Jedynie prawda jest ciekawa

Czy decyzje KRRiT ws. TV Trwam zapadły po telefonie z kancelarii prezydenta lub premiera?

02.10.2012

Prowokacja dziennikarska na którą dał się nabrać prezes Sądu Okręgowego w Gdańska ujawniła bardzo niebezpieczny dla praworządnego funkcjonowania państwa proceder.

Pokazała, że są w Polsce urzędnicy, którzy choć prawo nakłada na nich obowiązek, aby byli niezawiśli w swoich werdyktach, to tak naprawdę gotowi są przyjmować instrukcję od rządzących polityków. Wystarczyło, że dziennikarz podszył się pod asystenta ministra Tomasza Arabskiego, wpływowego szefa kancelarii Donalda Tuska, a pan sędzia gotowy był przyjeżdżać na spotkanie do premiera z aktami sprawy afery Amber Gold i wyznaczać terminy rozpraw zgodnie z oczekiwaniami rozmówcy, a także zapewniał, że sędziowie orzekający w tej sprawie to zaufani ludzie. Sędzia zapłacił za to stanowiskiem, ale tylko dlatego, że sprawa ujrzała światło dzienne. Należy zadać sobie pytanie czy przypadek sędziego Milewskiego jest jednostkowy? Czy takich przypadków nie ma więcej? Osobiście wątpię, że to jednostkowy przypadek. Pech sędziego Milewskiego polega na tym, że dał się złapać na dziennikarską prowokację. Niestety można z dużą dozą pewności stwierdzić, że podobnych sędziów Milewskich oczekujących na instrukcje od rządzących jest więcej. Oczywiście są też sędziowie, którzy w swojej pracy przestrzegają zasady niezawisłości.

Media opisywały także przypadek interwencji wspomnianego już ministra Arabskiego u prezesa należącej do skarbu państwa Polskiej Agencji Prasowej. Pan Arabski dzwonił do prezesa PAP, aby ten wymusił na dziennikarzu redakcji, żeby nie zadawał niewygodnego pytania premierowi Tuskowi na konferencji prasowej w Izraelu. Interwencja odniosła skutek, dziennikarz przymuszony przez kierownictwo pytania nie zadał.

Podobnie mechanizm politycznej ingerencji może wyglądać w innych instytucjach, które swoje decyzje powinny podejmować na podstawie prawa, a nie na polityczne zamówienie.

Dzięki tej prowokacji wiemy więcej o funkcjonowaniu parapaństwa pod rządami parapremiera Donalda Tuska. To daje nam do myślenia i pytania ile podobnych przypadków miało miejsce w ostatnich latach za czasów rządu Donalda Tuska? Ile wyroków sądu, decyzji administracyjnych podjętych było na telefon, po interwencji któregoś z rządzących polityków?

Wobec powyższych faktów na usta ciśnie się pytanie czy decyzje Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wykluczające Telewizję Trwam z obecności na cyfrowym multipleksie były samodzielnymi decyzjami członków Rady? Czy może były efektem telefonicznych interwencji kancelarii prezydenta czy premiera? Wszak Jan Dworak i Krzysztof Luft to doskonali znajomi prezydenta Komorowskiego, a większość członków Rady to ludzie z partyjnego nadania obecnej koalicji rządowej. Być może jednak wspomniani panowie takich telefonów nie musieli otrzymywać. Może oni doskonale wyczuwają czego oczekują od nich politycy nominujący ich do Krajowej Rady? Niestety schlebianie oczekiwaniom rządzących przez urzędników Rady, zamiast kierowanie się regułami prawa, też nie ma nic wspólnego z zasadą demokratycznego państwa praworządnego.

Po sprawie sędziego Milewskiego nie możemy mieć też pewności czy decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego była niezawisłą decyzja tego sądu czy może podjęto ją po telefonie od rządzących polityków? Znajdą się tacy, którzy oburzą się na moje słowa i powiedzą, że to insynuacje. Przykład sędziego Milewskiego, który nie był szeregowym sędzią, ale prezesem Sądu Okręgowego, pokazuje, że zadawanie takich pytań jest jak najbardziej uzasadnione.

Marcin Mastalerek
[fot. PAP]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook