Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Biskup: "Im bliżej wyborów, tym rządzący robią się bardziej elastyczni"

22.03.2014

Wczoraj premier Donald Tusk przeżywał ciężkie chwile podczas spotkania z protestującymi w Sejmie rodzicami niepełnosprawnych dzieci, którzy domagają się podniesienia do kwoty płacy minimalnej zasiłku na opiekę chorymi maluchami. O ocenę tego spotkania poprosiliśmy dr. Bartłomieja Biskupa z Instytutu Nauk Politycznych UW.

Stefczyk.info: - Jak Pan ocenia wczorajsze spotkanie premiera z protestującymi rodzicami? Czy dobrze zrobił rozmawiając z nimi?

Dr Bartłomiej Biskup: - Moim zdaniem dobrze zrobił, ale też chyba nie miał innego wyjścia. Ci ludzie przecież siedzą w Sejmie i posługują się argumentami, które trudno zbić. Były bowiem obietnice podwyższenia tych zasiłków, które nie zostały zrealizowane. Dobrze więc zrobił, że się z nimi spotkał, chociaż nie wiem, czy to spotkanie poszło po jego myśli. Ale sam fakt, że do nich poszedł dobrze oceniam.



Ale czy przebieg spotkania nie zaskoczył go?

- To nie była gładka rozmowa. Faktem jest, że tej sprawy nie udało mu się załatwić samym przyjściem. Rodzice mieli konkretne oczekiwania, których premier nie był w stanie spełnić od razu. A skoro nie był w stanie z tą sytuacją poradzić sobie na miejscu, to zastosował strategię przeciągnięcia tego choć na chwilę, żeby się uzbroić w dodatkową wiedzę oraz dodatkowe argumenty i po to, żeby przyjść do nich drugi raz.

Widać było, że ci rodzice są dobrze przygotowani, nie wiem nawet czy nie lepiej niż sam premier i to co premier wyłożył na początku na stół, deklarując zmiany do 2015 r. nie było satysfakcjonujące dla protestujących.

Dlatego wydaje się, że w trakcie spotkania musiał stwierdzić, że nie jest w stanie nic osiągnąć, bo nie ma dodatkowych argumentów ani innych, przemyślanych rozwiązań i w związku z tym przełożył te rozmowy. Teraz, jego ludzie muszą pracować nad tym, jak tym konfliktem dalej pokierować - czy może go rozwiązać przy pomocy obiecania czegoś teraz, czy później, czy może w jakiś inny sposób, czy też jednak wyłożyć jakieś dodatkowe środki.



Premier Tusk usłyszał wczoraj: "Sorry, ale jest pan kłamcą". Czy to poważny cios w jego wizerunek?

- Nie wiem, ale z takiej jednej rzeczy nie wyciągałbym daleko idących wniosków. To jest jednorazowa akcja, na pewno panu premierowi to nie posłużyło, ale nie ma takich nagłych skoków notowań z dnia na dzień, bo coś tam się zdarzy. Pamiętajmy, że ta sprawa ciągle jeszcze się toczy - dzisiaj coś będzie, później coś będzie, potem rodzice odpowiedzą... Nie ma czegoś takiego, jak wzrost lub spadek zaufania, z tego powodu, że ktoś powiedział premierowi: "jesteś kłamcą", albo premier powiedział "że pani jest w moherowym berecie". To się odkłada w dłuższym czasie a ten proces nie jest jeszcze zakończony.

To na pewna jest jakaś trudność dla premiera i to są sprawy z gatunku tych kryzysowych - bo ktoś siedzi, ktoś protestuje. Na razie on premierowi nie służy, ale nie oczekiwałbym tu nagłych zmian w sondażach.



Dzisiaj wieczorem premier znów ma się spotkać z protestującymi rodzicami. Czy jego pole manewru po wczorajszej dyskusji nie zostało drastycznie ograniczone, właściwie tylko do pytania ile ma dać, a już nie - "czy i kiedy dać"? Obiecywał bowiem już wczoraj i matki to odrzucały. Jeśli  dziś nie przyniesie czegoś, co usatysfakcjonuje te matki, to będzie miał poważny problem...

- To prawda, przeniesienie tej rozmowy na dzisiaj świadczy, że tej sprawy nie da się załatwić prostymi słowami, tylko trzeba coś tam przynieść, a nie tylko obiecać. Zresztą rodzice podnosili bardzo słuszny argument, że Sejm i koalicja rządowa, nie tylko ta, jest w stanie uchwalić pasującą im ustawę w ciągu doby, to oni poczekają tę dobę, żeby parlament uchwalił właściwe prawo dla ich dzieci. To jest bardzo dobry argument, z którym trudni polemizować.

Dlatego jeśli ten konflikt szybko się nie zakończy, jeśli ci rodzice tam zostaną, to im dłużej to będzie trwało, tym większe będą straty wizerunkowe dla Tuska.



A czy nie ma Pan wrażenia, że premier strzelił sobie w stopę, ustępując na początku roku matkom pierwszego kwartału? To otworzyło kolejnym, pokrzywdzonym grupom drogę do zgłaszania uzasadnionych roszczeń?

- Nie wiem, czy premier strzelił sobie w stopę, natomiast czuję już w tym atmosferę wyborczą. Zbliża się maraton wyborczy, a im bliżej wyborów, tym rządzący robią się trochę bardziej elastyczni i mniej odporni na różne żądania. Przykład z matkami pierwszego kwartału pokazuje, że jak się zaprotestuje to się dostaje. Ale na takich sytuacjach można też wygrać, bo kiedy dochodzi do porozumienia, to pokazuje się jako polityk wrażliwy, który wiele rzeczy konsultuje i jeśli są jakieś złe zmiany, to próbuje je naprawić.

Dlatego powtarzam, tutaj sytuacja nie jest jeszcze wyjaśniona, natomiast rzeczywiście widzę coraz więcej ustępstw ze strony rządu czy premiera z różnych twardych zmian, ale wiążę to ze zbliżającymi się wyborami.


not. zrk
[fot. PAP/Paweł Supernak]


Zainteresował Cię artykuł? Znajdź nas na facebook.com/stefczyk.info?fref=ts" target="_blank">Facebooku
Słowa kluczowe:

wybory

,

sondaże

Facebook