Jedynie prawda jest ciekawa

Czarnecki: Ukraina gra o wszystko

01.02.2014

Dymisja urodzonego w Rosji premiera Ukrainy Mykoły Azarowa – mającego zresztą polskie korzenie, podobnie jak Wiktor Janukowycz i kandydat na premiera Arsenij Jaceniuk – to jednak coś więcej niż zwykły trik władz w Kijowie.

 Uchodzący za technokratę Azarow, polityk do niedawna mało kontrowersyjny i nie budzący emocji, miał być już wymieniony wcześniej (był szefem rządu od zwycięstwa Janukowycza w wyborach prezydenckich), ale jednak się ostał. Jeszcze w lutym 2013 roku opowiadał, że przeznaczeniem Ukrainy jest balansowanie między Rosją a Unią Europejską. Spodziewano się od dawna, że Janukowycz go poświęci. Już tydzień przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie w kuluarach w Brukseli można było usłyszeć, że szefem rządu w Kijowie zostanie Serhij Arbuzow, mający w Europie opinię pragmatycznego reformatora. Tak się też stało, tyle że ten dotychczasowy wicepremier będzie jedynie pełniącym obowiązki szefa rządu. Na jak długo? Czy na Ukrainie sprawdzi się polskie powiedzenie, że najtrwalsze są prowizorki?

Ukraina – jednak część Europy

Zmuszenie Janukowycza do dymisji jego premiera jest ewidentnie sukcesem opozycji. Ale też dowodem, że negocjacje między „niebieskimi” (władzą) i dawnymi „pomarańczowymi” (opozycją) okazały się potrzebne. Oczywiście tych rozmów i tej dymisji nie byłoby bez Majdanu, ale przede wszystkim, uwaga, bez rozprzestrzenienia się tego procesu na połowę Ukrainy. Co ciekawe, skala poparcia dla opozycji była większa niż w czasie „Pomarańczowej Rewolucji”. Tym razem poza, tradycyjnie Ukrainą Zachodnią, dołączyły też niektóre stolice regionów na Ukrainie Północnej i Centralnej. Do protestów, skądinąd stłumionych, doszło również na Ukrainie Wschodniej. O fenomenie tej „westernizacji” rosyjskojęzycznej Ukrainy Wschodniej mówiłem i pisałem już po mojej pierwszej wizycie na Euromajdanie. Do Kijowa bowiem przybywali wówczas licznie mieszkańcy Doniecka, Ługańska czy Dniepropietrowska. Choć to nie ukraiński był ich pierwszym językiem, to chcieli, aby ich państwo było czastynu Jewropy czyli częścią Europy.

Skala protestów zaskoczyła ekipę Janukowycza. Załamało to taktykę przygotowaną przez szefa sztabu kolejnych kampanii prezydenta Ukrainy, Andrija Kliujewa z Doniecka, wiceprzewodniczącego „Partii Regionów”, do niedawna sekretarza Rady Obrony i Bezpieczeństwa czyli jednego z czterech najważniejszych ludzi w państwie. W ostatnich dniach został on przesunięty na stanowisko szefa administracji prezydenckiej, zwalniając stołek w ukraińskim RBN dla wciąż obecnego szefa MSW Witalija Zacharczenki. Ten ostatni stał się persona non grata dla opozycji, ponieważ miał stać za brutalnym tłumieniem demonstracji w Kijowie. Janukowycz chce go w Radzie Obrony, przeciwko czemu stanowczo protestuje tercet Kliczko – Jaceniuk – Tiahnybok. Zaś taktyka opracowana przez Kliujewa polegała a na „zmęczeniu” Majdanu i wzięciu go mrozem, by z czasem osłabł i stał się ostatecznie elementem folkloru, a nie alternatywą dla władzy.

Opozycji gra o wszystko

Lider „Batkiwszczyny” Arsenij Jaceniuk, który kieruje tą partią pod nieobecność jej założycielki Julii Tymoszenko, odrzucił propozycję Janukowycza objęcia schedy po Azarowie. To taktyczna zagrywka. Ten relatywnie młody, 39-letni polityk, były minister gospodarki, a później szef MSZ, przewodniczący Rady Najwyższej, (wieceprezes i prezes Narodowego Banku Ukrainy) nie chce wchodzić w buty premiera za wcześnie, aby nie stracić poparcia Majdanu. Ma ku temu uzasadnione powody. Pierwsze to moralne: w więzieniach wciąż siedzą aktywiści Majdanu czy tzw. automajdanu. Dopóki będą w więzieniach, dopóty nikt z ukraińskich „trzech tenorów” nie połakomi się na, nawet najwyższy, stołek w państwie. Majdan i tak się już zradykalizował, a liderzy opozycji w ramach „demokracji bezpośredniej” spowiadający się przed tłumem na Majdanie z każdej tury negocjacji z Janukowyczem, wiedzą, że jeszcze mają na ludzi marznących od dwóch miesięcy w centrum Kijowa jakiś wpływ, ale jest on wyraźnie słabszy niż jeszcze kilka tygodni temu. Jaceniuk więc nie jest samobójcą.

Ale nawet wypuszczenie więźniów politycznych, ba, choćby i – co mniej prawdopodobne – ukaranie, jak tego żąda opozycja, osób odpowiedzialnych za przemoc wobec demonstrantów, nie musi wcale oznaczać przyjęcia przez lidera „Batkiwszczyny” szefostwa rządu, a przez szefa „UDAR-u” Witalija Kliczki funkcji wicepremiera do spraw społecznych czy humanitarnych (!). Chodzi bowiem naszym partnerom z ukraińskiej opozycji o fundamentalną zmianę ustroju. W obecnym systemie prezydenckim premier z opozycji niedysponujący przecież większością w Wierchownej Radzie może być przecież odwołany przez parlament. Oznaczałoby więc to, że Jaceniuk straci polityczną cnotę, a rubla (hrywnę) zarobi tylko przejściowo. Gorzej, że ludzie Majdanu uznają go i za zdrajcę i za głupka. Na to nie może sobie pozwolić, choć w ukraińskiej polityce trudno wskazać przykłady polityków, których nawet spora kompromitacja definitywnie zakończyłaby karierę. Pytanie jednak czy Janukowycz zgodzi się na zamienienie republiki prezydenckiej w państwo demokracji parlamentarnej? Jeśli skalkuluje, że łatwiej mu będzie nie pójść do więzienia za to, co zrobił i ocalić olbrzymi osobisty i rodzinny majątek – niewykluczone, że pójdzie nawet na konieczną zmianę konstytucji. Ale nawet wtedy obóz władzy może starać się grać na czas, tak jak grał z Majdanem, licząc, że mrozy wykruszą jego uczestników i sprowadzą protest do kabaretowych form. Mało już kto zresztą pamięta, że po zwycięstwie Juszczenki po unieważnieniu drugiej tury wyborów prezydenckich w grudniu 2004 tamtejszy Majdan funkcjonował jeszcze z rozpędu i braku zaufania do starych i nowych władz przez parę tygodni.

Oligarchowie przeciw… Rosji

Trzeba bywać na Ukrainie, aby zrozumieć co tam się dzieje. Politycy i dziennikarze pytający ekspertów od Wschodu, którzy na ten Wschód nie przyjeżdżają, operują stereotypami i mitami. Takich mitów, i to od osób znanych opinii publicznej, słyszymy codziennie wiele.
Warto zwrócić uwagę na to, co dzieje się poza Majdanem, a co może decydować o najbliższej przyszłości Ukrainy. Na przykład oligarchowie nie są, wbrew obiegowym opiniom, zainteresowani dominacją Rosji nad jej zachodnim sąsiadem. Mają swoje interesy i wiedzą, że Putin przykręcił śrubę swoim bogaczom – gdyby miał polityczny wpływ na Ukrainę, zapewnie zrobiłby to samo. Stąd  – o czym się nie mówi – oligarchowie finansują też ukraińską opozycję. Ba, finansowo jeden z nich wspiera tzw. automajdan. Bywa, że owe rekiny ukraińskiego biznesu jednocześnie finansują partie rządzące i opozycyjne (lub pojedynczych polityków). Stąd też sobotnia deklaracja Rinata Achmetowa – przez lata sponsora „Partii Regionów”, który wezwał Janukowycza do „pokojowych rozwiązań” i niestosowania przemocy była sygnałem, że w ukraińskiej polityce coś szybko może się zmienić. Rzeczywiście zmieniło się błyskawicznie: doszło do dymisji Azarowa i przełomu w rozmowach z opozycją. Jeszcze będąc w Kijowie, pod koniec zeszłego tygodnia, słyszałem, że ukraiński prezydent zemści się na najbogatszym Ukraińcu, wyrzucając ludzi Achmetowa z rządu. Tymczasem do dymisji podała się cała Rada Ministrów… . Rinat Achmetow pochodzący z tego samego Doniecka, co Wiktor Janukowycz, od słów przeszedł do czynów i w ostatni wtorek jego „frakcja” w „Partii Regionów” wyłamała się i zagłosowała inaczej niż reszta ugrupowania. Może to oznaczać próbę „przestawienia wajchy” i szukanie porozumienia z tymi, którzy mogą zastąpić jednowładztwo „Partii Regionów”: „UDAR-em” i „Batkiwszczyną”.

Jedno jest pewne: w interesie Rosji jest pacyfikacja ukraińskich dążeń wolnościowych i demokratycznych. Gdy piszę te słowa, Rada Federacji Rosyjskiej domaga się „przywrócenia stabilizacji” na Ukrainie, oczywiście przez ową stabilizację rozumiejąc zagwarantowanie politycznych i gospodarczych wpływów Moskwy w tym państwie. To najlepszy scenariusz dla Kremla. Gorszy, ale też akceptowalny, to ukraińska wojna domowa i grożenie podziałem kraju. Jednak scenariuszem najlepszym dla samej Ukrainy, a także jej największego unijnego sąsiada – Polski oraz całej Europy jest porozumienie polityczne w Kijowie, które zakończyć się powinno przejęciem władzy przez opozycję i wcześniejszymi wyborami (co najmniej) parlamentarnymi. Na rzecz takiego scenariusza należy działać. Nawet jeśli polska opozycja jest w tej sprawie osamotniona i w praktyce zastępuje rząd.

Ryszard Czarnecki

*Artykuł ukazał się w "Gazecie Polskiej Codziennie" (31.01.2014)

[fot. PAP/EPA]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook