Jedynie prawda jest ciekawa


Czarnecki: tu się zgina dziób pingwina

07.06.2012

Propozycje większej politycznej unii składane przez kanclerz Niemiec nie spotkają się z pozytywną reakcją w Europie – prognozuje europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Jak mówi, ma nadzieję, że w przyszłym roku Angela Merkel będzie mogła je umieszczać tylko w pamiętnikach.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel opowiedziała się za stworzeniem w Europie unii politycznej poprzez przekazywanie "krok po kroku" więcej kompetencji strukturom UE. W wywiadzie dla telewizji ARD stwierdziła:

- Potrzebujemy więcej Europy. Nie tylko unii walutowej, ale też tak zwanej unii fiskalnej i więcej wspólnej polityki budżetowej. I przede wszystkim potrzebujemy unii politycznej. To oznacza, że krok po kroku musimy oddawać Europie kompetencje i przyznać jej zdolności kontrolne.

Jej zdaniem na szczycie UE, planowanym na 28 i 29 czerwca, może zostać przyjęty "plan pracy" dotyczący budowania unii politycznej.

O komentarz do tych planów poprosiliśmy euro deputowanego Prawa i Sprawiedliwości Ryszarda Czarneckiego:

- To nie nowina, bo pani kanclerz wcześniej już miała tego typu wypowiedzi. To bardzo jasne postawienie sprawy. Choć przecież szereg osób, w tym ja, przed takim właśnie scenariuszem od paru lat przestrzegało. Ale tę wypowiedź Angeli Merkel trzeba czytać ze zrozumieniem. Jeżeli kanclerz Niemiec mówi, że trzeba więcej władzy oddać Unii Europejskiej, to w praktyce oznacza to więcej władzy – chodzi o realną politykę – dla Berlina, a nie dla Brukseli.

Dziś, gdy chodzi nie o teorię, tylko o rzeczywistość polityczną, oznacza to większą decyzyjną moc polityczną dla Republiki Federalnej Niemiec. To jest absolutnie oczywiste i tym bardziej niebezpieczne. Reasumując – zagraża nam wbrew pozorom nie biurokracja Brukseli, która chciałaby decydować o tym, co się dzieje w poszczególnych krajach i skracać smycz dla tychże państw członkowskich, ale grozi nam w gruncie rzeczy wzrost roli jednego, za to największego państwa narodowego w UE czyli Niemiec. To pogłębieni Unii oznacza więc pogłębienie wpływów Berlina.

Mam nadzieję, że w przyszłym roku, po wyborach do Bundestagu, pani kanclerz będzie mogła swoje pomysły umieszczać w pamiętnikach, a nie nadawać im realny wymiar polityczny, bo mam nadzieję, że te wybory przegra, co będzie dobre myślę i dla samych Niemiec – które są już oskarżane coraz bardziej o chęć dominowania w Europie i dla mojego kraju, dla Polski i dla całego kontynentu.

Zapytany, z jaką odpowiedzią innych państw mogą się spotkać takie deklaracje, Czarnecki odpowiada:

- Na pewno Londyn będzie bardzo sceptyczny. Nawet Ed Miliband, lider Labour Party bardzo mocno pokazuje niechęć swoją i swojej formacji do eurofederalizmu, chcąc w ten sposób przyciągnąć część brytyjskich wyborców do swojej partii. W tej licytacji na eurosceptycyzm między Torysami, Partią Pracy a UK Independence Party nie ma co liczyć, żeby Wielka Brytania weszła w to, co proponuje frau Merkel.

Myślę, że również francuski prezydent Hollande nie zrobi nic, żeby te plany stały się wspólne dla Niemiec i Francji. Wbrew temu, co mówi szereg ekspertów, uważam że Merkollande jest absolutnie niemożliwy, przynajmniej do czasu wyborów przyszłorocznych w Niemczech. Hollande nie zrobi nic, co by zaszkodziło SPD, czyli oponentom politycznym Merkel i pomogło CDU/CSU. W związku z tym te dwa największe poza Niemcami kraje unijne – Francja i Wielka Brytania – w to nie wejdą.

Madryt i Rzym są zbyt zajęte własnym narastającym bardzo szybko kryzysem gospodarczym, żeby w tej kwestii grały rolę aktywną. Nie będą więc ani prymusami ani specjalnymi oponentami.

Natomiast doświadczenie uczy, że cokolwiek powie kanclerz Merkel, to Donald Tusk powtórzy. Gdyby nagle 1 kwietnia pani kanclerz powiedziała, że po wtorku jest czwartek, 2 kwietnia polski premier ogłosiłby to samo. Polska jako taki swoisty „yesman”, mówiąca zawsze „yes” – czy raczej „ja” – na propozycje Berlina, zachowa się podobnie i tym razem. Na pewno szereg państw średnich, czy mniejszych nie będzie tym zachwyconych. W sytuacji kryzysu gospodarczego bardzo wyraźnie wzrasta w wielu państwach europejskich swoisty nacjonalizm ekonomiczny – w dobrym tego słowa znaczeniu. Myślę, że te kraje na pewno nie będą chciały dzielić się władzą z Brukselą. Nawet jeżeli nie będą głośno mówić, że chodzi o dzielenie się z Berlinem. Z prostego powodu – nie chcą, żeby o kwestiach dotyczących np. walki z bezrobociem w ich państwach, wsparcia dla padających fabryk czy całych sektorów gospodarki decydowała Bruksela. Jest więc oczywiste, że wiele państw – nie wiem, na ile manifestacyjnie i spektakularnie – powie pani Merkel; tu się zgina dziób pingwina.

 

not. ruk

[Fot. PAP / EPA]

Warto poczytać

  1. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  2. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  3. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  4. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

  5. amnesty-international-5072018-r 05.07.2018

    Nie mogli się zaangażować w sprawę Alfiego Evansa, ale nie mieli obiekcji przed protestami pod SN. Jaki jest prawdziwy cel Amnesty International?

    Emocje związane z ustawą o Sądzie Najwyższym oraz odwołaniem sędzi Małgorzaty Gersdorf ze stanowiska Pierwszej Prezes SN przyciągnęły uwagę wielu ludzi

  6. 1270hejtlis 04.07.2018

    Tomasz Lis wyzywa premiera Morawieckiego. Pinokiusz przechodzi samego siebie

    Tomasz Lis, to bez wątpienia przykład „dziennikarza zaangażowanego”. Nic dziwnego – za swoje zaangażowanie dostaje sute wynagrodzenie od niemiecko-szwajcarskiego wydawcy „Newsweeka”, który skoro płaci, to wymaga.

  7. 1270gasiukpawlowicz222 03.07.2018

    Nie ma Petru, a gafa goni gafę. Nowoczesna nie potrafi poprawnie wpisać nazwy kraju

    Nieznajomość ortografii, zwykła niechlujność czy może brak elementarnego szacunku dla ojczyzny? Nowoczesna znowu poraża błędami.

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook