Jedynie prawda jest ciekawa

Dera: "ostrożnie podchodzę do rewelacji Krupińskiego"

18.12.2012

Podchodziłbym do tych rewelacji Jacka Krupińskiego bardzo ostrożnie, ale wykluczyć ich nie można - mówi Andrzej Dera, poseł SP, były członek sejmowej komisji ds. porwania i zamordowania Krzysztofa Olewnika.

Teoria, do której bym się skłaniał i już nie pisał żadnych bajek, wygląda tak: rzeczywiście, ktoś tam został postrzelony czy zastrzelony (…). I rzeczywiście ktoś chciał Krzyśka ukryć. Dał go na przechowanie, czy w zastaw, żeby tu posprzątać, zatuszować sprawę, wyczyścić. Krzysiek miał wrócić, ale coś poszło nie tak. Ja w 80 proc. wierzę, że tak to wygląda - tak w artykule w tygodniku "Wprost" mówi Jacek Krupiński, wspólnik i przyjaciel Krzysztofa Olewnika o jego porwaniu.

Stefczyk.info: Na ile wiarygodnym źródłem informacji jest teraz Jacek Krupiński?

Andrzej Dera: Ja znam akta tej sprawy i uważam, że jego wiarygodność wzrosłaby, gdyby powiedział, jaka on sam odegrał rolę w porwaniu Krzysztofa Olewnika. Bo wiele jeszcze w tej sprawie jest do wyjaśnienia. Natomiast wskazywanie na taką, a nie inną formę, że to mógł być zastaw… podchodzę do tego ostrożnie, aczkolwiek nie wykluczam żadnej hipotezy. Bo trzeba sobie jasno powiedzieć, że policja i prokuratura w tej podstawowej fazie śledztwa popełniły zatrważająca liczbę błędów, a takie hipotezy, jaki był cel porwania powinny być na początku rozpatrywane i popierane dowodami, popierającymi lub wykluczającymi daną hipotezę. Natomiast policja z góry przyjęła jedna rzecz, że to było samouprowadzenie i żadne argumenty, ani dowody nie były w stanie policji skłonić do odejścia od tej hipotezy. Dopiero kiedy prokurator po dwóch latach odszedł o tej tezy i przyjął zupełnie inną, okazało się, że umożliwiło to wykryć sprawców porwania i zabójstwa. Natomiast jeżeli chodzi o same motywy to jest tu szereg rzeczy do wyjaśnienia i prokuratura ma co badać. Tylko problem jest jeden, o którym ja mówię, od kiedy zapoznałem się z dokumentacją - czy można po ponad 10-ciu latach, przy braku wielu podstawowych dowodów, przy śmierci kilku kluczowych świadków dzisiaj dojść do prawdy. Nie tylko w sensie takiej wiedzy prokuratorskiej, ale przede wszystkim do takiej prawdy, która spowodowała by ukaranie tych, którzy są winni, a moim zdaniem nie wszyscy winni tej sprawy zostali ukarani przez polski wymiar sprawiedliwości.

Stefczyk.info: Ale co do jednego musimy się zgodzić, Jacek Krupiński musi mieć wiedzę na temat okoliczności porwania Krzysztofa Olewnika, bo on był przecież bardzo blisko rodziny i samego porwanego…

Andrzej Dera: Zdecydowanie tak. To była osoba bardzo blisko związana z rodziną Olewników, on był, mogę tak powiedzieć, traktowany jak najbliższa rodzina. Natomiast zachowanie Jacka Krupińskiego po porwaniu było bardzo dziwne, niewytłumaczalne, budzące wiele wątpliwości i, co było charakterystyczne, ten człowiek milczał, nic nie mówił. Pytanie jest dzisiaj takie - czy będzie mówił prawdę, czy będzie sugerował, czy pokazywał tylko część prawdy? To jest klucz, ale musi go zweryfikować prokurator, od tego nie są politycy. Prokuratorzy mają wystarczająco rozległą wiedzę, natomiast ja stojąc dzisiaj z boku, a mając wiedzę z komisji sejmowej, tez mogę mieć swój pogląd na temat rewelacji pana Krupińskiego, ale w momencie, kiedy one będą złożone, obszerne i całe. Wtedy będę wiedział, czy to jest, krótko mówiąc, ściemnianie czy rzeczywiste otwarcie się i mówienie tak naprawdę co było podłożem, co doprowadziło do porwania, jakie były przesłanki. On może mieć dużą wiedzę, ważne, czy będzie chciał mówić prawdę, czy tez mówić "w innych celach procesowych" - tak to delikatnie powiem.

Stefczyk.info: A może Jacek Krupiński staje teraz w tym froncie przeciwko Olewnikom z banalnego poczucia odrzucenia, skoro był tak blisko, a potem podejrzewano go o współudział w porwaniu?

Andrzej Dera: Dlatego ja bardzo ostrożnie do tych jego wypowiedzi. Jedno, co mnie bardzo ujęło w tej sprawie, to to, w jaki sposób rodzina walczyła o ujawnienie prawdy. To było ujmujące i pokazujące prawdziwe intencje. Nikt, kto w jakikolwiek sposób byłby w to zamieszany nie robiłby tyle, co pan Włodzimierz Olewnik, który poświęcił całe swoje życie i ogromne pieniądze, żeby dojść do prawdy. Bardzo mi się nie podoba taki brutalny atak i sugerowanie, że to pan Włodzimierz Olewnik maczał w tym palce. Moim zdaniem to dowód na to, że były w to zaangażowane służby i policja i niewyjaśniona jest rola komendanta Książkiewicza. Łatwo dzisiaj bronić policje i prokuraturę, zarzucając jednocześnie winę osobom, które nie były w to zaangażowane.

Rozmawiał Marcin Wikło

fot. archiwum rodzinne Olewników

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook