Jedynie prawda jest ciekawa

Cel? Napięcia społeczne i zamieszki na ulicach. Opozycja broni ostatniej reduty!

19.07.2017

Elementy programu Prawa i Sprawiedliwości, który partia Jarosława Kaczyńskiego realizuje od października 2015 roku, to m. in.: 500 plus, obniżenie wieku emerytalnego, wolność wyboru dla rodziców sześciolatków, obecność wojsk NATO w Polsce i reforma wymiaru sprawiedliwości. To, co dzieje się aktualnie w Polsce stanowi realizację programu, który przedstawiono w październiku 2014 roku. Zgodnie ze słowami Stefana Niesiołowskiego – „(...) jak sobie wygracie wybory, to będziecie mogli przegłosować co chcecie” – PiS wygrał wybory. I realizuje swój program.

I znowu są dwie Polski – są dwa jej oblicza

Od października 2015 roku swój program realizuje także opozycja parlamentarna, której cele również zostały jasno i wyraźnie sprecyzowane. To wyprowadzenie naszych rodaków na ulicę i atakowanie Polski za granicą, zarówno w mediach, jak i za pomocą unijnych urzędników. Zarówno jeden, jak i drugi plan – ten wdrażany przez PiS, jak i ten, który realizowany jest przez opozycję – nie podlegają negocjacjom. Mają też swoje konsekwencje i – symultanicznie – podnoszą temperaturę konfliktu w Polsce. 

Niektórzy sugerują, że parlamentarny konflikt, przeniesiony przez opozycję na ulicę, może zakończyć się tragedią. Publicyści apelują już nawet o wstawiennictwo Episkopatu Polski, a aktorzy w dramatycznych wystąpieniach proszą ludzi o przyłączenie się do protestów. To wszystko wygląda i strasznie i kuriozalnie, bo nakręcająca się spirala agresji stała się dziś niebezpieczna. Zwolennicy obu obozów politycznych w Polsce stanowią dwa zwaśnione, zantagonizowane plemiona i tylko pretekst wystarczy do tego, aby jakiś oszalały z nienawiści psychopata powtórzył to, czego dokonał Ryszard Cyba. 

Oglądając transmisję z parlamentu widać ludzi, którzy nie szukają zgody. Widzom najczęściej towarzyszy głębokie uczucie wstydu. Jednocześnie, kiedy patrzą na to, co dzieje się na ul. Wiejskiej, stają się niewolnikiem tej manichejskiej wizji świata, która stamtąd wypływa. Nie ma dyskusji i debaty, są tylko emocje, a gdy te wkraczają do gry, to nie sposób wykluczyć, że rozgrzane głowy „elit współczesnych” doprowadzą do anarchii, co zostanie wykorzystane przez tych z naszych sąsiadów, którzy najwyraźniej nie przeczytali książek o „końcu historii”. 

Pytanie o to, dlaczego nasze „elity” – mając tę wiedzę – nic  sobie z tego nie robią, jest pytaniem, na które trudno znaleźć dobrą odpowiedź. Bo przecież do tego, aby mieć świadomość zagrożenia wystarczy dziś elementarna wiedza z historii i geografii. Nawet jeśli pamiętamy, że większość tzw. „elit” – gdyby nie wojna i PRL – zajmowałaby się dziś co najwyżej uprawą na roli (nie mam tu zamiaru deprecjonować tego szlachetnego zajęcia), to niektóre zachowania szokują. Najbardziej jednak szokuje łatwość, z jaką dajemy się wmanewrować w ich grę. Przyjmujemy, że język, którego używają jest jedynym dostępnym a idee, którymi się posługują w swojej retoryce, jedyną możliwością aksjologiczną. Niekoniecznie tak jest.

Chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu

Warto jednak pamiętać, między czym a czym wybieramy. Bo przecież nie jest tak, że nagle rezygnujemy z „trójpodziału władzy”, który stał się dla niektórych warunkiem koniecznym dla demokracji; i wkraczamy w erę autorytarnego czy – jak krzyczy opozycja – totalitarnego systemu. Świetnie tłumaczył to profesor Jacek Bartyzel, który przypomniał, że ci, którzy mówią, że trójpodział władzy to fundament demokracji, dokonują milczącego utożsamienia demokracji z jednym jej typem – demoliberalizmem.

– Gdyby zatem obrońcy trójpodziału władz mówili – jesteśmy przeciwni integralnej, totalnej, czystej, pełnej demokracji i chcemy ją ograniczyć czy też zrównoważyć instytucjami właściwie arystokratycznymi – bo mianowani, w zasadzie nieusuwalni sędziowie to jest czynnik arystokratyczny, a nie demokratyczny – to nie miałbym żadnych pretensji – mówi Bartyzel, w którego mądry głos zdecydowanie zbyt rzadko się wsłuchujemy.

I tak w istocie przecież jest, że opozycji – i ludziom, którzy zostali przez nią oszukani – nie chodzi o „demokrację”, tylko o „ich demokrację”. Bo „ich demokracja” i „ich sądy”, co świetnie oddawał slogan umieszczony na Sądzie Najwyższym w czasie jednego z protestów, są lepsze od sądów i demokracji proponowanej przez „obóz reformatorski”. Opozycja domaga się zachowania status quo, choć ma – przyznają to jej przedstawiciele – świadomość upadku dzisiejszego „wymiaru sprawiedliwości”. 

Jak to jest, iż wiedząc o sędziach pracujących na zlecenie polityków, mając świadomość rażących błędów sądów, setek bezprawnych wyroków, nadużywania immunitetu, krycia patologii i  korupcyjnych powiązań ze światem biznesu, wciąż wolą utrzymanie obecnego stanu rzeczy od próby reformy systemu? Dlaczego twarzami ich walki są ludzie tacy, jak prezes SN Małgorzata Gersdorf, prawniczka onegdaj broniąca interesów TVN-u i zamieszana w przekręty związane z OFE? A może to wszystko jest bez znaczenia, bo chodzi tylko o to, żeby „nasz sąd” pozostał „naszym sądem”?

Podjęta przez opozycję próba obrony wymiaru sprawiedliwości to w istocie policzek i hańba dla wszystkich prawników. Bo przecież w obawie o to, że PiS upolityczni sądy zawarta jest implicite teza o tym, że są jacyś podatni na polityczną korupcję sędziowie, którzy tylko czekają na to, aby stać się zależnymi wykonawcami poleceń polityków. Skąd Prawo i Sprawiedliwość ma wziąć „swoich sędziów”? Ściągnie ich zza granicy? Wykształci nowych? Nie. Skorzysta z usług tych, którzy już są częścią tego systemu. Z tych samych, co do których dziś wierzymy, że są niezawiśli, nieprzekupni i nie ulegają wpływom politycznym. Po co więc ta reforma? Przede wszystkim po to, żeby wprowadzić elementy kontroli do systemu, który – niestety – nie potrafił kontrolować i reformować się sam. A skąd obawy o upolitycznienie systemu? I czy ten system teraz nie jest upolityczniony? A może jest, tylko w „drugą stronę”?

Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu!

„Ulica” i „zagranica” to dzisiejszy plan opozycji parlamentarnej, który został opracowany chwilę po wyborach. Na spotkaniu zorganizowanym w styczniu 2016 roku przez Komitet Obrony Demokracji, Grzegorz Schetyna spotkał się m. in. z członkami stołecznej Platformy Obywatelskiej. I zapowiedział: - Trzeba być gotowym na twarde warianty. Naszą aktywnością będzie ulica. Później dodał jeszcze, że wyprowadzi na ulicę milion ludzi. Drugi milion dołożył nieoceniony „mędrzec Europy” Lech Wałęsa.

Schetyna przedstawił plan, z którego wynikało wprost, że opozycji chodzi tylko i wyłącznie o eskalowanie emocji i walkę z demokratycznie wybranym polskim rządem. Celem są napięcia społeczne, być może nawet – docelowo – organizacja polskiego "Majdanu 2.0", co wielokrotnie było opisywane w sieciach społecznościowych przez ludzi współpracujących z opozycją. – Jeżeli będzie utrzymane takie tempo konfliktu, naszą aktywnością będzie ulica na pewno. A także Europa. Byłem w zeszłym tygodniu w Brukseli, rozmawiałem tam z politykami, oni są kompletnie zszokowani – mówił w styczniu 2016 roku Schetyna na spotkaniu z KOD-em. Nie ukrywał, że nie ma żadnego pozytywnego planu, żadnej konstruktywnej wizji i żadnej alternatywy. "Ulicy" nie chodzi o taki plan, bo tu nie ma miejsca na merytoryczne argumenty. A dziś opozycja to występy „ulicy” i płaczliwe lamenty „zagranicy’. I ten program opozycja świadomie realizuje, nie cofając się o krok. 

Sentymenty ma – niestety – tylko  druga strona, która szukając kompromisu dodaje animuszu tym, których jedynym planem jest powrót do tego, „żeby było tak, jak było”. Merytoryczna debata trwa jedynie w obrębie obozu Prawa i Sprawiedliwości. Tego typu zachowanie jest może przejawem troski o jakość debaty i "miękki elektorat", ale nie może być tak, że prezydent Rzeczypospolitej stawia pod ścianą, w formie szantażu, obóz z którego pochodzi i którego program obiecał realizować. A program PiS-u z roku 2014 był odpowiedzią na wyjątkowo mocno wyrażane poczucie niesprawiedliwości społecznej. Pamiętamy obietnice wolności wyboru emerytalnego, wyboru dla rodziców sześciolatków, pomocy rodzinom w postaci 500+ i reformy wymiaru sprawiedliwości. I realizacji tego programu wyborcy PiS-u cały czas oczekują, bo – zwłaszcza w tej ostatniej kwestii – wciąż jest mnóstwo jest do zrobienia. 

Artur Ceyrowski

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook