Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Bunt młodych pilnie potrzebny

24.04.2014

Tak jak w 1980 roku Władysław Kozakiewicz pokazał Sowietom „wała", tak Jerzy Janowicz słowami o beznadziei młodych pokazuje go naszym politykom – pisze publicysta „Rzeczpospolitej"

Przypominając słynne słowa gwiazdy kortów : „Jesteśmy krajem bez perspektyw. Studenci studiują, żeby tylko z tego kraju wyjechać" - Bartosz Marczuk porównuje sytuację Polski lat 80 tych i roku 2014.

Jak pisze: przeszliśmy długą drogę od uniesień i nadziei do gorzkiego wołania młodego pokolenia: Dajcie nam szansę, by żyć i zostać nad Wisłą. Nie wyrzucajcie nas na zmywak do Londynu.

Jego zdaniem werbalny „gest" Janowicza i jego opowieść o tym, że musi trenować w szopie, powinny wywołać refleksję o sytuacji młodego pokolenia w Polsce.

Marczuk za fascynujące (choć niekoniecznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu) uważa, że osoby, które grały pierwsze skrzypce przy okrągłym stole, do dzisiaj rządzą w polskiej polityce. "Przez 25 lat niepodległości nie dorobiliśmy się żadnego polityka młodego pokolenia, który miałby realny wpływ na bieg wydarzeń. Leszek Miller, Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Włodzimierz Cimoszewicz, Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski itd. Zmieniają się ugrupowania, konfiguracje partyjne, karty wciąż rozdają niemal ci sami ludzie." - pisze Marczuk.

Jak podkreśla, jeśli młodzi wchodzą dziś do polityki, to albo szybko się demoralizują bieżącymi rozgrywkami, stając się wiernymi, bezideowymi wykonawcami partyjnych zaleceń, albo nie wytrzymują presji i lądują na marginesie lub poza polityką.

Jeśli ktoś się wyróżnia, zostaje ścięty i zmarginalizowany. To zniechęca wybitnych i wartościowych do zajmowania się służbą publiczną poważnie. I tak koło się zamyka - uważa autor artykułu.

Jego zdaniem młodzi są dziś grupą, której interesów nikt właściwie nie reprezentuje.

Bo jak dowodzi: ponieważ demokracja jest ustrojem nieustannego przetargu, brak obrońców interesów młodego pokolenia skazuje ich na niebyt. "To dlatego stali się prawdziwymi pariasami naszej polityki. Nasze państwo nawet nie jest do nich odwrócone plecami. Gorzej. Jest do nich wypięte częścią ciała zaczynającą się poniżej pleców. Pokazuje im, nawiązując raz jeszcze do Kozakiewicza, gest pogardy."

Publicysta zwraca uwagę, że podczas, gdy w latach 2004–2014 emerytury wzrosły o 43 proc., zachowując swą siłę nabywczą. to w tym samym czasie kryterium uprawniające do zasiłków dla rodzin zostało podniesione jeden jedyny raz! I to dopiero w 2012 roku. Efekt? Z 5,5 mln dzieci otrzymujących pomoc przed dziesięcioma laty zostało ich 2,5 mln - pisze Marczuk.

I przytacza kolejne przykłady. "Kto w Polsce jest najbardziej narażony na ubóstwo? Dzieci. Kogo najdotkliwiej dotyka bezrobocie? Młodych – połowa osób wystających w pośredniakach ma 18–34 lata. Ile wydajemy na emerytury i renty? 210 mld zł rocznie. Ile na świadczenia rodzinne? 30 mld."

Listę tych retorycznych pytań uzupełnia o kolejne kwestie:

Dlaczego 25 lat po odzyskaniu niepodległości miejsce w przedszkolu wciąż jest towarem deficytowym, a szkoła działa pod dyktando nauczycielskich przywilejów, a nie potrzeb rodziców?

Zdaniem Marczuka niespotykany exodus młodych Polaków  za granicę jest efektem właśnie tej polityki.

Przytacza też opinię prof. Krystyny Iglickiej, demografa, rektor Uczelni Łazarskiego, która diagnozuje, że za sytuację odpowiada sowiecka mentalność naszej klasy politycznej. Pani profesor mówi: oni myślą kategoriami: „ludzi u nas mnogo". Trudno się z nią nie zgodzić. Każdy kraj, w którym przestały rodzić się dzieci i który straciłby w ciągu kilku lat 10 proc. swojej młodej populacji, biłby na alarm. U nas przechodzi się nad tym do porządku dziennego.

Rozważając tę sytuację - pisze Marczuk - nie sposób oprzeć się wrażeniu, że przedstawiciele naszej klasy politycznej – wychowani w dobie niedoborów, szarzyzny PRL, marzeń o paszporcie we własnej szufladzie – nie mają ambicji większych niż rzeczywistość, która otacza ich i nas. Jak podkreśla - dla nich to, co mamy teraz, to i tak szczyt marzeń. Coca-cola w sklepie, ten synonim nowoczesności z czasów okupacji Sowietów – to im wystarczy. Jesteśmy w NATO, UE, przyjmują nas na brukselskich salonach. Czegóż chcieć więcej?

Dlatego jak dowodzi: rację ma więc Janowicz, mówiąc cierpko o szansach młodego pokolenia. Dla niego i ludzi urodzonych po 1989 r. coca-cola to codzienność. Paszport? Nawet go nie potrzebują, bo do wielu krajów podróżują z dowodem. Ale chcą czegoś więcej.

Zdaniem Marczuka najbardziej zależy im na normalności, poczuciu bezpieczeństwa i na tym, by nie żyli w kraju, „w którym każdy chce ich zrobić w ch...".

Kluczowe pytanie dotyczy tego, czy obecna klasa polityczna jest w stanie tę normalność im zagwarantować pisze. I odpowiada: nie.

Na pewno nie sama z siebie. Czy jest zatem jakaś recepta? Bunt młodych. Powinni oni zaprzestać ucieczki – zarówno na wewnętrzną, jak i zewnętrzną emigrację – i zacząć działać. Bez ich aktywności nic nad Wisłą się nie zmieni - diagnozuje publicysta.

Jego zdaniem przyszłości młodym nie gwarantuje dziś żadna partia: Premier Donald Tusk wybrał „ciepłą wodę w kranie", Prawo i Sprawiedliwość raczej chce dopieszczać mocne i dobrze reprezentowane grupy niż dbać o rozproszony elektorat młodych. Partia Leszka Millera i Janusza Palikota to utylitaryzm (w przypadku tego drugiego wręcz nihilizm), a nie idee, PSL reprezentuje interesy elektoratu wiejskiego. O młodych się nie upomną - podkreśla.

Tylko czy w samych młodych jest tyle siły, by się zorganizowali i zaczęli działać? - zastanawia się.  Fatalistyczny scenariusz ucieczki do lepszego życia za granicę czy godzenie się z dyskryminacją to, z perspektywy dobra wspólnego, zgubna droga puentuje Marczuk. 

ansa/ Rzeczpospolita

[fot.exclusive.pl]

Słowa kluczowe:

młodzież

,

studenci

,

Polska

,

Londyn

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook