Jedynie prawda jest ciekawa

„Dla Estonii wejście do UE nie było opłacalne”

30.04.2014

„Politycy chcieli na rzecz Unii oddać swoje władztwo, tylko po to, by zdjęto z nich ciężar odpowiedzialności za decyzje” - mówi Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

Stefczyk.info: W Polsce na dobre rozpoczęło się świętowanie 10-lecia w Unii Europejskiej. Rząd przekonuje, że UE dla Polski to pasmo pozytywów. MSZ z kolei opracował raport pokazujący, co by się działo z Polską, gdyby nie weszła do Wspólnoty. Pozytywnie o tej możliwości rząd się nie wypowiada. Jak Pan ocenia ten przekaz?

Andrzej Sadowski: Jeśli MSZ wchodzi w próbę opisywania historii alternatywnej, to powinien działać jak Centrum wielokrotnie w tamtym okresie. Powinien patrzeć tak jak choćby Estonia. Tam zebrano materiał dotyczący uczciwego bilansu bilansu korzyści przystąpienia do Unii, który był – pod względem ekonomicznym – bilansem niekorzystnym. Specjaliści zaznaczyli w tym dokumencie, że ekonomicznie ten krok się nie opłaca, bo Unia jest terytorium zamkniętym handlowo o wysokiej protekcji, braku wolnego handlu na zewnątrz. A przecież Estonia po odzyskaniu niepodległości stała się strefą wolnego handlu, prowadziła na równych warunkach handel z całym światem. Wejście do Unii zamykało jej drzwi, co było ewidentnie niekorzystne.

Dlaczego zatem się zdecydowano na wejście do UE?

Był jeden argument, nieekonomiczny. Wskazywano, że ze względu na ciągłe niebezpieczeństwo ze strony Rosji w latach 90. warto cenę utraty części korzyści i wpływów zapłacić, żeby być w strukturach unijnych i czuć się bezpieczniej. Taki sam sposób rozumowania stał u podstaw następnej decyzji, o wejściu do strefy euro. Integracja europejska była elementem budowy bezpieczeństwa narodowego, a nie bezpieczeństwa gospodarczego. Takie wioski płynęły z rzetelnej analizy korzyści i strat, jaką przygotowano w Estonii.

W Polsce jednak obraz unijny przedstawia nam się zupełnie inaczej. Unia, albo – jak wskazuje MSZ – zastój, upadek, bieda...

Przedstawia się nam uproszczona alternatywę, mówiącą korzyści, albo upadek. A jeśli mówimy o historiach alternatywnych to należałoby również zobaczyć, jak Polska mogłaby być rajem podatkowym dla krajów Unii Europejskiej, jak mogłaby być stowarzyszona nie będąc w UE, jak mogłaby być drugą Szwajcarią. Taka historia alternatywna też jest możliwa. To, co było dojmujące w wystąpieniach polskich polityków, to to, że przed 2004 rokiem poddali się w obszarze bezrobocia w Polsce. Nie potrafili sprostać rządzeniu, nie potrafili zlikwidować tego problemu. Dla nich UE wydawała się jedyną bezpieczną przystanią.

Dlaczego?

W wywiadach i wypowiedziach, jakie analizowaliśmy w Centrum, widać było przeświadczenie, że przyjdzie Unia Europejska i zacznie za Polskę załatwiać polskie problemy. Politycy chcieli na rzecz Unii oddać swoje władztwo, tylko po to, by zdjęto z nich ciężar odpowiedzialności za decyzje. Polski premier, gdy otwarto granice z Wielką Brytanią, powiedział, że wreszcie Polacy znajdą zatrudnienie za granicą. Kamień z serca spadał, że wreszcie władza pozbędzie się bezrobotnych i problemów. Dzięki temu udało się polepszyć statystyki.

Z czego to wynikało?

Z braku wiary, że można rządzić krajem tak, by miał on status Szwajcarii, Estonii.

Rozmawiał TK
[Fot. PAP/Radek Pietruszka]

Słowa kluczowe:

Estonia

,

Polska

,

rząd

CS146fotMINI

Czas Stefczyka 146/2017

PDF (9,21 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook