Jedynie prawda jest ciekawa


Biegłem dla Bronka Malinowskiego

11.09.2013

30 lat temu w siedemsetną rocznicę Odsieczy Wiedeńskiej przemyślanin Michał Rabski dokonał czegoś, co i dziś wydaje się osiągnięciem ponad ludzkie siły. W ciągu 10 dni przebiegł trasę z Przemyśla do Wiednia.

Osobista motywacja biegacza była jednak zupełnie inna, chciał oddać hołd swojemu przyjacielowi Bronisławowi Malinowskiemu, wybitnemu polskiemu biegaczowi, mistrzowi olimpijskiemu, który zginął w wypadku samochodowym w Grudziądzu, w 1981 roku. 30 lat po słynnym biegu o jego kulisach rozmawiamy z Michałem Rabskim.

 

Wyczyn, którego pan dokonał wydaje się być poza zasięgiem zwykłych śmiertelników. Przygotowywał pan się do niego tak naprawdę przez całą zawodową karierę.

– Tak, od dzieciństwa uprawiałem sport. Gdy miałem 16 lat zdobyłem tytuł mistrza Polski młodzików. Później byłem powoływany do kadry młodzieżowej, seniorskiej i cały czas biegałem. Zacząłem biegać w Czuwaju Przemyśl. I praktycznie cały czas biegałem w Czuwaju, ale karierę skończyłem w Stali Mielec. Po skończonej karierze przyszedł czas właśnie na taki bieg.

 

Kiedy pierwszy raz przyszła myśl, by spróbować czegoś tak ekstremalnego?

– Sam pomysł rodził się bardzo wcześnie. Kiedy, miałem 17, może 18 lat, patrzyłem jak po Przemyślu biegł facet. Nikt wtedy nie biegał tak. To ja na rower i jadę za nim. Okazało się, że to Węgier, który był chory i postanowił przebiec jakąś trasę. Spodobało mi się to, że on biegnie, a wkoło niego jedzie cała ekipa. Dostałem wtedy powołanie na Memoriał Janusza Kusocińskiego, tam zawsze był bieg młodzieżowców na 3 km, w którym brałem udział. Patrzę a ten Węgier wbiega na stadion. Okazało się, że on biegł właśnie na ten memoriał. Wtedy w głowie zrodził mi się pomysł, że fajnie byłoby też zrobić coś takiego.

 

Od pomysłu do realizacji zwykle długa droga. Kiedy wcielił pan swój pomysł w czyn?

– W 1982 biegłem na trasie Przemyśl – Grudziądz w pierwszą rocznicę śmierci Bronka Malinowskiego. Nie mogłem pojechać na pogrzeb, więc w ten sposób chciałem uczcić przyjaciela. Można powiedzieć, że przeceniłem się, nie byłem dobrze przygotowany do tego biegu. Wtedy zrodził się też pomysł, że szukamy czegoś więcej. Kolega który ze mną biegał podpowiedział mi, że zrobimy taki bieg do Wiednia. Przygotowywałem się do tego cały rok. Treningi robiłem biegając z Przemyśla do Rzeszowa.

 

To był trudny okres w historii Polski, czy władze komunistyczne nie przeszkadzały panu w zorganizowaniu tego biegu?

– Problemy były bardzo duże. Myślano, że chcę stąd nawiać. W Cieszynie chcieli mnie zawrócić, za to, że w Wadowicach złożyłem kwiaty pod tablicą upamiętniającą papieża. Pierwszy artykuł jaki się ukazał po powrocie to „Michał Rabski dobiegł do Wiednia i wrócił do Przemyśla. Nie ukrywam, że po stronie austriackiej miałem propozycję pozostania. Obiecywano mi, że do dwóch lat ściągną całą rodzinę, dzieci i żonę. Ja kompletnie nie zakładałem takiej historii, byłem zaskoczony.

 

Jak wyglądał sam bieg?

– Z góry były ustalone miasta etapowe Przeworsk, później Sędziszów, Bochnia, itd. Sam bieg trwał 10 dni, jedenasty to było samo zakończenie, bo to musiało być skomponowane z wizytą papieża. Ja biegłem o 10.30, a Papież miał być o 11.30. Biegłem od strony Czech, cała trasa była przygotowana na wizytę Ojca Świętego, część osób myślała, że także dla mnie. Bieg kończyłem pod pomnikiem, gdzie odbyła się ostatnia msza przed decydującą bitwą króla Sobieskiego.

 

Jak wyglądało to na trasie, ludzie na pana czekali, dopingowali?

– Było bardzo duże zainteresowanie. Po polskiej stronie szkoły mnie podprowadzały do albo od rogatek miasta. Bardzo ładnie przyjmował mnie prezydent Tarnowa, pomimo że w Tarnowie nie spałem, bo to nie było miasto etapowe. W Czechosłowacji było bardzo słabo, nawet, gdy później powstał film Samotność maratończyka to oni wyciągnęli taśmę z częścią czeską. W ekipie oprócz mnie był taki niby trener, człowiek do wszystkiego, ksiądz i dwóch z telewizji, ale oni jechali swoim samochodem.

 

Jakie momenty z trasy zapamiętał pan szczególnie?

– Przez granicę w Cieszynie miałem przejechać. Ja chciałem przebiec, ale nie było tam przejścia pieszego. Jak już dobiegłem do ostatniego naszego miasta, ktoś do mnie podszedł i powiedział, że jest telefon. To był nasz konsul w Czechosłowacji, powiedział żebyśmy nigdzie nie szli na obiad, bo on mnie będzie podejmował obiadem u siebie na zamku. Powiedziałem dobrze, ale mam taką prośbę, żebym mógł przekroczyć granicę czesko-austriacką na nogach, żebym mógł ją przebiec. Odpowiedział: - Panie Michale, spróbujemy coś załatwić, ale będzie bardzo ciężko. Rano, gdy biegłem do granicy, konsul pokazał kciuk wzniesiony do góry i powiedział, że wszystko załatwione. Na granicy tylko mnie zapytali ile butów dotychczas zniszczyłem i powiedzieli wszystko załatwione.

W Cieszynie przygotowali mi także niespodziankę, do rzeszowskiej redakcji TV zaprosili moją rodzinę, żonę i dzieci i ja z nimi mogłem porozmawiać. Ale Cieszyn to też moja najgroźniejsza kontuzja na trasie. Spuchła mi noga, całe śródstopie, lekarz zrobił mi akupunkturę. Rano kazał mi założyć but i spróbować. Nic nie bolało, cała opuchlizna zeszła.

 

A ile zdarło się tych butów?

– Nie tak dużo, trzy, cztery pary.

 

Jak po powrocie był pan witany?

– Niedosyt jest do dzisiaj, bo rok wcześniej szum medialny był dużo większy, pomimo tego, że bieg był o ponad 200 km krótszy. Jednak wszyscy byli bardziej zaangażowani. I prezydent miasta, i gazeta „Sport”, która dała swojego przedstawiciela. A tu, dlatego, że był w to wpisany wątek kościelny, wszyscy się wycofali. Nawet z urzędu miasta nikt nie przyszedł. Jedynie przedstawiciel ZSL-u, który był wiceprezydentem. Pierwszym, który mnie przywitał w Przemyślu był Ignacy Tokarczuk. Zaprosił do siebie całą naszą ekipę. Austriacy zapewnili nam dwutygodniowy pobyt w pewnym zameczku na ich koszt. Byłem u nich kilka dni, a następne dwa tygodnie zapewnił nam klasztor kapucynów.

 

Często wspomina pan tamte dni?

– Po tylu latach do prowadzonego przeze mnie gospodarstwa turystycznego przyjeżdżają ludzie w wieku zaawansowanym i oni pamiętają, przekazują młodym. Zaraz po biegu nie chcieli na ten temat rozmawiać, a teraz chętnie robią zdjęcia, wspominają. Ja, mimo że miałem sukcesy jako zawodnik, najbardziej sobie po tych dwóch biegach cenię jedną rzecz. To jest dyplom fair play, który PKOl przyznaje tylko raz w roku.

 

Po latach uprawiania wyczynowego sportu trzeba było odnaleźć się w tzw. normalnym życiu. Dziś pana pasją są konie. Skąd pomysł na prowadzenie gospodarstwa agroturystycznego?

– Zacząłem trochę chorować. W Krakowie profesor do mnie powiedział: Człowieku musisz coś robić. Wybór padł na konie. Odżyłem przy nich, jakbym nigdy nie chorował. Zawsze mi się konie podobały, gdy dzieci dorastały, dużo jeździłem po Bieszczadach. Tam były pierwsze takie gospodarstwa agroturystyczne. Mówiłem, , że na stare lata ja coś takiego otworze, choć nikt mi nie wierzył.. Nie traktujemy tego zarobkowo, chcemy tylko żeby konie na siebie zarobiły. Organizujemy tu zajęcia dla dzieci niepełnosprawnych. Kilkoro takich dzieci u nas jeździ, nie bierzemy od nich pieniędzy. Gdy widzimy jaki postęp robią, człowiek czuje wielką satysfakcje.

Rozmawiał Sebastian Jasiński, "Gazeta Przemyska"

[Na zdj. Michał Rabski, w tle - na ścianie - wycinki prasowe dotyczące jego biegu w 1983 r. Fot. "Gazeta Przemyska"]

Warto poczytać

  1. 1270SZTUCZNEMIESKO 18.07.2018

    Zgroza. Już za kilka lat w restauracjach będziemy jeść sztuczne mięso

    Świat stanął na głowie. Choć tę tendencję obserwujemy na wielu płaszczyznach, to jednak ostatnie dokonania holenderskich naukowców napawają nas przerażeniem. Tamtejsza spółka zaprezentowała pierwszego hamburgera, do którego mięso wyprodukowano w laboratorium

  2. 1270lenin12 17.07.2018

    Rosyjski zbrodniarz twarzą reklamy polskiej firmy. Przesadzili

    Lenin, to wbrew komunistycznej propagandzie, jeden z najkrwawszych dyktatorów ubiegłego stulecia.

  3. stop-pedofilii-14072018 14.07.2018

    Czy to krok w celu akceptacji pedofilii? Amerykańska strona internetowa chce zmiany słowa "pedofil" bo jest obraźliwie

    Thepreventionproject.org to strona internetowa o charakterze profilaktycznym, która zajmuje się badaniem oraz pomocą osobom, które posiadają skłonności pedofilskie

  4. 1270tuseksmieszek 13.07.2018

    Tusk wyśmiany przez amerykańskich dziennikarzy. Mocny komentarz Antoniego Macierewicza

    Donald Tusk chyba nie zdaje sobie sprawy z faktu, że w Europie niewielu traktuje go poważnie. Choć wielokrotnie dano mu to odczuć, on niezrażony stara się pokazac, że jest politykiem „z pierwszej ligi”. Próbował to udowodnić, pouczając Donalda Trumpa

  5. walesa02022018 09.07.2018

    Czy to atak sztabu wyborczego PO? Przychylne dla Jarosława Wałęsy komentarze pochodzą z tego samego komputera

    Zobacz zdjęcie z komentarzami dla Jarosława Wałęsy

  6. 1270prezydentandrzejwolyn 09.07.2018

    Prezydent oddający hołd wymordowanym Polakom? Dla lewactwa to powód do śmiechu!

    Trudno o większe zezwierzęcenie, niż wyśmiewanie się z osoby, która oddaje hołd ofiarom ludobójstwa. Jednak to, co dla przyzwoitych ludzi jest niedopuszczalne, dla wielu, wychowanych na publicystyce wiadomej gazety, jest rzeczą naturalną

  7. 1270jaroslawkacz1 06.07.2018

    Ordynarny atak na Jarosława Kaczyńskiego. „Totalni”, chcą „odstrzelić” prezesa PiS

    Opozycjo, opamiętaj się, bo może dojść do tragedii

  8. amnesty-international-5072018-r 05.07.2018

    Nie mogli się zaangażować w sprawę Alfiego Evansa, ale nie mieli obiekcji przed protestami pod SN. Jaki jest prawdziwy cel Amnesty International?

    Emocje związane z ustawą o Sądzie Najwyższym oraz odwołaniem sędzi Małgorzaty Gersdorf ze stanowiska Pierwszej Prezes SN przyciągnęły uwagę wielu ludzi

CS157fotoMINI

Czas Stefczyka 157/2018

PDF (9,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook