Jedynie prawda jest ciekawa

Deklaracja Rosji krokiem w kierunku wojny

27.02.2014

Prowokacje Rosji pokazujące fałszywy obraz Ukrainy, jako zdominowanej przez radykałów są prawdopodobne - mówi dr Żurawski vel Grajewski.

Stefczyk.info: Centrum wydarzeń na Ukrainie przenosi się de facto z Kijowa na Krym. Jak pan ocenia to co się dzieje teraz na wschodzie Ukrainy? Jakie są możliwe scenariusze?

Dr Przemysław Żurawski vel Grajewski: Można faktycznie stwierdzić, że centrum destabilizacji, centrum zagrożeń, przesunęło się na Krym. Mamy tu teraz dwa możliwe scenariusze: racjonalny i irracjonalny. Niestety historia ludzkości obfituje w scenariusze irracjonalne. Racjonalnie patrząc, Rosjanie nie powinni zdecydować się na destabilizację wojenną Krymu. To się im w żaden sposób nie opłaca. Trzeba pamiętać o tym, że Ukraina jest krajem ludnym – ok. 40 mln ludności, ze świeżo rozbudzonymi uczuciami patriotycznymi. Zwłaszcza wspomaganymi przez legendę zwycięskiego Majdanu i ofiarami, które tam padły. Ukraina dysponuje, jak na warunki środkowo-europejskie, liczną armią. Niewątpliwie Rosja nie byłaby w stanie pokonać Ukrainy siłami jednego czy dwóch okręgów wojskowych. To by wymagało potężnej mobilizacji, na nieznaną co do długości wojnę. Także sami Rosjanie ponieśliby ofiary w swojej armii. Strona ukraińska jest wysoko zdeterminowana, co pokazała na Majdanie. Na dodatek Rosja musiałaby się liczyć z reakcją międzynarodową.

Jakie skutki dla Kremla miałaby taka reakcja międzynarodowa? Jak ona w ogóle mogłaby wyglądać?

To oczywiście nie byłaby reakcja wojenna – NATO nie wyśle floty na Morze Czarne. Natomiast uznanie Rosji za agresora, a w konsekwencji koszty izolacji międzynarodowej, byłyby dla Rosji bardzo kosztowne politycznie. To miałoby także skutki ekonomiczne – już widać, że giełda wycofuje aktywa z Rosji. Pamiętamy doświadczenie gruzińskie, kiedy Rosja bardzo gwałtownie traciła uciekający kapitał. Poza tym duża część zasobów oligarchów rosyjskich jest ulokowana na Zachodzie. To wszystko wpływa na to, że Rosja jest bardziej wrażliwa na naciski, niż to się powszechnie wydaje. Twarda postawa Zachodu, o ile ona by wystąpiła, a na razie rozwija się w tym kierunku – NATO wydało bardzo oświadczenie, może wpłynąć, że Rosja stanie się pod naciskiem i zrozumie, że cena, którą mogłaby zapłacić za otwartą agresję na Ukrainę, byłaby wysoka.

To wszystko wygląda racjonalnie, jednak wspomniał pan, że historia lubi scenariusze irracjonalne...

Rosja jest dyktaturą, państwem autorytarnym. W takich krajach łańcuch decyzyjny, system zabezpieczeń instytucjonalnych, przed nieroztropnymi decyzjami zwierzchników państw jest krótki. Może skutkować nieracjonalnymi decyzjami. Istnieje też czynnik poza kontrolą, czyli ludność na miejscu: Rosjan na Krymie, Tatarów na Krymie, pewne reakcje pozarządowe, które mogą podgrzewać atmosferę i prowadzić do niekontrolowanego wybuchu konfliktu. To też jest scenariusz do wyobrażenia.

Wielu komentatorów mówi, że Rosja będzie rozgrywała to za pomocą presji psychologicznej. Czy Ukraina jest w stanie się pod nią nie ugiąć? Czy na chwilę obecną jest możliwe jakieś optymalne rozwiązanie?

Jest możliwe, jednak nie znaczy że jest pewne. Zachód z całą pewnością jest w stanie odpowiedzieć spokojnie, jednak to nie znaczy, że stanowczo. To nie znaczy, że wykluczam stanowczą reakcję – zależy jak stanowczość zdefiniujemy. Możliwe także jest – jednak nie pewne, że Ukraińcy zachowają spokój. Skala kontroli nowoutworzonego rządu nad wydarzeniami na Ukrainie też jest wątpliwa. Stan destabilizacji na Ukrainie się utrzymuje i scenariusze reakcji pozarządowych nie mogą być wykluczone. Należy wątpić, że Rosja nie ma ona swoich agentów wśród tych radykalnych ugrupowań ukraińskich. W interesie Rosji leży ukazanie obecnego systemu politycznego na Ukrainie, jako zdominowanego przez radykałów spod znaku banderowców, więc prowokacje budujące taki obraz – fałszywy – są prawdopodobne.

Wiele się mówi o podziale społeczeństwa ukraińskiego, jak to może zaważyć na dalszym rozwoju wydarzeń?

Nie przesadzałbym z głębokością podziału społeczeństwa ukraińskiego. Wobec kwestii jedności terytorialnej Ukrainy on wcale nie jest taki głęboki. My możemy w tej chwili odczuwać obniżenie skali jedności, bo wspólny wróg osób zebranych na Majdanie – Janukowycz – uciekł i się ukrywa, a więc zniknął. Jednak Rosja stara się, aby w charakterze takiego kolejnego wspólnego wroga – jednoczyciela, wystąpić. Rosjanie mieszający na Ukrainie nie stanowią tak rozstrzygającego czynnika, żeby móc mówić o podziale społeczeństwa ukraińskiego. To też zależy od tego co się będzie działo w samej Rosji. Pod dużym znakiem zapytania są też wszystkie konflikty, które Rosja dotychczas przeżywała – one nie zniknęły w obliczu wydarzeń na Ukrainie. Wydarzenia osłabiające atrakcyjność rosyjskiego obywatelstwa są wyobrażalne. Instrumenty wobec tego posiada też Unia Europejska, która mogłaby zróżnicować atrakcyjność posiadania paszportu rosyjskiego. Stworzyłoby to sytuację, w której łatwiej byłoby podróżować do Unii z paszportem ukraińskim niż z rosyjskim.

Czy ten nowy rząd ma szansę zapanować nad tą destabilizacją? Nie wszyscy są osobami związanymi z polityką, część wypłynęła na Majdanie.

Tego nie wiemy, ale myślę, że łatwo obronić tezę, że gorszych polityków, niż ci którzy rządzili Ukrainą do niedawna, to państwo już mieć nie będzie. Oświadczenie Turczynowa, że wszelkie nieuzgodnione ruchy wojsk rosyjskich na Krymie, poza strefą baz rosyjskich, będą potraktowane jako agresja zbrojna Rosji, ma swoją wagę. Należy to rozumieć w ten sposób, że w takim przypadku rząd ukraiński podejmie decyzję o wydaniu rozkazów armii ukraińskiej i postawienia się zbrojnej agresji rosyjskiej, czyli po prostu przystąpi do wojny. To jest deklaracja mająca walor odstraszający. Myślę, że ona jest wiarygodna. Cena takiego starcia byłaby wysoka dla Rosjan: ryzykowanie wojny, z dużym, 40-milionowym narodem i pokazanie się całemu światu jako agresor. 

A jaki wpływ na rozwój sytuacji może mieć to, że Janukowycz się poniekąd ujawnił - wydał oświadczenie, w którym powiedział, że wciąż jest legalnym prezydentem i poprosił o ochronę Rosjan?

Najbliższe godziny dadzą nam odpowiedź w postaci reakcji Moskwy. Jeżeli Kreml poprze tę deklarację i powie, że uznaje Janukowycza za prezydenta i udzieli mu ochrony to jest to krok w kierunku wojny. Jeżeli Moskwa będzie milczeć – co jest prawdopodobne, albo wyda deklaracje przeciwną – co jest mało prawdopodobne, to okaże się to krokiem rozpaczy Janukowycza. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy przed wydaniem tego oświadczenia Janukowycz kontaktował się z władzami Rosji. Jeżeli treść tej deklaracji była uzgadniana, to jest realizowany czarny scenariusz.

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na facebooku!

not. mc

[fot. PAP/EPA]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook