Jedynie prawda jest ciekawa

Black Friday - Dni Świętej Komercji

24.11.2012

Black Friday. To tradycyjny początek szału świątecznych zakupów. A dla sklepów okazja do wyczyszczenia przed sezonem półek z zalegającego towaru.

Problem w tym, że coś co znamy jako Black Friday już dawno nie ma nic wspólnego z piątkiem. Bo nowa, świecka tradycja rozlała się już na Święto Dziękczynienia – kolejki przed wielkimi sklepami towarowymi ustawiają się już o północy w czwarty czwartek listopada. No i trwa cały proceder do niedzieli, a więc cztery dni. Zupełnie jak tzw. długi weekend w Polsce.

Czyli nie tylko Black Friday, ale i Black Thanksgiving. A może nawet Black Thanksgiving Weekend? To chyba lepiej pasuje do rzeczywistości. Choć może lepiej nazwać tę nową, świecką tradycję zakupowego szału Dniami Świętej Komercji? A jak inaczej, skoro co roku miliony Amerykanów łapią się w okolicach Święta Dziękczynienia na bajaczkę, że można mieć coś ekstra, za bardzo mało, by nie powiedzieć za półdarmo. No więc najpierw stoimy w kolejkach od północy, a po tem obici, poturbowani, niewyspani wracamy do domu z tym, co tam się udało chcwycić w sklepie (I nie pozowoliło wyrwać). Żeby w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku spożyć indyka z nadzieniem, ciasto i obejrzeć w telewizji mecz amerykańskiego futbolu. Amen. Dziękujemy Ci, Święta Komercjo za Twe hojne dary!

Żeby była jasność. Wolnoć Tomku  w swoim domku. Jeśli ktoś chce spędzać Święto Dziękczynienia w śpiworze na tortuarze przed sklepem czy mallem, jego sprawa. Także firmy mają święte prawo urządzać obniżkowe cyrki, byleby polepszyć swe wyniki. Jak co roku, pewnie wielu giełdowych inwestorów zaciera ręce: znów się udało, miliony dopisały, wyniki sprzedawców się poprawiły. No jak się mogły nie poprawić? W tym roku w samym Walmarcie w Święto Dziękczynienia do sklepów wpadło 22 miliony konsumentów, którzy dokonali 10 milionów transkacji zarejestrowanych przez kasy. W szczytowym momencie, sieć sprzedwała pięć tysięcy towarów na sekundę! A przecież oprócz Walmartu – także Kmart, Target, Sears, Toys R Us – wszystkie otworzyły sklepy o świcie w Święto Dziękczynienia. A internetowe sklepy cały czas reklamowały specjalne zniżki z okazji Black Friday.

Ale jest też ciemna strona ludzkiego biegu po przeceniony towar. Ktoś komuś dał w twarz w kolejce w San Antonio za wdzieranie się bez kolejki, w zamian zobaczył broń przed nosem – wszyscy kolejkowicze rozpierzchli się w popłochu. O 11.30 w nocy prawie się nie podusiło kilkaset spragnionych wdzianek Victorii Secret w centrum handlowym w Overland Park w stanie Kansas. Bójka pod mallem w Omaha (Nebraska), gdzie kilka lat temu dokonano masakry. W Massachusetts, jakiś mądrala zostawił o północy 2-letniego chłopca samego w samochodzie, żeby tylko kupić okazyjnie 51-calowy telewizor. Zataszczył plazmę do domu, o dziecku… zapomniał (porzuconym dzieckiem, po wybiciu szyby, zajęli się policjanci)… To pewnie margines, ale nieźle świadczy o amoku, jaki opanował niektórych wyznawców Świętej Komercji. Nie ważne czy z autentycznej biedy, czy z ekscytacji czy dlatego, że przecież media trąbią bez chwili wytchnienia…

Ponad miesiąc temu w gazecie „Wall Street Journal“ ukazał się artykuł, drobiazgowo analizujący w jaki sposób sprzedawcy rozgrywają operację Black Friday. To cała technologia, gdzie konsumentów nagania się do sklepów przy pomocy najnowocześniejszych technik marketingowych i perswazyjnych. 

Zdaniem „Wall Street Journal“, firmy planują całe strategie na ostatni miesiąc roku, kiedy sprzedają 20 a nawet więcej procent produktów. „Branża detaliczna potrafiła używać coraz bardziej zaawanasowanych technologii aby zamienić Black Friday w marketingową bonanzę, przy jednoczesnym uważnym wyborze towarów do wielkich przecen tak, aby jednocześnie utrzymać ceny na inne towary na takim poziomie, aby nie stracić zysku“ konkluduje gazeta. Oznacza to zwykle jedno: promuje się wysokie zniżki na niewielkie ilości markowych towarów, aby sprzedać całe góry towarów gorszych marek i gorszej jakości, a nawet zwykłego badziewia. I o tym warto pamiętać, zanim następnym razem chwycimy za śpiwór aby pójść koczować przed centrum handlowym.

Paweł Burdzy

tekst ukazał się w nowojorskim Nowym Dzienniku

 fot. EPA

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook