Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Dośla: „Powołajmy Radę Dialogu Społecznego”

06.02.2014

W październiku ubiegłego roku, podczas spotkania przedstawicieli trzech central związkowych z organizacjami pracodawców w Pałacu Prezydenckim, strona związkowa wręczyła pracodawcom pakiet propozycji zmian ustawowych dotyczących dialogu społecznego – dotąd bez odpowiedzi. O kondycji dialogu społecznego w Polsce rozmawiamy z Krzysztofem Doślą, przewodniczącym Zarządu Regionu Gdańskiego NSZZ „Solidarność”.

Stefczyk.info: Kiedy w 2001 roku, w efekcie ogromnego wysiłku wszystkich zainteresowanych stron, Sejm przyjął ustawę o Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych, wszyscy mieliśmy wielkie nadzieje. Jakie korzyści, wartości wniosła tamta ustawa do rozwoju dialogu społecznego w naszym kraju?

Krzysztof Dośla:  Na ówczesne czasy to był duży sukces, osiągnięty w wyniku długotrwałego procesu. Warto przypomnieć, że wcześniej mieliśmy ustawę o Prywatyzacji Przedsiębiorstw Państwowych, a jeszcze przed nią różnego rodzaju porozumienia zawierane z rządem, w oparciu o które taki czy inny dialog, lepszy czy gorszy, ale się toczył. My jednak przez cały czas dążyliśmy do tego, żeby ten dialog zinstytucjonalizować, tzn. nadać mu formalne podstawy prawne do działania i choć w części uniezależnić go od mniej lub bardziej chwilowych zachcianek politycznych.

Z ustawą o Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych i Wojewódzkich Komisjach Dialogu Społecznego wiązaliśmy więc spore nadzieje. Zakładaliśmy – nawet niekoniecznie będąc usatysfakcjonowani jej treścią, czy kompetencjami, jakie ta ustawa dialogowi nadawała – że to będzie ewoluowało, będzie się rozwijało, tzn. że im dłużej będzie funkcjonował dialog społeczny w Polsce, tym więcej kompetencji będzie otrzymywała Komisja Trójstronna, tym te kompetencje będą silniejsze. Na etapie przygotowywania ustawy rozumieliśmy, że dialog może być skonstruowany inaczej. Przykład skandynawski pokazuje, że może być skutecznie realizowany dialog autonomiczny, bilateralny pomiędzy pracodawcami a związkami zawodowymi, a rząd występuje tam tylko i wyłącznie jako strona, która wdraża treści zawartych porozumień. Chcieliśmy pójść w tym kierunku.

Jednak kolejno następujące rządy w coraz większym stopniu okazywały lekceważenie stronie społecznej i formule Komisji Trójstronnej…

Niestety, ustawa z 2001 roku, nie dając praktycznie żadnych kompetencji stanowiących, uzależniła partnerów dialogu społecznego od decyzji politycznych, od woli partii politycznej i władzy, która w danym momencie rządzi w państwie. Wielokrotnie mieliśmy tego przykłady na przestrzeni ostatnich lat. Przypomnę choćby uzgodnienia, które zostały zakwestionowane przez premiera Donalda Tuska i rząd Platformy Obywatelskiej i PSL w zakresie płacy minimalnej, kiedy to Komisja Trójstronna porozumiała się w sprawie wysokości na następny rok, a chwilę potem na posiedzeniu Rady Ministrów te ustalenia zostały wrzucone do kosza. Podobnie stało się z uzgodnieniem w Komisji Trójstronnej dotyczącym podwyższenia progów dochodowych uprawniających do korzystania z pomocy społecznej. Ono także znalazło się w ministerialnym koszu.

Takie działania rządu zburzyły nasze nadzieje na oczekiwaną naturalną ewolucję dialogu trójstronnego w Polsce.

Wreszcie w czerwcu 2013 roku trzy centrale związkowe: NSZZ „Solidarność”, OPZZ oraz Forum Związków Zawodowych opuściły Komisję Trójstronną ds. Społeczno-Gospodarczych stwierdzając, że ta formuła prowadzenia dialogu społecznego w Polsce wyczerpała się.

Sądziliśmy, że na przestrzeni lat, obok reprezentatywnych organizacji związkowych funkcjonujących w dialogu dwustronnym, uda się wyłonić reprezentatywne organizacje pracodawców, które będą chciały funkcjonować tak, jak ich odpowiednicy w innych państwach europejskich. Oczekiwaliśmy, że będą wykorzystywały forum dialogu społecznego do zawierania między pracodawcami a reprezentacjami pracowników porozumień o charakterze układów zbiorowych. Niestety, tak się nie stało. Dialog instytucjonalny stał się w Polsce miejscem spotkań. Poza wymianą poglądów od dłuższego czasu nie udawało się już doprowadzić do żadnych istotnych uzgodnień. Na tym jego możliwości sprawcze się kończyły.

Do tego trzeba dodać ogromną niechęć władz państwa i władzy ustawodawczej do zmian zapisów ustawy, by nadać dialogowi społecznemu właściwy wymiar. Wystarczy przypomnieć tutaj tzw. pakiet antykryzysowy z 2009 roku, kiedy to ewidentnie strona związkowa została przez pozostałe dwie strony oszukana – inne uzgodnienia zostały przyjęte na forum Komisji Trójstronnej, a zupełnie inny dokument, jako rezultat tych uzgodnień wyszedł z polskiego parlamentu. Czy choćby ostatnie doświadczenia – sprawa podniesienia wieku emerytalnego, albo zmiany w Kodeksie pracy, które były prowadzone i wprowadzone w życie poza jakimikolwiek instytucjami dialogu. Nie mówiąc już o braku zgody. Nie próbowano nawet, w kwestiach tak istotnych dla całego społeczeństwa, podjąć jakiejś rozmowy. To pokazało ostatecznie, że w tej formule nie ma sensu dalej tkwić.

Ale też jest dla nas rzeczą oczywistą, że bez dialogu, tego dialogu prowadzonego dla rozwiązywania określonych problemów, żadne państwo w cywilizowanym świecie nie może funkcjonować. W przeciwnym razie będziemy mieli sceny z lat minionych, do których nie chcielibyśmy wracać, czyli dialogu prowadzonego na ulicy, a nie o to chodzi.

W październiku ubiegłego roku, podczas spotkania przedstawicieli trzech central związkowych z organizacjami pracodawców w Pałacu Prezydenckim, strona związkowa wręczyła pracodawcom pakiet propozycji zmian ustawowych dotyczących dialogu społecznego – w tym ustawy o związkach zawodowych i innych przepisów prawa pracy. Jakie to propozycje?

Spotkanie przedstawicieli trzech central związkowych z przedstawicielami organizacji pracodawców odbyło się z inicjatywy prezydenta Bronisława Komorowskiego. W jego trakcie strona związkowa wręczyła prezydentowi i pracodawcom pakiet propozycji dotyczących nowych zasad funkcjonowania dialogu społecznego. Prezydent zobowiązał się, że będzie patronował dalszym rozmowom. Jednak dotąd nie było odzewu z drugiej strony.

Proponujemy, by przedmiotem dialogu był określony katalog spraw dotyczących pracowników, ale też i dotyczących polskiego społeczeństwa. Grupa pracownicza jest przecież jego integralną częścią i zachodzą między nimi ścisłe relacje – te sprawy wzajemnie się przenikają. Tak więc, chcemy ustalić katalog zagadnień, które bez zgody partnerów społecznych, bez zgody organizacji pracodawców i bez zgody organizacji związkowych, nie mogłyby być procedowane w Sejmie. W sytuacji konieczności dokonywania zmian ustawowych aktywnym uczestnikiem przeprowadzania tych zmian musi być instytucja dialogu społecznego. Oczywiście już nie Komisja Trójstronna. Proponujemy powołanie Rady Dialogu Społecznego podporządkowanej polskiemu parlamentowi. Najistotniejsze założenia naszego projektu to właśnie prowadzenie dialogu przy zmianach ustawowych, czy zmianach legislacyjnych z aktywnym uczestnictwem partnerów społecznych oraz uzgodnienie zakresu spraw dotykających bezpośrednio pracowników i pracodawców, których bez ich zgody nie będzie można zmieniać w Sejmie. Przedmiotem dialogu mogą być i mają być m. in. dokumenty, porozumienia, które powinny przybierać kształt układów zbiorowych – czy to ponadzakładowych, czy branżowych, ale układów zbiorowych. Oznacza to, że efektem tego dialogu muszą być dokumenty, które będą miały rangę przepisów prawa.

Polska jest w tej chwili jednym z niewielu państw w Europie, gdzie legislacja w zakresie prawa pracy zamyka się praktycznie na poziomie ustaw i rozporządzeń. Układy zbiorowe pracy, jako regulator stosunków społecznych w zakresie stosunków pracy właściwie nie funkcjonują. Jeśli możemy jeszcze mówić o funkcjonowaniu układów zbiorowych pracy na poziomie zakładów pracy – pamiętajmy, że obejmują one bardzo wąskie grupy pracownicze – to już kompletnie w Polsce nie funkcjonuje to, co jest podstawą funkcjonowania gospodarek wszystkich państw wysokorozwiniętych, czyli ponadzakładowe i branżowe zbiorowe układy pracy. I właśnie przez zmianę instytucjonalną dialogu chcemy doprowadzić do sytuacji, która stworzy nam możliwość zawierania takich układów zbiorowych.

Oczywiście nie możemy tego rozwiązania narzucić, ale możemy spowodować, że dialog społeczny zostanie wyposażony w instrumenty do tego celu.

Założywszy optymistycznie, że związkowcy i pracodawcy są w stanie wypracować wspólną ofertę zmian legislacyjnych dla strony rządowej – jakie istnieje prawdopodobieństwo, że obecny, i każdy inny rząd, będzie w stanie je zaakceptować w sytuacji konfliktu interesów i pogłębiającego się kryzysu finansów publicznych?

Ależ to leży w interesie nas wszystkich – zrozumienie znaczenia dialogu społecznego dla życia społeczno-gospodarczego w każdym państwie. Nie tylko przez pracowników, ale również na poziomie reprezentacji władzy państwowej. To niepojęte, że przedstawiciele władzy publicznej, czy niektóre grupy parlamentarne, grupy posłów nie są w stanie pojąć prostej zależności pomiędzy sytuacją w państwie a poziomem prowadzonego tam dialogu. Zawsze mówimy, że przecież nie trzeba wyważać drzwi, które zostały dawno otwarte. Wystarczy spojrzeć w jaki sposób te relacje są kształtowane w Skandynawii, Niemczech, Holandii, Francji, Hiszpanii – i sięgnąć po rozwiązania, które można zastosować w warunkach polskich. Zamiast udawać, że takich rozwiązań nie ma, albo okłamywać społeczeństwo, że dla nas będą one niekorzystne w sytuacji, kiedy sprawdzają się we wszystkich cywilizowanych państwach Europy.

Warto w tym miejscu przypomnieć – bo to jest też materia dialogu społecznego i oczekiwanego przez nas przekonania osób reprezentujących państwo – że sprawy dobre dla obywateli rozwiązuje się wspólnie z nimi a nie przeciwko nim.

W Niemczech przedmiotem debaty toczonej przez blisko pięć miesięcy pomiędzy dwiema partiami, które wygrały wybory parlamentarne, głównymi punktami sporu były kwestie obniżenia wieku emerytalnego i podwyższenia płacy minimalnej. I stało się to fundamentem dla budowy rządu koalicyjnego. Ale stało się tak też dlatego, że przedstawiciele społeczni, w tym przedstawiciele pracodawców i przedstawiciele organizacji związkowych, uważali i uważają, że są to najistotniejsze kwestie, którymi powinien się zajmować rząd.

Natomiast w Polsce cały czas poszukuje się tematów zastępczych po to, żeby nie prowadzić debaty publicznej o rzeczach dla nas najistotniejszych. To też pokazuje jak dalece dialog był i jest u nas uzależniony od takiej czy innej partii politycznej, która w danym momencie sprawuje władzę. Stąd nasze propozycje doprowadzenia dialogu społecznego do poziomu debaty pomiędzy przedstawicielami pracodawców i związków zawodowych a stroną rządową, która ma zajmować się wdrażaniem ustaleń. Chcemy uniezależnić się od decyzji politycznych i partyjnych, które przecież mogą zmieniać się po każdych wyborach. Bo w kwestiach gospodarczych i społecznych muszą funkcjonować pewne uzgodnienia stałe, które będą obowiązywały przez szereg lat. Tutaj nie można zmieniać priorytetów pod wpływem zbliżających się wyborów parlamentarnych czy samorządowych. I temu stabilizowaniu sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce ma służyć właśnie dialog społeczny. Do tego dążymy i tego chcemy. I cały czas uważamy – jako „Solidarność” – że taki dialog w Polsce jest możliwy.

Rozmawiał: Dariusz Wasielewski

[fot: Olga Zielińska]

Słowa kluczowe:

wywiad

,

Gdańsk

,

rozmowy

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook