Jedynie prawda jest ciekawa


Czarnecki: cztery razy wybory

04.06.2013

Przed nami prawdziwy polityczny maraton, a mówiąc ściślej, „polityczny czwórskok”.

W ciągu zaledwie półtora roku Polacy aż cztery razy pójdą do wyborczych urn. W ostatnią niedzielę maja 2014 roku odbędą się wybory do europarlamentu, podobnie jak w 27 innych krajach członkowskich Unii Europejskiej (w 27-miu poza Polską, bo wkrótce w UE będzie już Chorwacja). Mówiąc ściślej będą one trwały od czwartku (Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej) przez sobotę (Republika Czeska), po niedzielę 25 maja przyszłego roku (zdecydowana większość państw członkowskich Unii). Następnie, po paru kolejnych miesiącach 2014 roku odbędą się wybory samorządowe. W 2015 z kolei czekają nas najpierw wybory prezydenckie na przełomie wiosny i lata, a na przełomie października i listopada wybory do Sejmu i Senatu RP. To swoisty rekord III – i IV – RP. Nawet w momencie tzw. transformacji, agonii Starego i powstawania Nowego na przełomie lat 80-tych i 90-tych, w okresie siłą rzeczy przyśpieszonych wyborów, obywatele Rzeczpospolitej na czterokrotne uczestnictwo w akcie wyborczym potrzebowali 2 lat i kwartału (czerwiec 1989 – październik 1991, w obu przypadkach wybory parlamentarne). Będzie to więc rozciągnięty na 16-18 miesięcy proces wyborczy, który rzeczywiście może zmienić Polskę. Nie musi być więc jednych przełomowych wyborów, które odmienią oblicze kraju, ale raczej kilka, które mogą znacząco przewartościować obecną scenę polityczną.  
 
Efekt długiego postu
Szereg ekspertów, także dziennikarzy i polityków, zwraca uwagę na prawdopodobieństwo niskiej frekwencji wyborczej. Dla mnie nie jest to oczywiste. A przynajmniej nie musi dotyczyć każdych z tych czterech wyborów w tym samym stopniu. W czerwcu 2009 roku w wyborach do Parlamentu Europejskiego Polska miała jedną z najwyższych absencji w całej UE. Mniej chętnie do urn poszli tylko Słowacy i Litwini. Teraz wcale nie musi się to powtórzyć z dość oczywistego względu: wybory europejskie będą pierwszymi po długim wyborczym poście trwającym niemal 2 lata i 3 kwartały (wczesna jesień 2011 – późna wiosna 2014). To może zmniejszyć lub wyraźnie zmniejszyć absencję. Jest prawdopodobne, że wbrew wielu analitykom, będziemy mieć większą frekwencję niż w ostatnich wyborach do Parlamentu
Europejskiego (wówczas 24,5%). Jaki będzie wynik wyborów do Parlamentu w Brukseli i Strasburgu?  W 2009 roku bezapelacyjny triumf odniosła PO, uzyskując najlepszy swój wynik w historii (44%), co dało jej aż 25 mandatów. Nikt w PO nie wierzy w powtórzenie tego wyniku – to surrealizm. Kilkanaście mandatów to szczyt marzeń ugrupowania, które wtedy będzie rządzić niemal przez 7 lat. Prawo i Sprawiedliwość osiągnęło przed 4 laty 27% poparcie i 15 mandatów. Był to, jak się później okazało, najgorszy wynik partii Jarosława Kaczyńskiego w wyborach między 2005 a 2011 rokiem. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że Platformie, a także innym euroentuzjastycznym ugrupowaniom wybory europejskie „leżą”, bo zdeklarowani zwolennicy UE i jeszcze ściślejszej z nią integracji na te wybory po prostu ochoczo maszerują. Natomiast dla Prawa i Sprawiedliwości wybory do Parlamentu Europejskiego są najgorsze – gdy chodzi o wyniki – ze wszystkich. Potwierdzeniem tej tezy są pierwsze wybory europejskie w Polsce w roku 2004, gdy PiS z 12,6% i 7 mandatami ustąpił nie tylko PO (24% i 15 mandatami), ale też wyraźnie przegrał z LPR (prawie 16% i 10 mandatów), a tylko minimalnie wyprzedził Samoobronę (blisko 11% i 6 mandatami). Przestrzegałbym więc tych wszystkich, którzy uważają, że dla Prawa i Sprawiedliwości wybory do europarlamentu za niemal równo rok będą spacerkiem i kaszką z mleczkiem. Dla prawicowej opozycji wybory te byłyby znacznie łatwiejsze, gdyby wybierano przedstawicieli do Warszawy czy do samorządów lokalnego, a nie do Brukseli. Stąd też studziłbym raczej rozpalone głowy zwolenników mojego ugrupowania oczekujących od nas zadania partii Donalda Tuska ciężkiego nokautu. Te wybory mamy szansę wygrać, choć nie będzie to wcale łatwe. Nieco łatwiej, być może, będzie rok później….
 
Najmniej partyjne wybory
Wybory samorządowe są specyficzne. W gruncie rzeczy tylko na poziomie Sejmików Wojewódzkich możemy mówić o preferencjach partyjnych, wiktoriach czy porażkach poszczególnych ugrupowań. Im bardziej w dół, tym bardziej wyniki wyborów nijak się mają do centralnej sceny politycznej. Przykład z brzegu: w nowych wyborach do Rady Miasta Żagania (województwo lubuskie) w niedzielę 19 maja SD uzyskało lepszy wynik niż Platforma Żagańska oraz Prawo i Samorządność, a więc lokalne emanacje dwóch głównych partii w kraju. Czy to sygnał nagłego wzrostu znaczenia SD? Nie. To po prostu lokalna specyfika. Można się też spodziewać, że w wielu dużych miastach swoją pozycję obronią bezpartyjni prezydenci a nie kandydaci największych ugrupowań. I obojętnie, czy będzie to popierany przez PiS prezydent Kielc Wojciech Lubawski czy niegdyś związani z PO, a później przez nią zwalczani w większym lub mniejszym stopniu, prezydenci Wrocławia i Poznania: Rafał Dutkiewicz i Ryszard Grobelny. Ich zwycięstwa (lub porażki) nie będą raczej barometrem politycznych sympatii czy antypatii mieszkańców tych aglomeracji, a bardziej testem na osobistą popularność. Tym nie mniej najmocniej upartyjnione wybory do sejmików zapewne zmienią samorządową polityczną mapę Polski. Można spodziewać się po wyborach np. samodzielnych rządów Prawa i Sprawiedliwości na Podkarpaciu, a co najmniej współrządzenia, tytułem przykładu choćby w Małopolsce, Świętokrzyskim, Lubelskim czy na Mazowszu i Podlasiu. W sytuacji, gdy PiS nie ma władzy w żadnym z 16-stu sejmików może to być duża odmiana i wartość dodana dla Polski samorządowej.
 
Wariant czesko-słowacki
Wybory prezydenckie A.D. 2015 wcale nie muszą być, jak do niedawna przewidywało wielu politologów, „one-man show” obecnego prezydenta. Nie sądzę, aby ktokolwiek poważny chciałby założyć się o jego zwycięstwo już w pierwszej turze. A że to zwycięstwo wcale nie jest oczywiste, świadczy wypowiedź jego zwolennika w wywiadzie dla „Rzeczypospolitej” (18-19.05.2013), byłego wicepremiera Romana Giertycha, który prorokował prezydentowi z PO spore problemy. W dziesiątkach spraw jestem na biegunowo odmiennych pozycjach niż mecenas Giertych, ale w jednym się z nim muszę zgodzić: dalsze trwanie niepopularnego rządu Donalda Tuska może w znaczący sposób utrudnić reelekcję Bronisława Komorowskiego, a nawet spowodować – co oby – jego porażkę. Zwracam uwagę, że owa prognoza nie jest autorstwa polityka Prawa i Sprawiedliwości, lecz człowieka, który z lokatorem Pałacu Namiestnikowskiego maszerował w jednym szeregu 11 listopada 2012 roku.
Wreszcie, last but not least, wybory parlamentarne za niespełna półtora roku. W wypowiedzi profesora Janusza Czapińskiego, ale także cytowanego już Giertycha oraz szeregu innych komentatorów – których posądzić można o wszystko, ale nie o sympatię
do Jarosława Kaczyńskiego – świadczą że w szeroko rozumianym obozie władzy i jej sympatyków już się wie, że PO nie tylko ma z kim przegrać, ale też, że coraz mniej realny jest wymarzony przez Tuska „wariant czeski” czy „wariant słowacki”. Przypomnę, że w ostatnich wyborach w Republice Czeskiej wygrali socjaliści, ale rządu nie stworzyła zwycięska partia, a ugrupowanie z drugim, trzecim i czwartym wynikiem wyborów. Skądinąd identyczna sytuacja zdarzyła się aż trzykrotnie w ostatnich pięciu wyborach parlamentarnych u naszego innego południowego sąsiada: na Słowacji. Dwukrotnie Vladimír Mečiar i raz Robert Fico wygrali wybory, ale nie byli w stanie utworzyć rządu (przy czym w dwóch wypadkach chodziło o utrzymanie władzy). Przy spadających sondażach Platformy premier Tusk od dość dawna śnił o perpetuum mobile w postaci koalicji cordon sanitaire czyli PO-SLD i PSL. Inna sprawa czy wszystkim politykom PO byłoby do twarzy tworzenie rządu z formacją, która blokowała w Sejmie RP uchwałę w sprawie uczczenia pamięci Grzegorza Przemyka….
 
Budapeszt nad Wisłą
 Dziś widać już wyraźnie – a jest przecież dwa lata i kwartał do wyborów – że partia Jarosława Kaczyńskiego może jako pierwsza w Polsce po 1989 wygrać wybory na tyle mocno, aby samodzielnie tworzyć Radę Ministrów. Czy będzie to aż większość konstytucyjna, tak jak osiągnął to Victor Orban, a przewiduje to w polskim kontekście Janusz Czapiński i obawia się tego Roman Giertych – to już inna sprawa. Na pewno nie jest to political fiction i ryzykowne byłoby taki scenariusz z góry odrzucić.
Przed Polakami stoi szansa na zmianę złej władzy. Zapewne robić będziemy to etapami. 25 maja 2014 roku Polacy mogą pokazać rządowi PO-PSL żółtą kartkę, choć od tych wyborów władza się nie zmieni. Ale jak to na boisku politycznym często bywa arbiter – czyli społeczeństwo – po jednej żółtej sięga do kieszeni po drugą żółtą (wyborczą). Oznacza to kartkę czerwoną i pożegnanie z władzą. Donald Tusk, kibic piłkarski, na pewno zrozumie tę metaforę.

Ryszard Czarnecki

fot. M. Czutko

 *Artykuł ukazał się dziś również w "Rzeczpospolitej" w dziale Opinie: "Polityczne żółte kartki"

Warto poczytać

  1. dawid-winiarski-22072018 22.07.2018

    Cudowne uzdrowienie czy symulacja? Co tak naprawdę się stało nowemu męczennikowi opozycji

    Ostatnie posiedzenie Sejmu wzbudziło spore zainteresowanie opinii publicznej

  2. sleeping-giants-18072018 18.07.2018

    Zastraszali firmy bo chcieli zniszczyć prawicowe media. Działalność lewicowej grupy została zdemaskowana

    Prawicowy portal Daily Caller ujawnił tożsamość założyciela organizacji Sleeping Giants, zajmującej się zastraszaniem firm zamieszczających reklamy w prawicowych mediach. Okazało się, że jej założyciel, Matt Rivitz, sam jest pracownikiem przemysłu reklamowego

  3. 1270SZTUCZNEMIESKO 18.07.2018

    Zgroza. Już za kilka lat w restauracjach będziemy jeść sztuczne mięso

    Świat stanął na głowie. Choć tę tendencję obserwujemy na wielu płaszczyznach, to jednak ostatnie dokonania holenderskich naukowców napawają nas przerażeniem. Tamtejsza spółka zaprezentowała pierwszego hamburgera, do którego mięso wyprodukowano w laboratorium

  4. 1270lenin12 17.07.2018

    Rosyjski zbrodniarz twarzą reklamy polskiej firmy. Przesadzili

    Lenin, to wbrew komunistycznej propagandzie, jeden z najkrwawszych dyktatorów ubiegłego stulecia.

  5. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  6. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  7. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  8. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook