Jedynie prawda jest ciekawa


Dlaczego młodzi ludzie przyszli na "Czarny marsz" z małymi dziećmi?

24.03.2018
ludzie23032018
Dlaczego młodzi ludzie przyszli na "Czarny marsz" z małymi dziećmi?

Byłem na „Czarnym marszu”. Wszedłem w ten tłum, choć z oczywistych powodów nie byłem jego częścią. Posłuchać przez chwilę, iść „w” ale tak naprawdę z boku, a po wszystkim wyśmiać i wyszydzić. Tak byłoby w sumie najprościej. Ich poglądy są diametralnie różne od moich, oczywiście myślę o tych, którzy przyszli tam świadomi tego, o co walczą. Bo to jest dla nich walka. Kolejne starcie, z którego wychodzą silniejsi.

Znalazłbym mnóstwo powodów do szyderstwa z tego tłumu. Nawet nie z tych wulgarnych okrzyków i głupich haseł na transparentach. Mógłbym pisać, że część zgromadzonych nie wie, czego chce, po co przyszła i przeciwko czemu protestuje. Mógłbym zgodnie z prawdą mówić, że ten tłum nie ma jednego imienia, jest zróżnicowany i podczepia się pod niego mnóstwo skompromitowanych inicjatyw, takich jak np. KOD i inne ruchy społeczne związane z opozycją. Mógłbym przypominać, że to dla organizatorów i współorganizatorów świetna okazja do zbijania politycznego kapitału. 

Pewnie poczułbym się lepiej przez chwilę i w jakimś stopniu zracjonalizowałbym sobie to, co widziałem. Tak przecież najczęściej robimy z tym marszem na „prawej stronie” i nawet jeśli w opisie poszczególnych składowych tego zjawiska mamy rację, to nie jesteśmy ani odrobinę bliżej całościowego opisu tego, co widać w tzw. „czarnych marszach”. To wszystko, co mówimy i piszemy na ich temat to niestety próba fałszowania rzeczywistości. Oczywiście można mówić o tym, że człowiek to istota dwunożna, posiadająca też dwie kończyny górne i głowę. Ale co taki opis nam powie o istocie tego, co nazywamy człowiekiem? Podobnie jest z „czarnym marszem”. Jakie by nie były motywacje i różne składowe tego tłumu, to zapominamy o jednej arcyważnej rzeczy. Kluczowej.

W tym tłumie jest mnóstwo młodych ludzi. To, co mnie szczególnie smuciło i czego z mojej subiektywnej perspektywy nie mogłem zrozumieć, to właśnie bardzo duża liczba młodych ludzi z małymi dziećmi. Jak to możliwe, przecież ten marsz jest marszem śmierci? A oni przyszli tam z malutkimi dziećmi! Trzymają je na rękach wykrzykując hasła, które są – w moim odczuciu – nawoływaniem do zła. Ale nie bądźmy naiwni, przecież oni nie przyszli tu z dziećmi dlatego, że ich nie kochają. Nie dlatego, że chcą dla nich bólu i cierpienia. Nie dlatego, że nienawidzą własnego potomstwa. To przecież bzdury. Łatwe i chwytliwe, ale bzdury.

Co więc motywuje ludzi do tego, aby iść na „czarny marsz” z dzieckiem? Oczywiście, motywacje są przeróżne, ale nie zadowalajmy się łatwą próbą ucieczki od problemu i sięgnijmy po tę najbardziej pierwotną. A tą jest oczywiście strach. Obawa, że ktoś będzie chciał ich dziecko skrzywdzić. Nie analizujemy tu tego, czy jest to słuszny lęk, choć oczywiście pokusa takiego tłumaczenia byłaby ogromna. Ale spróbujmy spojrzeć szerzej. Jeśli nam się uda, to zobaczymy w tym strachu naszą porażkę. Nie, nie tylko porażkę konserwatystów, którzy nie potrafili skutecznie zbudować muru wokół swoich wartości tak, aby uczynić je niepodważalnymi. Ta porażka ma szerszy wymiar. Wspólny, ludzki. To jest klęska komunikacyjna. Gdzieś zgubiliśmy umiejętność konstruowania sensów i znaczeń dla pojęć kluczowych dla przetrwania wspólnoty. I nie widzę szansy odbudowy tych znaczeń w ramach wspólnoty. Oni są zbyt daleko. Jesteśmy zbyt różni,


IMG_0042 IMG_0051 IMG_0057 IMG_0060 IMG_0061 IMG_0070 IMG_0072 IMG_0077 IMG_0079 IMG_0080 IMG_0090 IMG_0103 IMG_0210 IMG_0227 IMG_0230 IMG_0231 IMG_0255 IMG_0267 IMG_0282 IMG_0294 IMG_0295

Tekst i zdjęcia Artur Ceyrowski

CS154fotoMINI

Czas Stefczyka 154/2018

PDF (7,35 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook