Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Bączek: w Afganistanie zawiodło rozpoznanie

23.12.2011

Ostatnie tragiczne wydarzenia w Afganistanie wymagają dyskusji o zabezpieczeniu polskiego kontyngentu. Pojazd M-ATV polskiego konwoju tzw. regionalnego zespołu odbudowy (PRT) wjechał na minę w okolicach bazy wojskowej w Ghazni, zginęło pięciu polskich żołnierzy.

Trzeba przeanalizować błędy i wyciągnąć wnioski na przyszłość, żeby zwiększyć bezpieczeństwo naszych żołnierzy  i zapobiec w przyszłości podobnej tragedii. Po części musi być publiczna. Zwłaszcza, że ten spektakularny zamach przeprowadzony został w porze zimowej, do tej pory uznawanej za okres bezpieczniejszy w Afganistanie, gdyż o mniejszym nasileniu ataków talibów.
Takiej dyskusji nie powinny zablokować słowa posła Stefana Niesiołowskiego, będące swoistym „szantażem emocjonalnym”: Tak jak trupy w Smoleńsku były dobre dla paru ludzi, tak i trupy w Afganistanie przydadzą się im, by dobrać się do władzy.
za: Nasz Dziennik  
Poległym żołnierzom należy się hołd i szacunek, a nie przedmiotowe traktowanie przez polityków rządzącej partii, tylko po to, żeby uniknąć kłopotliwej debaty i analizowania poczynionych błędów.

Tymczasem ujawniane przez media informacje dotyczące okoliczności przeprowadzenie tego zamachu potwierdzają konieczność natychmiastowego zastanowienia się nad skutecznością systemu ochrony polskich żołnierzy w Afganistanie. Stacja RMF podała: Zamaskowaną piaskiem minę koło Ghazni zdetonowano jednak tak precyzyjnie, że bardzo możliwe, że zrobił to ktoś uważnie obserwujący konwój i czekający na wóz, który najedzie na ładunek w odpowiedni sposób. Tak, by ulec kompletnemu zniszczeniu. Eksplozja była tak silna, że wyrzuciła w powietrze potężny wóz, a następnie rozerwała go na części. Załoga nie miała żadnych szans na to, żeby przeżyć. Zginęło pięciu polskich żołnierzy.
za: rmf24.pl
 
Według informacji RMF improwizowany ładunek wybuchowy (tzw. IED) mógł być przygotowany nawet kilkanaście tygodni temu: Ładunek pod samochodem polskich żołnierzy w Afganistanie nie został zdetonowany drogą radiową. Na miejscu zamachu znaleziono podłączone do bomby przewody. To była mina domowej roboty. Przewody znalezione na miejscu zamachu były cienkie, dobrze zamaskowane i miały długość kilkuset metrów. Ich stan świadczy o tym, że bombę przygotowano nawet kilkanaście tygodni temu.
za: rmf24.pl

Co więcej, inicjatorzy zamachu mogli obserwować drogę już od dłuższego czasu: Przewody podłączone do ładunku zaprowadziły żołnierzy do niewielkiego opuszczonego budynku, z którego terroryści od dawna musieli obserwować drogę i swój ładunek.
za: rmf24.pl

Hipotezę tę pośrednio mogą potwierdzać zdjęcia z samolotów bezzałogowych. Reporter RMF podał, że na: zdjęciach ze zwiadowczych samolotów bezzałogowych z ostatnich dni nie ma żadnych szczegółów, które pomogłyby wykryć sprawców.
za: rmf24.pl
W świetle tych informacji medialnych negatywnie należy ocenić polski system ostrzegania wojsk w Afganistanie. Zamachowcom udało się bez przeszkód umieścić tak olbrzymi ładunek wybuchowy (o sile ok. 100 kg TNT) na strategicznym szlaku komunikacyjnym. W tym przypadku niewątpliwie zawiodły wszystkie podstawowe systemy zabezpieczenia, które nie wykryły bomby na drodze.

Po pierwsze, droga nie była systematycznie patrolowana. Należytej kontroli nie poddano również najbliższego otoczenia, zabudowań w pobliżu drogi.

Po drugie, stosowany monitoring (np. zamontowany na bezzałogowych samolotach) nie wykrył wzmożonego ruchu, prowadzonych prac przy instalowania ładunku, obserwacji drogi przez postronne osoby oraz zmienionego otoczenia już po zamontowaniu ładunku.

Po trzecie, praca operacyjna służb specjalnych nie doprowadziła do ujawnienia planów zamachu, a następnie również faktu zamontowania bomby na drodze. Takie prace powinny być zauważone przez miejscową ludność. Działalność operacyjna wywiadu i kontrwywiadu wojskowego powinna ujawniać, m.in. poprzez miejscowych informatorów, takie zagrożenia, zaś jednostki specjalne eliminować je.

Po czwarte, istnieje uzasadnione podejrzenie, że terroryści mogli uzyskać dokładną informację o terminie wyjazdu konwoju regionalnego zespołu odbudowy (PRT) od informatorów mających dostęp do polskiej bazy (np. lokalnych dostawców produktów, tłumaczy, afgańskich sił porządkowych, odbiorców pomocy itd.). Również w takim przypadku należy negatywnie ocenić pracę kontrwywiadu wojskowego i niewykrycia niebezpiecznych „kretów”.

Zagadką jest również, dlaczego nie zadziałał system namierzania ładunków (RCP). Polski konwój był podobno wyposażony w system zagłuszający impulsy radiowe i urządzenia wykrywające ładunki umieszczone pod ziemią. Takie oświadczenie złożył szef Sztabu Generalnego generał Mieczysław Cieniuch: Nie powiem, że nie zadziałał. Być może działał, tylko że nie był ten ładunek tak skonstruowany, że ten system był w stanie go wykryć.
za: rmf24.pl

Fakt, że polski konwój posiadał system RCP, był on uaktywniony i nie wykrył ładunku, może oznaczać, że talibowie opracowali już kontrsystem. Kilka lat temu dużym zaskoczeniem dla sił sojuszniczych było wykorzystywanie telefonów komórkowych do wywołania eksplozji improwizowanych ładunków wybuchowych.

Wszystkie powyższe problemy powinny być zbadane i przeanalizowane dla zwiększenia bezpieczeństwa polskich żołnierzy. Nikt nie zamierza zbijać kapitału politycznego na tragedii obok Ghazni, ale nie można ewentualnych błędów zakrywać opiniami w stylu posła Niesiołowskiego, który jest przecież przewodniczącym sejmowej komisji obrony narodowej, przeznaczonej do cywilnej kontroli polskiej armii.

Piotr Bączek
[fot. PAP/Radek Pietruszka]

Piotr Bączek był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po objęciu urzędu prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony z Biura Bezpieczeństwa Narodowego

Facebook