Jedynie prawda jest ciekawa

Dośla: „Solidarność” nie będzie stać z boku!

09.07.2014

Mamy całe powiaty, gdzie jedynym istotnym pracodawcą są urzędy, a dobre miejsca pracy w gospodarce morskiej zastąpiły kasty urzędników i kolonialny niemal wyzysk. Jeśli się nie obudzimy, to za kilka lat będziemy województwem, które będzie się chlubiło krajobrazami i geograficznym położeniem nie wykorzystując swojej szansy – mówi Krzysztof Dośla, przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność” w rozmowie z Arturem S. Górskim.

Jednym z haseł przemian ustrojowych była Samorządna Rzeczpospolita. Pomorze nawet w szarych latach 80-tych jawiło się jako okno na świat. Tymczasem Polska odwraca się od morza, mimo, że stąd wiał wiatr przemian. Czyżby po dwóch dekadach Pomorze straciło na znaczeniu, mimo samo rządzenia się?

Ostatnie ćwierćwiecze, a szczególnie ostatnie lata, pokazują, że „król jest nagi”. Nie potrafiliśmy zbudować, bo to my wybieramy naszych przedstawicieli, silnego regionu. Nie potrafiliśmy zadbać, by Polska nie zamykała się na morze. Mimo, że w każdym rządzie zasiadali i zasiadają nader prominentni przedstawiciele Pomorza, z premierem Tuskiem włącznie. Gospodarka morska była dziedziną dającą dobre, nowoczesne miejsca pracy. Brak pieczy nad dobrymi miejscami pracy spowodował, że dane GUS mówią, iż w województwie pomorskim poziom ubóstwa osób żyjących poniżej minimum egzystencji znacząco przekracza średnią krajową. Blisko 10 procent Pomorzan żyje w nędzy. Co piąte dziecko  jedyny ciepły posiłek zjada w szkole przy wsparciu ośrodków pomocy społecznej. 

Bezrobocie ostatnio spadło, co w sezonie letnim na Wybrzeżu jest naturalnym zjawiskiem...

I mamy całe powiaty, gdzie jedynym istotnym pracodawcą są urzędy, a dobre miejsca pracy w gospodarce morskiej zastąpiły kasty urzędników i kolonialny niemal wyzysk ludzi zmuszanych do tak zwanej jednoosobowej działalności gospodarczej, do umów śmieciowych lub zatrudnienia na czarno. Te upadlające warunki spowodowały, że 50 tysięcy mieszkańców naszego województwa wybrało z przymusu emigrację. To dane ze spisu sprzed dwóch lat. Teraz to jeszcze większa rzesza ludzi, którzy nie związali swojej przyszłości z polskim Wybrzeżem. Jeśli się nie obudzimy, jeśli nie wykreujemy w wyborach samorządowych ludzi, którzy dadzą nowy impuls, zainicjują działania, które pomogą młodym, wchodzącym na rynek pracy, to za kilka lat będziemy województwem, które będzie się chlubiło krajobrazami i geograficznym położeniem nie wykorzystując swojej szansy.

Piotr Duda, przewodniczący „Solidarności”, podczas obrad Komisji Krajowej namawiał  związkowców do udziału w jesiennych wyborach samorządowych. „Nie możemy stać z boku” powtarzał. „Solidarność” idzie na wybory samorządowe pod swoim szyldem by brać miejsca w radach i Sejmikach?

„Solidarność” nie może być bierna i milczeć wobec tego, co dzieje się w kraju. Tak zwana afera taśmowa odsłoniła porażający obraz poziomu tzw. elity, rządzących nami ministrów i przedstawicieli instytucji państwa, którzy traktują je jak swoisty łup partyjny. Oni odsłonili swoje prawdziwe oblicze. Byli we własnym gronie i „uczciwie” (śmiech) pokazali, że traktują państwo w sposób pogardliwy i cyniczny, a obywateli uważają za bezmyślne istoty. Oddaliśmy władzę nad naszym codziennym życiem ludziom o knajackiej mentalności. Ktoś, kto posługuje się takim językiem, jaki usłyszeliśmy z ujawnionych nagrań, nie zasługuje by stać na czele państwa i jego instytucji.

Sejmowe wystąpienia premiera Tuska i jego ministra Bartłomieja Sienkiewicza wskazują, że opanowali sytuację po dwóch tygodniach paniki?

Rządząca koalicja PO-PSL usiłuje nam wmówić, że nic się nie stało, a jedyne przestępstwo to nielegalne nagrania. W listopadowych wyborach samorządowych pokażemy, czy karygodny styl sprawowania władzy i tacy politycy są tymi, na co zasługują Polacy. Nasza ojczyzna zasługuje na więcej niż na cynicznych, aroganckich polityków dbający o prywatny interes, zaspokajany kosztem dobra wspólnego.

Czyli „Solidarność” będzie wspierała kandydatów opozycji, którzy od siedmiu lat nie uczestniczyli we władzy i nie brali udziału w tym podziale łupów, czy pójdzie pod własnym szyldem?

To nie jest czas na tworzenie komitetów wyborczych „Solidarności”. Jestem jak najdalej od takich pomysłów. Nie ma sensu budowanie własnego komitetu, by uchylać się od przejęcia i sprawowania władzy…

Jak to?

Sprawowanie władzy i działalność związkowa nie idą w parze. Jest jednak rzeczą cenną, by w strukturach samorządowych zasiadali przedstawiciele związków zawodowych. Ich głos ma być słyszalny. Przecież samorządy to są często pracodawcy.

Stawiacie warunki? Szukacie sojuszników, koalicjantów?

Startujący w wyborach członkowie związku uznając, że logo „Solidarności” im pomorze, mogą tego symbolu używać, ale mając świadomość, że nie powinni startować z list komitetów partyjnych ugrupowań, których deklaracje programowe i działalność są sprzeczne z ideami NSZZ „Solidarność”, które podejmowały antyzwiązkowe i antypracownicze działania. Korzystając notabene z pieniędzy publicznych, czyli także związkowców. Odwołuję się do wiedzy i rozsądku naszych członków, którym nie życzę rozdwojenia jaźni.

Ależ włodarze, choćby Gdańska, szczycą się dziedzictwem „Solidarności”, odwołują się do Sierpnia ’80, do ideałów wolnościowych...

To daleko posunięta hipokryzja i cynizm. To wykorzystanie symbolu, idei z którą na co dzień walczą. Na szczęście jednak większość samorządów nie jest zdominowana przez partie polityczne. W  większości struktur samorządowych penetracja partyjna jest w defensywie. Rządzą tam stowarzyszenia lokalne. I w tych samorządach nie może zabraknąć głosu związku.

Jednak w Gdańsku to partie, a szczególnie PO, zdominowały samorząd, a urzędujący prezydent dostaje bonus za bycie tymże prezydentem od 16 lat, budując system zależności od magistratu i klientelistycznych postaw. Czy powstanie szeroka koalicja zdolna do zaproponowania programu, odsunięcia „dworu” i rządzenia?

Taka koalicja jest konieczna jeśli myślimy o zmianie stylu sprawowania władzy w tak dużym mieście. Ordynacja wyborcza w dużych miastach promuje listy partyjne.  Te duże miasta wysyłają fałszywy sygnał, że musi o nas, w każdym aspekcie, decydować gremium partyjne. Tymczasem możliwe jest stworzenie obywatelskiej alternatywy dla partii politycznych.

Czy realny jest ów alternatywny sukces?

Nie wiem. Niestety znamy przykłady manipulowania choćby granicami okręgów wyborczych, jak miało to ostatnio miejsce w Warszawie, by tylko ktoś nie wydarł PO jednego, czy dwóch mandatów.

„Solidarność” namawia do aktywnego uczestnictwa w jesiennych wyborach?

Tak. I do głosowania na przedstawicieli, którzy nie będą nas kompromitowali. To jeden ze sposobów by miejsca w radach nie służyły partyjnym celom, które w żaden sposób nie są zbieżne z interesem mieszkańców. Wybory to czas budowania lokalnej ojczyzny, realizującej nasze aspiracje i służącej obywatelom. Od nas zależy w jak będziemy rządzeni w naszej lokalnej ojczyźnie.

(Rozmowa ukaże się w piątkowym wydaniu „Gazety Gdańskiej”)

Fot. [solidarnosc.gda.pl]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook