Jedynie prawda jest ciekawa

Burdzy: Przed debatą

03.10.2012

Specjalnie dla portalu Stefczyk.info Paweł Burdzy pisze o rozpoczynających się debatach prezydenckich w USA.

Powiedzieć, że dzisiejsza pierwsza z trzech prezydenckich debat w USA jest ważna, jest banałem. W tym roku może mieć znaczenie kluczowe dla kandydata republikanów, Mitta Romneya.

Wieczorna debata w Denver to wielka szansa dla Romneya. Po raz pierwszy stanie w studio obok swego rywala, prezydenta Baracka Obamy. To będzie pierwsze 90-minut kiedy obaj będą mogli ze sobą debatować – dotychczas przez miesiące kampanii robili to tylko korespondencyjnie albo przez pośredników. Dzisiaj będą tylko oni dwaj i  moderator, doświadczony dziennikarz telewizji PBS Jim Lehrer, prowadzący sześć segmentów pytań po 15 minut i poświęconych polityce krajowej.

Amerykanie od czterech lat znają Obamę. Towarzyszy on im jako prezydent niemal wszędzie tam, gdzie oglądają telewizor. Są przyzwyczajeni do całego sztafażu, jaki wiąże się z lokatorem Białego Domu. Podium z godłem narodowym, flagi amerykańskie, okazywane mu oznaki szacunku – nikt mu nie przerywa, raczej grzecznie wysłuchuje tego, co ma do powiedzenia. Obama wygląda po prezydencku, kojarzy się z najważniejszym urzędem w kraju, więc ma już psychologiczną przewagę wśród wielu Amerykanów. Jest pierwszym obywatelem USA, podczas gdy Romney jest tylko... kandydatem. To właśnie ten prezydencki wizerunek w połączeniu z przekonaniem o oratorskich zdolnościach Obamy każe aż 57 proc. Amerykanów przypuszczać, że to on wygra tę i kolejne debaty (o zwycięstwie Romneya jest przekonanych tylko 33 proc. respondentów instytutu Gallupa).

Ale to gra oczekiwań (widzowie są przekonani, że powinien wygrać Obama, więc remisowa debata, może w ich umysłach być porażką prezydenta) może grać na korzyść republikanina. Poza tym, Romney w sezonie prawyborów odbył 20 telewizyjnych debat a do tego, na przygotowania do starcia z Obamą poświęcił w ostatnich dwóch miesiącach co najmniej osiem dni. Tymczasem Obama może być nieco „zardzewiały”- ostatnią debatę telewizyjną na żywo odbył cztery lata temu. Dodatkowo w Waszyngtonie był raczej przyjaźnie traktowany przez korpus dziennikarski, co może tylko podbić jego już i tak wielkie przekonanie o własnych zdolnościach perswazyjnych. W przypadku Romneya – nikt nawet nie próbuje go nazywać „politykiem charyzmatycznym”, tak więc dobry występ może być wzmocniony niskimi oczekiwaniami. Ale jest jeden warunek powodzenia republikanina: musi nie tylko mocno krytykować Obamę, ale być bardziej specyficzny niż dotychczas przy przedstawianiu recept na rzecz poprawy sytuacji gospodarczej kraju, nękanej wysokim bezrobociem  oraz ogromnym długiem publicznym.

Najważniejsze będzie pierwsze kilka minut debaty. Mitt Romney musi zaatakować prezydenta, ale tak umiejętnie, aby nie wyglądało to na atak desperata. Republikanin będzie próbował zapewne tak słownie uderzyć rywala, aby ten poczuł się dotknięty osobiście. Nie od dzisiaj wiadomo, że Obama ma dość cienką skórę. Jeśli da się sprowokować i wda się w słowną przepychankę z Romneyem, wszystko może się zdarzyć. 

Paweł Burdzy z Chicago
[Fot. Wikipedia.pl]
Słowa kluczowe:

USA

,

Burdzy

,

Romney

,

Barack Obama

,

polityka

,

kandydat

,

wybory

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook