Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Danuta na odsiecz Lechowi

02.12.2011

Artykuł ukazał się w "Rzeczpospolitej" w wersji skróconej. Na prośbę Autora publikujemy wersję pełną.

Pisanie wspomnień i pamiętników nie jest zbyt częstym zajęciem osób publicznych w Polsce. To co jest normą w świecie zachodnim - relacje pamiętnikarskie publikują politycy, wysocy rangą urzędnicy i pierwsze damy - w Polsce należy do rzadkości. W tym kontekście pojawienie się na polskim rynku księgarskim wsponień Danuty Wałęsowej - pierwszej damy Rzeczpospolitej w latach 1990-1995, zasługuje na pochwałę. Niestety, śmiem twierdzić, że odwaga tej decyzji nie poszła w parze z autentycznością refleksji na temat przeszłości, kórej ważnym świadkiem była przecież Danuta Wałęsowa. Jej książka jest nadzwyczaj przewidywalna i w istocie niezaskakująca. Wrogowie Lecha Wałęsa są wrogami Danuty, a jego przyjaciele są jej przyjaciółmi. Wałęsa to heros, który poświęcił wszystkie swoje osobiste sprawy z rodziną na czele dla Polski, a w tej walce i służbie pomgali mu jego wierni współpracownicy - Mieczysław Wachowski, Andrzej Drzycimski, ks. Franciszk Cybula, Sławomir Rybicki... Z góry wiadomo, kto nieustannie przeszkadzał - Gwiazdowie, Krzysztof Wyszkowski, Janusz Kurtyka i "pisarze z IPN", trochę Jacek Kuroń i Adam Michnik, a najbardziej Anna Walentynowicz, ojciec Tadeusz  Rydzyk oraz Jarosław i Lech Kaczyńscy.     

Sponsor Krauze

Banalność tej opowieści zawdzięczamy zapewne dwom ukrytym narratorom "Marzeń i tajemnic" - Lechowi Wałęsie i Piotrowi Adamowiczowi. Wałęsa, nawet jeśli nie czytał książki przed publikacją (w co trudno uwierzyć), wbrew marketingowym zapewnieniom, że jest to dla niego lektura trudna i ciężka, zyskał może najważniejsze świadectwo swojej wielkości i bohaterstwa. Z kolei Adamowicz, prywatnie brat przydenta Gdańska, pełnomocnik Wałęsy w kontaktach z archiwum IPN i dziennikarz od zawsze zaprzyjaźniony z politycznym salonem Trójmiasta, ktory zajął się opracowaniem wspomnień Danuty, miał możliwość wyłożenia oficjalnej, bo salonowo-państwowej "prawdy" o Wałęsie i jego rodzinie. Na kartach tej książki znajdujemy zresztą tego potwierdzenie. Na stronie redakcyjnej Wydawnicwo Literackie złożyło "serdeczne podziękowania" Fundacji Ryszarda Krauze "za wsparcie finansowe publikacji książki wraz z filmem dokumentalnym", zaś Wałęsowa i Adamowicz dziękują posłowi Platformy Obywatelskiej Sławomirowi Rybickiemu "za gościnę w ich leśnej głuszy, gdzie można było w spokoju z ponad tysiącstronnicowego materiału poukładać w całość wszystkie elementy tej książki" (s. 538-539).

Próba obiektywizmu

Wiele na to wskazuje, że kompetencje dziennikarskie Adamowicza i jego znajomość archiwaliów na temat Wałęsów wykorzystano w tej książce instrumentalnie. W rozdziale dotyczącym rodziny Danuty Wałęsowej (z domu Gołoś) zabrakło wielu informacji o rodzicach i rodzeństwie późnieszej pierwszej damy, które bez trudu można odnaleźć w archiwach. Jest to o tyle istotne, że kontrowersyjne historie rodzinne Gołosiów (podobnie zresztą jak Wałęsów) związane z konfliktami z prawem były w latach 80-tych przedmiotem brutalnych napaści prasowych na Danutę i Lecha Wałęsów. Wydaje się, że tego typu książka była dobrą okazją by się do tego przynajmniej odnieść i sprostować ewentualne kłamstwa komunistycznej propagandy. Zamiast tego Wałęsowa z Adamowczem ograniczają się do wymienienia ważniejszych członków rodziny Gołosiów opatrując swoją opowieść dość obraźliwymi spostrzeżeniami na temat mieszkańców polskiej wsi lat 40., 50. i 60. "Kiedyś na wsi rodzice tylko płodzili dzieci. Nie wychowywali ich" - czytamy (s. 14.). Młodzież męska to awanturnicy i sztacheciaże myślący o wywiezieniu dziewczyny motorem do lasu (s. 23). Autentyzmu tej relacji ma dodać wyznanie Danuty o swoim zakompleksieniu (s. 25), wstrętu do języka polskiego z powodu ortografii, zakończeniu edukacji na szkole podstawowej, pogardliwym stosunku do ludzi wykształconych czy niedojrzałej religijności (s. 12, 20-21, 25).

Z Lechem przez życie

Przełomem w życiu Danuty Gołoś był wyjazd do Gdańska i spotkanie Lecha Wałęsy w październiku 1968 r. Miał jej imponować elokwencją, oczytaniem i umiejętnością mówienia. Mieli się poznać przypadkiem kiedy Lech przyszedł do kiosku w którym pracowała Danuta by rozmienić pieniądze. Wpadła mu w oko na tyle, że następnego dnia Wałęsa podarował jej... gumę do żucia (s. 38). Wkrótce się pobrali. W opowieści Danuty zastanawiająca jest informacja, że Lech nie chciał by przed ślubem żona poznała jego rodziców i strony rodzinne (s. 41). Z książki nie dowiadujemy się dlaczego. Może więc prawdą są ustalenia Pawła Zyzaka, że Lech był na tyle "spalony" w swoich rodzinnych stronach, że nie chciał się tam przez jakiś czas w ogóle pojawiać?

Legendomania

Ale w opowieści Danuty Wałęsowej wiele do myślenia daje również sposób przedstawienia Grudnia '70. Znajdujemy jedynie lakoniczy opis wydarzenia, które według samego Wałęsy miało się stać przełomem w jego życiu. Zatrzymanie Wałęsy, osadzenie w areszcie, kilkudniowa nieobecność w domu, rozmowy z SB, werbunek i rejestracja jako TW ps. "Bolek" w zasadzie przechodzą niezauważone. Danuta zbywa to wszystko krótkim komentarzem: "On nigdy mi nie mówił, jak go traktowali na komendzie, o co pytali. Zresztą nigdy nie rozmawiał ze mną na tematy polityczne" (s. 66). Ta wersja będzie obowiązywać już w całej książce, choć przecież są to w gruncie rzeczy wspomnienia polityczne. Wspominając działaność męża w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża a później Sierpień '80 i "Solidarność" Danuta znów zapewnia o poświęceniu Lecha dla Polski. O czystości intencji nachalnie zapewnia nawet wówczas kiedy wraca pamięcią do słynnej rozmowy Lecha z bratem Stanisławem w Arłamowie i pisze, że "trochę wypili i puścili wodze fantazji, szczególnie mąż, który lubi robić wrażenie na rozmówcy" (s. 219). W takich momentach nie wiedzieć dlaczego i w jakim kontekście, nagle pojawiają się słowa przypominające wynurzenia Lecha Wałęsy jakby z wyłagodzonej wersji jego internetowego bloga: "I niechby teraz jeden z drugim jak Wyszkowski, Gwiazdowie czy pewni pisarze z IPN-u, przez moment się zastanowili, że to nie jest tak, jak oni wymyślają! Bo tworzą sobie własną historię! A to nie było tak! To było poświęcenie" (s. 88).          

Karykaturalna Walentynowicz

Prawdziwym czarnym charakterem tej książki jest Anna Walentynowicz. Sposób w jaki Wałęsowa z Adamowiczem kreślą jej portret jest karykaturalny. Przypominają i drwią z rzekomego pomysłu beatyfikacji Walentynowicz po katastrofie smoleńskiej (s. 387) mimo, że ta sprawa była jedynie medialną "wrzutką" mającą wytłumaczyć niechęć władz samorządowych Gdańska wobec projektów upamiętnienia Matki Solidarności. Według autorów książki, legendarna suwnicowa w obronie ktorej w sierpniu 1980 r. wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej zamiast "intrygować i czynić złośliwości" powinna skupiać ludzi "wokół swojej legendy" i "cieszyć się, że Pan Bog zachowuje ją w zdrowiu" (s. 96). "Pani Ania była narzędziem w rękach części, jeśli można tak określić grupy warszawskiej. Po strajku u niej w domu mieszkał Kuroń. dbywały się tam narady tej grupy" - czytamy (s. 128). Mało tego, według tej relacji Walentynowicz niejako z przypadku w 1979 r. miała zostać matką chrzestną pierwszej z córek Wałęsów - Magdaleny (s. 93). Prawda o tym jest zupełnie inna - w 1979 r. Wałęsa prosił Annę Walentynowicz i Bogdana Borusewicza, by zgodzili się zostać rodzicami chrzestnymi Magdaleny. Chciał w ten sposób pozyskać uznanie i trwale związać się z liderami trójmiejskiego ruchu oporu, którzy zgłaszali w tym czasie zastrzeżenia do działaności Wałęsy.

Wrogowie Lecha są moimi wrogami

Danuta Wałęsowa nie darzy sympatią tych samych ludzi, których nie lubi jej mąż. Pewnym wyjątkiem jest Adam Michnik, który został przedstawiony w książce jako cyniczny gracz "klęczący przed Wałęsą", by później go zaatakować (s. 260 i 291). Wałęsowa w prostackiej formie kreśli często portrety osobistych wrogów Lecha. Ludzie stoczniowej "Solidarności" to "nawiedzeni" i mąciciele", abp Leszek Sławoj Głódź to "niespełniony polityk" który "rozminął się z powołaniem", ojciec Tadeusz Rydzyk to "pan z Torunia w czarnej sukience z koloratką na szyi" z "dziwnym wyrazem oczu", a ks. Henryk Jankowski to erotoman "wypowiadający obleśne słowa" (s. 375-376, 379). Dostało się również Januszowi Kurtyce, który nie chciał udostępnić Wałęsie taśm video znajdujących się w zbiorach IPN. "Zły" prezes IPN został przeciwstawiony "dobrym" pracownikom gdańskiego oddziału IPN (s. 203-204). Na liście wrogów Wałęsowej rolę szczególną zajmuą Lech i Jarosław Kaczyńscy. Lech to po prostu "niemota" (s. 385), zaś Jarosław to człowiek o "zimnych" i "bezwzględnych" oczach (s. 387). Co ciekawe winą za powstanie PiS i rządy Kaczyńskich Wałęsowa obarcza Jerzego Buzka, który będąc premierem "wyciągnął rękę do pana Leszka" i "mianował go ministrem" (s. 386-387). Kaczyńscy to największe zło III RP. W dodatku "nie licząc się z powagą śmierci, pan Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy przez kilkanaście miesięcy urządzali przedstawienia na Krakowskim Przedmieściu pod Pałacem Prezydenckim" (s. 387). Ani słowa o profanacji krzyża, drwinach ze zmarłgo prezydenta i życzeniu śmierci jego bratu...  Jakby odwróceniem tych ocen są pełne szacunku a nie rzadko i słów zachwytu charakterystyki takich postaci jak Leszek Balcerowicz, Hanna Suchocka, Jan Krzysztof Bielecki, abp Tadeusz Gocłowski, Wojciech Jaruzelski, Bronisław Komorowski, Waldemar Pawlak, Jacek Żakowski... No i szczególnie bliski Danucie Wachowski. "Mietek... takiego przyjaciela jak Mietek daj Boże każdemu" (s. 196).

Zachwyty zamiast lektury

Przyglądając się zachwytom nad książką Danuty Wałęsowej trudno nie odnieść wrażenia, że wielu "recenzentów" w ogóle jej nie czytało. Nie jest to książka ani odkrywcza, ani przełomowa, ani tym bardziej demaskatorska. Nie jest to również "atak na mit Wałęsy co najmniej równie bolesny jak oskrażenia o współpracę z bezpieką" jak chce Miłada Jędrysik z "Gazety Wyborczej" (26-27 XI 2011 r.). To zwyczajna opowieść o codziennym życiu żony polityka i matki ośmiorga dzieci, ktora poświęciła się rodzinie. Mimo osobistych dramatów nie porzuciła męża, rodziła dzieci i dbała o ich wychowanie. Tym trudniej zrozumieć peany niektórych feministek nad książką Wałęsowej. Powinny się raczej jej obawiać. 

Sławomir Cenckiewicz

D. Wałęsa, "Marzenia i tajemnice", opracował P. Adamowicz, Krakow 2011, ss. 547.
[fot. PAP/Andrzej Grygiel]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook