Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Desperacki ruch Niemiec i Francji

26.11.2011

Niemcy i Francja chcą nowego paktu stabilności strefy euro. Oba kraje przedstawią przed posiedzeniem Rady Europejskiej 8-9 grudnia propozycję zmian prawnych, służącą wzmocnieniu dyscypliny budżetowej w eurogrupie. Niemiecki dziennik „Bild” pisze o szczegółach.

Jak mówią Anglosasi, „desperackie czasy wymagają desperackich posunięć”. Tak chyba myślą przywódcy Niemiec Angela Merkel i Francji Nicolas Sarkozy w obliczu pogłębiającego się kryzysu zaufania w strefie euro. Sobotni dziennik „Bild” pisze, że oboje chcą przeforsowania nowego paktu stabilności w formie umowy międzypaństwowej. 

Publikacja to ewidentny balon próbny, mający na celu sprawdzenie reakcji na pomysł, który zaskakuje ze względu na tempo i absolutne pominięcie procedur unijnych. Po pierwsze - przywódcy Francji i Niemiec chcieliby doprowadzić do zawarcia takiego nowego traktatu w tempie ekspresowym - już na przełomie stycznia i lutego 2012 r. Po drugie – chyba ważniejsze – wzorem ma być umowa z Schengen (znosząca kontrole na granicach wewnętrznych UE), zawierana pomiędzy poszczególnymi państwami.

Oznacza to porzucenie unijnych procedur (nikt nawet nie pomyślał, aby cokolwiek konsultować z polską prezydencją) czy nawet pozorów demokracji. Jak pisze "Bild", Francja i Niemcy nie ukrywają, że chodzi o to, aby "pozostawić sceptycznym krajom członkowskim – jak Wielka Brytania -  niewielkie pole do sprzeciwu". Jest też wyraźna przestroga, że “w razie konieczności Merkel i Sarkozy nie będą zważali na Komisję Europejską" - informuje "Bild".

Według dziennika, Merkel i Sarkozy chcieliby przedstawić swoje plany już na najbliższym szczycie UE, wyznaczonym na 8 i 9 grudnia. Można się spodziewać, że dyskusja będzie gorąca. Ale, gdy wali się projekt euro, nie czas żałować unijnych procedur i demokratycznych zasad – zdają się mówić przywódcy Francji i Niemiec. Prawdopodobnie takiego samego zdania są zarządzający rynkami finansowymi. Obywateli Unii nikt nawet już nie pyta.

Jeremi Zaborowski

[fot. PAP/EPA]

Facebook