Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Czarnecki: nekrolog dla Imperium?

02.04.2014

Po zwycięstwie Majdanu i po zaborze Krymu sytuacja geopolityczna, wbrew pozorom, nie zmieniła się. Bo przecież Federacja Rosyjska – wzorem carskiej Rosji i Związku Sowieckiego (czyli spełniając definicję Jana Kucharzewskiego o „białym” i „czerwonym” caracie) − jak była zagrożeniem dla naszego kraju, tak jest nim dalej.

Jeżeli ktoś się nagle obudził albo zrzucił ideologiczne bielmo z oczu i dostrzegł, że rosyjski niedźwiedź dalej ma ciężką łapę − to już jego problem, ale przecież w gruncie rzeczy niewiele się zmieniło: imperialne cele Rosji pozostają niezmienne. Zmieniają się tylko warunki zewnętrzne mniej lub bardziej korzystne do ich realizacji.

Zwycięstwo ukraińskiej rewolucji to wyrwanie naszego wschodniego sąsiada z rosyjskiej strefy wpływów politycznych, ale też w niemałej mierze ekonomicznych. Czy to przejście Kijowa na jasną (zachodnią) stronę mocy jest nieodwracalne? Nie wiem, życie pokaże. Jeżeli Ukraina wykaże w tej kwestii tyle determinacji co na Majdanie, to klamka zapadła i w Moskwie mogą już pisać nekrolog o śp. Imperium, które już nigdy, bez 45 milionowej Ukrainy nie odrodzi się w kształcie pożądanym przez Kreml. Jeśli natomiast Ukraina wykaże „determinację” jaką objawili żołnierze ukraińskiej armii na Krymie, z których połowa przeszła na rosyjską stronę – to oczywiście sprawa powrotu Kijowa do strefy wpływów Moskwy jest absolutnie otwarta.

Na razie najbliższe dwa miesiące będą upływać pod znakiem kremlowskich prób zdestabilizowania sytuacji na Ukrainie, przykręcania kurka z obiecanymi pieniędzmi (czy z gazem) oraz pokazywania na wszelkie sposoby, że Kijów prozachodni równa się problemy ekonomiczne i niepokoje wewnętrzne. Areną tego będzie cała Ukraina w wymiarze gospodarczym oraz Ukraina południowa i wschodnia w wymiarze stricte politycznym. Osobiście nie sądzę, aby Rosja dokonała dalszej – po Krymie − militarnej agresji na terytorium Ukrainy, ponieważ w wyborach 25 maja 2014 może to skonsolidować Ukraińców wobec kandydata prozachodniego, a nie tego, z którym może dogadać się Moskwa.

Jeśli w wyborach tych wygra człowiek, dzięki któremu Moskwa może odzyskać nadzieję na dogadanie się, to paradoksalnie agresji nie będzie (przy czym może chodzić o człowieka z, uwaga, obecnego obozu władzy, ze środowisk, które poparły Majdan – casus Tymoszenko i jej specjalnych relacji z Putinem może tu być znamienny). Skądinąd uważna analiza polityki rosyjskiej ostatniej tylko dekady wskazuje, że agresja rosyjska na Krym nie może być żadnym zaskoczeniem. Nie mówię tu bynajmniej o źródłach wywiadowczych, lecz o tym co prominentni przedstawiciele Moskwy publicznie głosili i co nie powinno być dzisiaj żadnym objawieniem.

Już w czasie spotkania liderów państw NATO z ówczesnym premierem Federacji Rosyjskiej − Putinem w Bukareszcie w 2008 roku obecny prezydent FR w swoim dwudziestominutowym wystąpieniu precyzyjnie pokazał Ukrainę przez rosyjski pryzmat: kraju niestabilnego, wręcz „sezonowego”, targanego konfliktami etnicznymi, całkowicie gospodarczo uzależnionego od Rosji. Świadkiem prawdziwości tego, co piszę może być ówczesny i obecny szef MSZ, Radosław Sikorski, który reprezentował wówczas państwo polskie.

Był tam również ówczesny minister Obrony Narodowej, obecny senator PO Bogdan Klich. Jeśli nie zachorowali na amnezję – a nie podejrzewam ich o to – mogą bez trudu przypomnieć sobie, że już wtedy Zachód wiedział jaki jest stosunek Moskwy do Kijowa przed sześcioma laty. Wtedy prezydentem Ukrainy był antyrosyjski Wiktor Juszczenko. Być może egzekucja Krymu (na początek?) została odwleczona przez Kreml, bo sceptycznego wobec Moskwy Wiktora J. zastąpił prorosyjski Wiktor J. czyli Janukowycz. Nie wiem o jakim planie rosyjskiej agresji na Ukrainę mówił w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” były szef MSZ Adam Rotfeld, ale gdy podkreślał, że ów plan liczył on sześć lat – to nie sposób nie zauważyć, że pokrywa się to czasowo z owym wystąpieniem Putina w stolicy Rumunii A.D. 2008.

Amerykańskie służby były zaskoczone zajęciem Krymu przez Rosjan. Ale nie trzeba być analitykiem w CIA, aby przewidzieć w co w najbliższych siedmiu tygodniach, które pozostały do wyborów prezydenckich na Ukrainie będzie grać Moskwa. Scenariusz jest dość oczywisty: rosyjskie prowokacje czyli akcje rzekomo w obronie Rosjan lub rosyjskojęzycznych obywateli na Krymie, inspirowanie radykalnych działań ukraińskiej skrajnej prawicy, które kompromitują Kijów w oczach europejskich i amerykańskich mediów czy pokazywanie przez „zaprzyjaźnione media” różnic i walk w zwycięskim obozie ukraińskiej rewolucji (to ostatnie akurat nie będzie bardzo trudne…)..

Tak naprawdę toczy się wyścig z czasem. Zwalczająca gaz łupkowy – przedstawiająca jego wydobycie jako katastrofę dla środowiska naturalnego − Rosja ma olbrzymie jego złoża w Tatarstanie. Zapewne więc zastosuje taktykę „podwójnych standardów”. W Polsce, Francji, czy szerzej na Zachodzie eksploatacja gazu łupkowego jest antyekologiczna, ale na terenie FR będzie już natomiast jak najbardziej OK. A wyścig z czasem, bo Amerykanie – po tym co stało się z Krymem − zmienią jednak zapewne decyzję o zakazie eksportu swoich kopalin łupkowych i jeśli rozwiążą problemy techniczne (transport przez ocean), to przyczynią się mogą do uniezależnienia się energetycznego Europy od monopolu ze Wschodu. Rosja gra grubą grę. Gra tym ostrzej, że wie, iż jest w identycznej sytuacji jak Związek Sowiecki w latach 1980: z każdym rokiem słabnie ekonomicznie, a przez to w rozgrywce z Zachodem ma coraz słabsze karty. I obie strony o tym wiedzą.

fot. [PAP/epa]

 


CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook