Jedynie prawda jest ciekawa

Dera: Spóźnione działania policji

22.12.2011

Od dawna było wiadomo, że Włodzimierz Olewnik nagrywa wszystkie rozmowy prowadzone ws. porwania i śmierci jego syna. Ten fakty był znany. Olewnik wyręczał nawet w tej sprawie policję – mówi w rozmowie z portalem Stefczyk.info Andrzej Dera, poseł Solidarnej Polski, członek komisji śledczej ds. śmierci Olewnika.

Włodzimierz Olewnik nagrywał byłych ministrów sprawiedliwości – grzmią dziś media. Ponoć CBŚ zabezpieczyła taśmy z nagraniami spotkań rodziny Olewników m.in. z politykami. Dziwią Pana te doniesienia?

Andrzej Dera: Nie widzę w tym niczego dziwnego ani szokującego. Od dawna było wiadomo, że Włodzimierz Olewnik nagrywa wszystkie rozmowy prowadzone ws. porwania i śmierci jego syna. On tego nigdy nie ukrywał. Ja nie chcę oceniać, czy to dobrze, czy źle. Jednak ten fakty był znany. Olewnik wyręczał nawet w tej sprawie policję. Po porwaniu Krzysztofa Olewnika tylko rodzina nagrywała kontakty z porywaczami. Jednak do tej pory nikt nie interesował się nagraniami, jakie zgromadził Olewnik.

Dopiero po latach policja sprawdza, co zostało nagrane. To zdaje się powinno głównie dziwić

To rzeczywiście dziwi. Wiadomo było od dawna, że Włodzimierz Olewnik ma pełną dokumentację całej sprawy. Mówił on o tym od początku. Z tego co on mówił wynikało, że policja korzystała z jego archiwum, zabrała to, co chciała. Było bardzo prawdopodobne, że są jeszcze inne nagrania, o które policja nie wystąpiła. Sądzę, że to właśnie chęć ich poznania mogła stać za przeszukaniem domu rodziny Olewników, jakie miało miejsce kilka tygodni temu. Jednak rodzina Olewników niczego nie ukrywała, nie zatajała nic. Posiadała po prostu pełną dokumentację całej sprawy.

Czy nagrania te mogą w Pana odczuciu posłużyć do postawienia byłych ministrów przed sąd?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ja nie znam treści tych rozmów. Znam jedynie przekazy rodziny oraz ministrów na temat ich wspólnych spotkań. Myśmy przed komisją przesłuchiwali ich wszystkich. Jednak, co ważne, zeznania ich nie różniły się między sobą. Tam nie było wielkich rozbieżności, czy kontrowersji. Jedyne, co wynikało z zeznań rodziny, to nieprzyjemne spotkanie z Ryszardem Kaliszem, który zachowywał się arogancko. Sądzę, że nagrania mogę jedynie potwierdzać zeznania złożone w tej sprawie.

Ostatnio media informowały, że śledczy wrócili do badania hipotezy o samouprowadzeniu Krzysztofa Olewnika. Jak Pan to ocenia?

Dla mnie to jest absurd. W świetle mojej wiedzy na temat porwania i zabójstwa Olewnika to jest powrót do hipotezy, która nie jest w stanie się obronić. Faktem jest, że rodzina Olewników zaraz po porwaniu Krzysztofa zapłaciła za wiadomości o nim ponad 800 tysięcy złotych. Kto wydaje takie pieniądze wiedząc, że cała sprawa jest mistyfikacją. Rodzina w tym czasie jeździła z okupem do porywaczy. On wprawdzie nie był podejmowany, ale jeździła z nim. Były podejmowane klasyczne próby ukarania Olewników w czasie rozmów z porywaczami. Z kolei sami porywacze przecież w czasie procesu broniliby się zapewne mówiąc o tym, że Krzysztofa sam się porwał. Każdy by się bronił przed dodatkowymi zarzutami. Te okoliczności pokazują, że wracanie do hipotezy o samouprowadzeniu jest nieuzasadnione. Nie wiem, dlaczego policja wraca dziś do niej.

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[fot. Andrzejdera.pl]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook