Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Balicki: piarowskie sztuczki Arłukowicza

20.12.2011

- Ministerstwo obniżyło cenę leków w pewnych grupach ale jednocześnie został wprowadzony zakaz upustów, promocyjnych obniżek cen. Pacjent może nie mniej, a więcej zapłacić - mówi portalom Stefczyk.info i wPolityce.pl były minister zdrowia Marek Balicki.

Joanna Miziołek: - Leki będą tańsze, a pacjenci będą mieli większe możliwości – zachwala ustawę refundacyjną nowy minister zdrowia. Będzie aż tak różowo?

Marek Balicki: - Jestem zaniepokojony dosyć dużą falandyzacją prawa. Bo po pierwsze z informacji, które ja posiadam, to pod rządami nowej ustawy w sprawie każdego leku jest odrębna decyzja administracyjna. Minister w obwieszczeniach jedynie podaje do wiadomości informację o decyzjach administracyjnych. Może wydać też obwieszczenie, jak te decyzje będą prawomocne. A one uprawomocniają się po dwóch tygodniach od doręczenia firmie. One są teraz doręczane. Jeśli dodamy do 20 grudnia 14 dni, to nijak nie wchodzi 1 stycznia. I to jest sytuacja, której ustawa nie przewiduje. Nie wiem, jaka będzie podstawa prawna do refundacji w tych pierwszych dniach stycznia. Poza tym hurtownie zostały oczyszczone z leków z powodu dużego niepokoju, że firmy ani apteki nie będą do nich dokładać. Mają teraz utrudniony dostęp do leków. To jest problem dość poważny, bo takie sygnały napływają.

- A jaki będzie to miało skutek dla pacjentów?

Tego dzisiaj nie wiemy. Bo to, że ministerstwo obniżyło cenę leków w pewnych grupach, to wierzę panu ministrowi. Tylko, że jednocześnie został wprowadzony zakaz upustów, jakichkolwiek promocyjnych obniżek cen. Mówiąc w dużym uproszczeniu, jeżeli cena leku była 100 zł, a firmy sprzedawały go za 80, to w momencie gdy teraz minister obniżył cenę do 85, to obniżył o 15 proc., ale pacjent dopłaca 5 złotych więcej. W związku z tym dopóki nie będzie obwieszczenia ministra, to nie da się powiedzieć ile pacjent na tym straci. Na pewno stracą cukrzycy, którzy dostawali darmowe paski do oznaczenia poziomu glukozy w ramach upustu. Teraz będą musieli za nie płacić kilkadziesiąt złotych. 

- Pojawia się też wątpliwość wśród lekarzy, czy to oni powinni podejmować decyzję o tym, który lek będzie refundowany, a który nie. To dobra zmiana?

Komunikat, który wczoraj się ukazał, nie rozwiązuje żadnej sprawy. Gdyby pan minister powiedział, że oświadczenie pacjenta wystarczy, żeby uznać, że jest ubezpieczony i od razu kierujemy do Sejmu projekt ustawy, nowelizujący ustawę o świadczeniach, to wtedy rozwiązanie byłoby kompletne. Ale rząd tego nie zrobił. Czyli tak naprawdę nie posunęliśmy się do przodu. To raczej dość zręczne piarowskie posunięcie. Stan prawny się nie zmienił. Ba, nie ma nawet propozycji jego zmiany i to jest kłopot.

- Rozumie Pan argument związków zawodowych, które apelują, że wraz z wejściem nowej ustawy lekarze będą mieli więcej biurokracji?

Tak. Cały problem w tym, że nie wiemy, jakie będzie prawo, bo nie został ogłoszony projekt zmian. Wszystkie krytykowana zmiany przez związek zawodowy są słuszne. Zwłaszcza, że obciążanie lekarzy odpowiedzialnością majątkową nadal istnieje.

- Od 1 stycznia zatem nie tylko pacjenci, ale i lekarze powinni się bać?

Teraz zwiększa się zamieszanie w służbie zdrowia. Wszyscy się będą denerwować i pacjenci i lekarze i rejestratorki. Tak zwana pierwsza linia będzie miała jeszcze więcej pracy.

[fot. PAP / Tomasz Gzell]

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook