz A. Smirnow.

 

Dlatego problem z pogodzeniem różnic programowych może mieć J. Gowin, np. jako zwolennik OFE.  To może być problem, bo dla PiS-u jest rzeczą oczywistą, że OFE było błędem i trzeba było od niego odejść, może nie tak, jak zrobiła to Platforma, ale wyraźnie to deklarował. Jednak mam wrażenie, że sytuacja Polski jest wystarczająco trudna i skomplikowana, żeby takie różnice mogły ważyć więcej, niż konieczność współpracy. Mam nadzieję, że to porozumienie jest skonstruowane w poczuciu odpowiedzialności.


Czy takiej, zjednoczonej prawicy Donald Tusk powinien się obawiać? Czy od soboty gorzej sypia?

- Ja bym powiedziała, że  odpowiedź tkwi w „taśmach”, które znamy, a które moim zdaniem stanowią mniejszą i mniej ważną część, bo rolą tych, które zostały opublikowane było wywieranie presji na Donalda Tuska tymi, których treści nigdy nie poznamy. Otóż treść podsłuchanych rozmów dowodzi, że Donald Tusk i jego ekipa śmiertelnie boi się utracić władzę. Używam słowa śmiertelnie nie dlatego, że mówię o granicy między życiem a śmiercią, ale po to, by podkreślić, że PO w czasie swoich rządów nabrała PRL-owskich nawyków i weszła w buty PRL-owskiej monopartii. Jej politycy naprawdę myślą, że są na tyle doskonałą, światłą i elitarną formacją polityczną, że właściwie nikt i nigdy nie odbierze im władzy.

W podsłuchanych rozmowach wyraźnie widać, że strach przed oddaniem  władzy jest wielki, bo uderza w polityczny plan zajęcia miejsca „partii kierowniczej”, która najlepiej rozwiązuje wszystkie możliwe problemy. Zagrożenie utratą społecznego poparcia prowadzi PO w stronę cichych negocjacji z SLD, prowadzonych na głębokim zapleczu. I być może także rozmów z partią tego pana, którego nazwiska nigdy publicznie nie wymieniam, żeby nie reklamować kiepskich marek. To jest trudne zadanie; otworzyć PO na współpracę z tymi partiami, (a nie tylko z PSL)  i nie stracić poparcia wyborców solidarnościowych. To jest dla PO kwadratura koła. Bo jeśli tylko dzięki takiej koalicji są w stanie zyskać przewagę nad PiS-em i utrzymać władzę, to jak  zachować solidarnościowy elektorat zapowiadając współpracę z SLD i partią „tego pana, którego nazwiska nie wymieniam”?

Dlatego nie mówię o emocjach premiera, lecz o kalkulacji politycznej, w której  wzmocnienie opozycji parlamentarnej staje się dla rządzących realnym i  poważnym problemem oraz politycznym wyzwaniem.

Rozmawiał Krzysztof Karwowski


Słowa kluczowe:

Donald Tusk

,

strach

,

Fedyszak

,

zjednoczenie

Facebook