Jedynie prawda jest ciekawa

Czarnecki: Rosja - wspólny mianownik obu tragedii

23.07.2014

Trzeba mówić, pokazywać, przypominać, że tragedia tupolewa i boeinga mają wspólny mianownik. To szansa na pozyskanie europejskich sojuszników dla wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej - uważa Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS, wiceprzewodniczący PE.

Stefczyk.info: Dlaczego Europa wciąż zwleka z nałożeniem sankcji na Rosję? Wydawałoby się, że zestrzelenie malezyjskiego samolotu będzie przełomem, wydarzeniem, które ostatecznie przedefiniuje sposób postrzegania Władimira Putina, a tymczasem mamy znowu wahania, warunki, dawanie szansy...

Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS, wiceprzewodniczący PE: Właśnie wróciłem ze spotkania ministrów spraw zagranicznych wszystkich krajów członkowski UE wraz z Catherine Ashton, pierwszą wiceprzewodniczącą KE i szefowa unijnej dyplomacji oraz czeskim komisarzem Stefanem Fuelem, odpowiedzialnym za rozszerzenie Unii. Uczestniczyli w nim też przedstawiciele partnerstwa wschodniego – Ukrainy, Białorusi Mołdowy, Gruzji Azerbejdżanu i Armenii. Muszę przyznać, że wypowiedzi szefów resortów spraw zagranicznych były dużo ostrzejsze niż zwykle. Bardzo ostre wystąpienie miał – co zrozumiałe - Pawlo Klimkin z Ukrainy. Zwróciło też uwagę ostre wystąpienie przedstawicielki Mołdowy. Nawet minister spraw zagranicznych Gruzji, reprezentująca ekipę teoretycznie prorosyjską, która obaliła prezydenta Saakaszwilego, jednoznacznie podkreślała konieczność sankcji. Czyli jest jednak pewne przesunięcie akcentów. Ministrowie spraw zagranicznych zaskoczyli chyba wielu obserwatorów, zwracając się  do KE, aby przygotowała projekt sankcji. Oczywiście można powiedzieć, że trochę umyto ręce, ale jednak decyzję o sankcjach podejmują głowy państw Unii, w związku z czym dostrzegam pozytywną zmianę.

Wczoraj w Polsce mówiło się raczej o rozczarowaniu …

Piłeczkę odbito do Komisji Europejskiej, ale jednak ten miecz sankcji Rosji grozi. Ja w swoim wystąpieniu mówiłem o tym, że nie jest prawdą, że Rosjanie teraz przekroczyli umowną cienką linię. Bo przekroczyli ją już dawno. Mówiłem, że już nie czas na deklaracje, ale na czyny, na działania. Zmiana nastawienia do Rosji jest wyraźna. I nie wynika to z tego, że nagle  politycy europejscy stali się mniej konformistyczni. Oni nadal są konformistyczni. Ale  są też zakładnikami opinii publicznej w swoich krajach. A opinia publiczna zareagowała bardzo gwałtownie. Większość pasażerów malezyjskiego samolotu to byli obywatele Unii, gównie Holandii, ale nie tylko. Więc reakcje na to co się stało były bardzo ostre. 

Wczoraj uczestniczyłem też w posiedzeniu Komisji Spraw Zagranicznych PE, gdzie wypowiedzi deputowanych holenderskich, ale też polskich, niemieckich i belgijskich były wypowiedziami, które w dawnych czasach można by określić jako rusofobiczne. Oczywiście one nie były rusofobiczne ale nazywały rzeczy po imieniu. Gra interesów jest widoczna. Ale jest też nadzieja, że reakcja opinii publicznej będzie wymuszała na olitykach zaostrzenie tonu w sensie nie tylko werbalnym ale i decyzyjnym.

Czy głównymi hamulcowymi w sprawie sankcji są Francja i Niemcy? Francja ze względu na Mistrale, Niemcy z racji wieloletnich związków gospodarczych?

To, co jest motorem UE, a więc oś Berlin - Paryż, jest zarazem głównym hamulcowym jeżeli chodzi nałożenie sankcji na Rosję. Przedstawiciel Kijowa powiedział nawet – dość okrutnie - ale przedstawiciele Ukrainy mają prawo do takich stwierdzeń, że dopiero gdyby zestrzelono samolot Lufthansy,  kanclerz Merkel zareagowałaby inaczej. I pewnie ma rację. Natomiast jest faktem, że interesy ekonomiczne Francji i Niemiec powodują, że oba te państwa, choć werbalnie krytykują Moskwę, to jednak na razie nic z tej krytyki nie wynika w sensie ekonomicznym. Ale Putin swoją bezczelnością wyraźnie przegina. Bo nawet jeśli Merkel i Hollande będą nadal chcieli prowadzić politykę pewnego uspokojenia, niczym Chamberlain wobec Hitlera, to mogą  po prostu nie móc dłużej tego robić ze względu na swoich wyborców. Pani kanclerz ma przecież na głowie wybory landowe. A więc nie może być odbierana jako kukiełka w rękach Putina. Musi zaostrzyć nie tylko ton wypowiedzi ale przejść do konkretów. Wierzę, że sojusznikiem w ukaraniu Putina są teraz i zachodnioeuropejskie media i opinia społeczna. I to w większym stopniu niż europejscy politycy. 

Wierzy pan, że może dojść do jakiejś formy militarnego wsparcia Ukrainy przez struktury państw zachodnich? NATO? ONZ?

Jeżeli Rosja nie zaatakuje Ukrainy siłami lądowymi to raczej nie.  Choć de facto atakuje ją cały czas ostrzeliwując ukraińską armię...

Dzisiaj zestrzelono dwa kolejne samoloty transportowe...

Właśnie. To oznacza, że Rosja jest agresorem. Ale jeśli nie przekroczy granic Ukrainy siłami lądowymi, to nie sądzę, aby była zgoda NATO, by się tam pojawić. Aczkolwiek takie postulaty ze strony holenderskich polityków ostatnio się pojawiły – w kontekście dramatu z ciałami pasażerów malezyjskiego samolotu. To, o co można walczyć, to o realne zwiększenie sił w krajach członkowskich NATO graniczących z Ukrainą. W tym w  Polsce. 
W tym kontekście cieszę się, że przewodniczącą podkomisji SeDe (Security and Defence) jest Polka , była minister spraw zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego Anna Fotyga. Bo wiem, że będzie się starała poprzez parlament Europejski wpływać na  zwiększenie obecności NATO na wschodniej flance Paktu.

Jak mocno w tych rozmowach o Ukrainie i Rosji brzmi dziś głos ministra Sikorskiego? Równie mocno jak w polskich mediach?

Ministra spraw zagranicznych ocenia się nie po wypowiedziach dla polskich mediów, tylko po tym co potrafi załatwić na arenie międzynarodowej. Trzymam kciuki, żeby minister Sikorski załatwił jak najwięcej. Natomiast na razie mam wrażenie, że rząd Donalda Tuska mamił polską opinię publiczną tym, że ma takie wpływy w Europie. W kontekście Rosji, Ukrainy i polityki wschodniej na razie pokazał, że ma raczej krótkie rączki. 

Czy pana zdaniem po tragedii malezyjskiego samolotu warto wrócić do pomysłu powołania międzynarodowej komisji ws. katastrofy smoleńskiej? Czy to dobry moment?

To świetny moment. To jest dramat, że dopiero kolejna tragedia dała asumpt do rozmowy na ten temat. A przypomnę, że już we wrześniu 2010 roku, a więc 5 miesięcy o katastrofie, KE odpowiadając na moją interpelację, czy jest możliwość umiędzynarodowienia śledztwa smoleńskiego, powiedziała, że tak, że zaangażuje się w to, o ile zwróci się do niej rząd Donalda Tuska. Rząd się o to nie zwrócił. Po kilku miesiącach przewodniczący Barosso sam stwierdził, że UE  jest gotowa zaangażować się w śledztwo międzynarodowe, że gotowa jest  dać ekspertów, otworzyć parasol ale oczywiście pierwszy ruch należy do rządu Donalda Tuska.  Ani we wrześniu, ani w grudniu 2010 rząd Donalda Tuska z powodów niezrozumiałych takiego ruchu nie wykonał.

Niezrozumiałych, bo przecież łatwo byłoby rządowi schować się za taką komisją międzynarodową. Powiedzieć: proszę bardzo, myśmy swoje zrobili, oddajemy sprawę międzynarodowemu gremium. W wymiarze propagandowym mogło to spowodować nawet zelżenie nacisku na rząd Tuska. Ale z powodów pozornie irracjonalnych rząd się na to nie zdecydował. Mówię, pozornie irracjonalnych, bo być może obawiał się, że w ramach takiego śledztwa dowiemy się rzeczy, które dla tego rządu byłby znacznie gorsze niż nasza dzisiejsza wiedza, że sprawę pokpił i oddał śledztwo Rosjanom. Zupełnie inaczej niż to zrobił rząd Malezji i Holandii.

Co więc można dziś zrobić?

Trzeba mówić, pokazywać , przypominać,że tak naprawdę jest wspólny mianownik między tymi dwiema tragediami. One się różnią oczywiście. Ale wspólnym mianownikiem jest Federacja Rosyjska i to ten temat trzeba bardzo mocno nagłaśniać. Bo jest to szansa na pozyskanie sojuszników dla wyjaśnienie tragedii smoleńskiej. Sojuszników, którzy do tej pory na pewno naszymi sojusznikami nie byli. Mówię tu o szeregach elit zachodnich państw i politykach zachodnich państw.

Rozmawiała Anna Sarzyńska

[fot.ansa]


CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook