Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Branicka: „Bardzo boję się Rosji”

12.03.2014

Rozmowa z Tycjaną Branicką, prezes Związku Polaków na Krymie.

Stefczyk.info: od 18 lat jest pani prezesem związku Polaków na Krymie. Jak wygląda obecnie Państwa sytuacja? Czy to, co dzieje się na Ukrainie, zagraża Państwu?

Tycjana Branicka: Nasza sytuacja ma skomplikowane podłoże historyczne, dotyczące stosunków między Polakami i Rosjanami. Jeśli wziąć pod uwagę, że na Krymie znajduje się 30 tysięcy Kozaków rosyjskich, którzy są rosyjskimi obywatelami, to staje się jasne, że sytuacja Polaków jest trudna. Nasze stowarzyszenie gromadzi ok. 2,5 tysiąca Polaków, mieszkających w Kerczu oraz okolicach. Niedawno służby wzywały kilkanaście osób z naszego Stowarzyszenia i pytały ich o związki z Polską. Ja również chciałam się stawić, żeby wiedzieć o co chodzi. Jednak mnie nie wezwano, a innym zadawano pytania – dlaczego jeździcie do Polski? Jakie macie związki z Polską? Pytano również o to dzieci, które jeździły do Polski na studia, kolonie czy wczasy.

Ukraińskie służby pytały czy Rosjanie?

Tu już nie bardzo można stwierdzić, nie wiemy, kto jest z SBU a kto z FSB. Mówią wszyscy, że chodzi o FSB, ale przecież my jesteśmy Ukrainą. Jednak nikt już się z tym nie liczy, nikt nie liczy się z tym, że jesteśmy Ukraińcami. Wszędzie w mieście wiszą flagi rosyjskie, nawet na urzędzie miejskim i budynkach publicznych. A prezydent miasta zaraz, gdy władze rosyjskie zaczęły działać, obrał kurs prorosyjski. On bardzo chce być prezydentem. Towarzyszy więc nowej władzy i jest całkowicie prorosyjski.

Co obecna sytuacja oznacza dla codziennego życia? Zmieniło się diametralnie?

Ponieważ stosunki polsko-rosyjskie są złe, również nastawienie prezydenta miasta do nas jest złe. Ja się obecnie nawet boję wychodzić z domu. Moja synowa i wnuczek wyjechali do Hersoni w obawie przed tym, co się tu może dziać. Syn również wyjechał. Jeden z moich zastępców wyjechał od razu do Lwowa, liczy, że dostanie się do Polski. Mówi, że bardzo się boi. Według niego, tu nie będzie spokojnie. I rzeczywiście nie jest spokojnie. Idzie wojna. Kercz znajduje się tuż przy granicy z Rosją. Dwa tygodnie temu, w związku ze śmiercią mojej mamy, chciałam w Rosji załatwić pewne formalności, ponieważ mama tam długo pracowała. Chciałam pojechać do jej szkoły, ale okazało się, że granica została zamknięta. Przez szesnaście godzin siedziałam na granicy, dzwoniłam do naszych polityków, by wyjaśnić o co chodzi. Było na granicy ok. 200 Kozaków i Czeczenów. Razem kilkanaście godzin czekaliśmy bez jedzenia, bez wody. Czekaliśmy na prom.

Nikt Państwu nie mógł pomóc?

W końcu zadzwonił do mnie jeden z deputowanych i powiedział, że trzeba czekać na prom, który będzie późno w nocy. I rzeczywiście w końcu prom był, po 16 godzinach. I znów wpuszczono trochę osób i zamknięto granice. Ale jak na granice przyjechały ciężarówki, wiozące kilkaset osób to cała granica została sterroryzowana. Służby graniczne i celnicy zostali zaatakowani, a ciężarówki wjechały na prom i popłynęły. Uzbrojeni ludzie pojechali do Kercza, czy dalej na Ukrainę.

Czego się Pani spodziewa? Krym pozostanie ukraiński czy Rosji uda się agresja?

Sądzę, że Krym zostanie rosyjski. Tu nie ma już innej możliwości. Przed nami referendum, ale ja się jego boję. Jeśli zakreślę, że chcę, by Krym był ukraiński, to może być dla mnie groźne. W czasie głosowania obecni będą bandyci z bronią. I co oni zrobią? Ktoś kiedyś może mnie za takie głosowanie zastrzelić. Tak wygląda sytuacja. Ja się bardzo boję tu mieszkać. Boję się, że coś się stanie.

Ma Pani szansę na wyjazd z Krymu? Na przykład do Polski?

Jeśli chodzi o powrót do Polski to nie wiem, jakie są możliwości. Zwracałam się w tej sprawie do kilku osób, m.in. do polskich polityków. Mam dokumenty potrzebne do repatriacji. Otrzymałam je w listopadzie 2010 roku, ale od tej pory nikt nie podjął decyzji, która umożliwia mi wyjechanie do Polski. Od 18 lat jestem prezesem Związku Polaków na Krymie i przeżyłam już różne sytuacje, ale takiej jak obecnie jeszcze nie było. Nie wiadomo zresztą, z jaką reakcją spotka się próba wyjechania z ukraińskim paszportem. Moja synowa w czasie przekraczania granicy Krymu miała spore problemy w związku z posiadaniem ukraińskiego dokumentu. Wszyscy będziemy Rosjanami.

Jak Pani odbiera taką perspektywę?

To straszne. Tam jest taka korupcja, taka biurokracja, opresja. Tam o niczym nie można decydować. Bardzo boję się Rosji, szczególnie, że mój ojciec był w GUŁAGu, a jego rodzina zginęła z rąk komunistów.

W mediach coraz częściej czytamy doniesienia o prowokacjach strony rosyjskiej. Jak to wygląda na miejscu?

Najświeższa sytuacja związana z prowokacją miała miejsce wczoraj. Zadzwoniono do mnie z informacją, że ktoś otruł ujęcie wody pitnej. Przez cztery dni w całym mieście nie będzie wody. Ostrzegano, by nie pić wody z kranu. Właśnie idę do sklepu po wodę w butelkach. Dziś mamy wyłączony internet, problemy z transportem. W każdym momencie boimy się, że coś się stanie. W każdej chwili może być następna prowokacja. A skończy się na tym, że będziemy odcięci od świata, bez połączenia, bez kontaktu. I dodatkowo będziemy bez wody, światła i gazu...

Rozmawiał Stanisław Żaryn
[Fot. PAP/EPA]

Słowa kluczowe:

Ukraina

,

Polacy

,

Rosja Ukraina

,

Rosja

,

polityka

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook