Jedynie prawda jest ciekawa

Warzecha: Co zrobić z niechcianymi prezentami?

27.12.2011

Stefczyk.info: Ojcowie paulini chcą by zorganizować akcję dzielenia się z ubogimi nadwyżkami prezentów świątecznych. A dokładniej by oddawać te nietrafione. Poprałby pan ten pomysł?

Łukasz Warzecha, dziennikarz, publicysta: Pomysł jest ciekawy, chociaż dla niektórych może być też trochę szokujący. Osobie obdarowującej zawsze jest przykro, kiedy się zorientuje, że dała niepotrzebny prezent. Ciekawe jak ojcowie paulini radzą tę kwestie rozwiązać. Czy mówić osobie obdarowującej, że się jej prezent oddało, czy nie. Z drugiej strony jak sobie myślę, o prezentach, które w tym roku dostałem, to chyba jest tylko jeden, który mógłbym oddać. Tylko, że on by się dla ubogich za bardzo nie nadawał.

Nic nie znalazłoby się dla biednych?

Generalnie jestem zwolennikiem oddawania potrzebującym wszystkiego, czego się nie potrzebuje. Na przykład ubrań, które są często mało zużyte a rzeczywiście nie są już potrzebne. Miałbym obiekcje, żeby to samo zrobić z prezentem od razu, natomiast myślę, że po paru miesiącach, gdyby dany przedmiot leżał gdzieś w szufladzie nieużywany, to miałbym mniejsze opory.

Czyli można zmodyfikować tak propozycję paulinów, by oddawać zeszłoroczne prezenty?

Można by to tak właśnie skrótowo ująć.

Nie ma pan poczucia, że Boże Narodzenie staje się świętem konsumpcjonizmu?

Nawet Święty Mikołaj się stał w dzisiejszych czasach okropnym krasnoludem w czerwonej opończy. Problem jest na pewno w tym, że teraz działa mechanizm błędnego koła. Handlowcy dają to, czego ludzie chcą. A ludzie się na to godzą, bo być może nie wiedzą, że jest jakaś alternatywa, bo nikt jej nie proponuje. A jeśli chodzi o to, czy Boże Narodzenie stało się świętem konsumpcjonizmu, to tym tak bardzo bym się nie martwił, bo zwyczaj obdarowywania siebie prezentami jest jednak bardzo stary, jest częścią tradycji. Dużo bardziej bym się martwił, tym co się dzieje z pierwszą komunią, bo w moim odczuciu, to jest rzeczywiście wielki problem.

Kościół powinien mocniej ingerować?

Kościół ma znacznie większe możliwości wytłumaczenia, jak się powinno świętować pierwszą komunię, niż Boże Narodzenie. Dlatego, że dzieci do pierwszej komunii są przygotowywane. To jest cały proces, w którym Kościół instytucjonalny bierze udział. Są przecież różne spotkania z rodzicami przed pierwszą komunią. Moim zdaniem absurdalne wypaczenie z tym związane, typu podjeżdżanie jakąś limuzyną na pierwszą komunię, prezenty po kilka tysięcy złotych, to kompletna paranoja. Wyścig między dziećmi i między rodzicami, kto dostanie lepszy prezent, kto będzie lepiej ubrany, kto podjedzie droższym samochodem. Tutaj oczekiwałbym wręcz postawy księdza Skargi, to znaczy bardzo stanowczego potępienia takich zachowań. Z groźbą, że dzieci, które w ten sposób będą przygotowywane, nie zostaną dopuszczone do pierwszej komunii. Czekam na taki krok Kościoła. W przypadku Bożego Narodzenia byłoby trudniej. Kościół ma tu do dyspozycji kaznodziejski głos. Wiadomo, że nie wszyscy są co niedzielę w Kościele, więc nie ma tutaj instytucjonalnego przygotowania. Myślę, że jakimś rozwiązaniem jest tutaj organizowanie corocznej akcji pomocy, niekoniecznie z rozdawaniem prezentów. Żeby część, która słucha głosu Kościoła przyzwyczaiła się  do dawania.

Zbliża się nowy rok. Czego życzyłby pan Polsce na te kolejne 12 miesięcy?

Chciałoby się powiedzieć, że życzyłbym, by polscy przywódcy się opamiętali. Ale to są życzenia  nierealistyczne. Zatem życzyłbym tego, aby to pęknięcie pomiędzy dwiema Polskami się nie powiększało. Żeby ludzie  z jednej z drugiej strony zrozumieli, że państwo jest jedno i trzeba o nie wspólnie dbać. Życzyłbym też, żeby nie nastąpiło takie tąpnięcie, które wytrąci nas z tej silnej równowagi w której jesteśmy. I chyba tyle.

Miz

[Fot. Mik]

 

 

 

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook