Jedynie prawda jest ciekawa

Dlaczego Brytyjczycy powiedzieli "nie"?

10.12.2011

Wielka Brytania zablokowała proponowane przez Niemcy zmiany w Traktacie Lizbońskim (de facto nowy traktat), które miały prowadzić do unii fiskalnej.

W rezultacie liderzy państw eurostrefy zmuszeni zostali do sięgnięcia po rozwiązanie rezerwowe, a więc umowę międzyrządową, wprowadzającą sankcje za łamanie dyscypliny budżetowej. Londyn już zapowiedział, że z tej możliwości nie skorzysta. Premier Cameron tłumaczy się dość ogólnikowo, posługując się pojemną choć niezbyt czytelną formułą "zabezpieczenia brytyjskich interesów".

Część komentatorów tłumaczy decyzję Camerona o zablokowaniu traktatu naciskiem ponad 80 posłów partii konserwatywnej, którzy sprzeciwiają się jakiejkolwiek głębszej integracji oraz domagają się rozpisania referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. To rzeczywiście ważny czynnik, ale z pewnością nie jedyny.

Ważniejsza jest przyczyna głębsza: wyjątkowa, wręcz genetyczna niechęć Brytyjczyków do oddawania władzy unijnej biurokracji - świetnie opłacanej, wykorzenionej, pewnej siebie i jednocześnie niezwykle pysznej kaście, która przypisuje sobie prawo do decydowania o losach kontynentu. To grupa społeczna pozbawiona mandatu demokratycznego. Parlament Europejski jest przecież ciałem fasadowym, dekoracyjnym, który tylko pozoruje proces demokratyczny. Gdyby PE pewnego dnia po prostu zniknął - nikt specjalnie by nie protestował. A gdyby zniknął parlament polski czy jakikolwiek inny parlament narodowy - niechybnie wybuchłyby protesty. Bo parlamenty narodowe są realne, a nie fikcyjne.

Brytyjczycy z racji tradycji i historii najlepiej w Europie czują istotę demokracji. Co ważne - dotyczy to nie tylko przedstawicieli elit, ale także zwykłych obywateli. Podstawowe zasady demokracji - w tym zasada decydowania przez naród o podatkach i kierunkach polityki państwa - są głęboko zakorzenione, i bardzo żywe. Z perspektywy tych doświadczeń rządy Brukseli, jej chęć do decydowania niemal o każdym aspekcie życia obywateli Unii, rażą szczególnie. Bo przecież Bruksela to nieprzejrzyste procesy, niejasne kompetencje, zakulisowe decyzje, dominacja Niemiec i Francji, brak kontroli demokratycznej. Bruksela to co najwyżej "oświecony absolutyzm" - w żadnym razie demokracja.

Warto zwrócić uwagę, że w globalizującym się świecie Brytyjczycy nie negocjują swoich demokratycznych wartości. Nie uważają, że np. wzrost potęgi Chin nakazuje im zrzeczenie się prawa do decydowania o własnym losie, co otwarcie głosi establishment państw kontynentalnych - także Polski. Bo Brytyjczycy wiedzą, że różnie w dziejach bywało, ale ostatecznie trwanie przy demokracji opłaca się bardziej niż uleganie złudnej wszechmocy "ducha dziejów".   

I jeszcze jedna uwaga: blokując nowy traktat i rezygnując z podpisywania nowej umowy międzyrządowej Brytyjczycy tak naprawdę stwierdzili, że nawet w dalekiej przyszłości nie zamierzają przyjmować euro. Bo dziś już widać, że ułomna wspólna waluta stała się czymś bardzo groźnym: wehikułem, który ma zmusić narody do rezygnacji z kolejnych kawałków własnej suwerenności.

 Jacek Karnowski

[Fot. PAP/EPA]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook