Jedynie prawda jest ciekawa

Bućko: Łukaszenko się nie zmieni

23.09.2012

O wyborach na Białorusi oraz działaniach reżimu w Mińsku portal Stefczyk.info rozmawia z Markiem Bućko z fundacji „Wolność i Demokracja”.

Stefczyk.info: Na Białorusi trwają przedterminowe wybory parlamentarne. Co mówią one o realiach państwa rządzonego przez Łukaszenkę?

Marek Bućko: Od chwili objęcia przez Aleksandra Łukaszenkę władzy na Białorusi nie było ani jednych uczciwych i nie sfałszowanych wyborów w tym kraju. Poprzednie wybory jednak udawały chociaż, że są demokratyczne. Obecnie nikt niczego nie próbuje udawać. Do komisji wyborczych opozycja nie została w ogóle dopuszczona, fałszuje się frekwencję wyborczą, często kilkunastokrotnie. Ludzie zmuszani są do udziału w głosowaniu, studentom grozi się wydaleniem ze studiów, pracownikom zwolnieniami itd. Władze starają się napędzić frekwencje. Brak kontroli nad urną wyborczą oraz liczeniem głosów karze się  zastanawiać, czy to są w ogóle wybory.

Opozycja bierze udział w wyborach?

Wybory odbywają się w sytuacji, gdy część liderów opozycji siedzi w więzieniu, a część uciekła za granicę, by nie trafić do aresztu. Część kandydatów nie została natomiast dopuszczona do wyborów. Cały proces wyborczy jest farsą. To wszystko nakazuje postawienie diagnozy, że mamy do czynienia z największą farsą wyborczą za rządów Łukaszenki.

Co Łukaszenko chce w ten sposób zamanifestować?

Nie wydaje się, by Łukaszenko chciał w ten sposób przekazać coś światu. On ma w nosie, co Europa czy Zachód sądzi o jego działaniach. Mówił wielokrotnie, że nie dba o to. Pojawiają się wątpliwości, po co mu w ogóle są takie wybory. Przecież nikt w nie nie wierzy. Wydaje się więc, że jemu chodzi o utrzymywanie fasady demokracji. Obecnie nikt mu nie powie, że jest dyktatorem. Na użytek wewnętrznej propagandy może wykorzystywać wybory do mówienia, że jest demokracja. Myślę, że on się mógł przestraszyć likwidacji wyborów. Jednak nawet nikłe zainteresowanie mediów reżimowych tą sprawą pokazuje, że wyniki wyborów były od dawna przesądzone.

Kto dziś ma narzędzia nacisku na Łukaszenkę?

Białoruś nie jest światowym potentatem gospodarczym. To jest bankrutujący kraj, gdzie poziom życia drastycznie się obniża. To jest państwo niestabilne o ogromnym zadłużeniu. Jest więc oczywiste, że istnieją ekonomiczne silne możliwości nacisku na Łukaszenkę. Dysponuje nimi zarówno Moskwa jak i Unia Europejska. Rosja od lat używa narzędzi ekonomicznych, by naciskać na Mińsk i wywalczyć sobie korzystne decyzje.

UE tak nie robi?

Unia dysponuje analogicznym instrumentem, ponieważ połowa eksportu białoruskiego trafia na Zachód. Jednak UE od 18 lat nie potrafi wykorzystać tej sytuacji i boi się tego. Unia nie chce z tego korzystać, by zmusić Łukaszenkę do zaprzestania represji. On się sam nie zmieni, nie stanie się nagle demokratą.

Dlaczego UE nie jest skuteczna?

Unia robi krok w przód i dwa kroki w tył. Wystarczy przypomnieć sankcje wizowe. One obowiązują około 200 osób, choć powinny dotyczyć ponad 2000. Fundacja „Wolność i Demokracja” tworzy listy osób odpowiedzialnych za represję na Białorusi. Tyle nazwisk znajduje się w naszym rejestrze. Działania UE nie są więc skuteczne. U podstaw niepowodzeń Wspólnoty leży brak odpowiedzi na strategiczne pytanie: czego Europa chce? Czy obalić Łukaszenkę? Czy zreformować reżim? Czy tylko powstrzymać? Unia od lat wierzy, że uda się jej zmienić reżim w Mińsku. Tymczasem chodzi o obalenie tego reżimu i jego zmianę. Jeśli więc popełniono strategiczny błąd w tej sprawie, to i działania nie mogą być skuteczne.

Rozmawiał TK
[Fot. PAP/Wojciech Pacewicz]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook