Jedynie prawda jest ciekawa

Andrzejewski: "Romaszewski to pożądany wzorzec osobowości"

14.02.2014

O Zbigniewie Romaszewskim rozmawiamy z Piotrem Andrzejewskim, prawnikiem, który go znał od lat, którego bronił jako obrońca.

Jak pan wspomina pana Romaszewskiego? Znaliście się panowie chyba od zawsze.

Tak, długo znałem Zbyszka. Od czasu jego działalności w KOR. Odchodzi fizycznie, lecz dla tych ludzi, z którymi się stykał na pewno pozostanie do końca ich życia jako punkt odniesienia i przykład nieugiętości. W okresie najtrudniejszym – w PRL, jak i już w III RP reprezentował chyba coś, co dziś jest rzadkie lub wcale nie istnieje, mianowicie nieugiętość – zarówno w sensie fizycznym co do zwalczania przeciwności losu, oraz w psychicznym. Bo trzeba być bardzo mocnym psychicznie, aby zawsze być sobą. Wreszcie

W sensie moralnym, bo nawet objęcie jakichś ważniejszych stanowisk nie wywołało u niego sytuacji giętkości.


Co ciekawe te jego przymioty doceniają także przeciwnicy polityczni Romaszewskiego. A tych mu w ostatnich latach nie brakowało przecież.

Myślę, że doceniają przede wszystkim jego uczciwość i bycie sobą. Zwłaszcza ludzie, którzy są bardzo elastyczni w rozumieniu pejoratywnym. Czyli, że dla poprawności politycznej danego etapu historii swojego życia gotowi są modyfikować swoje poglądy i swoje działania. To chyba dla takich osób senator Romaszewski stanowi dosyć odległy, ale pożądany wzorzec osobowości, do którego chcieliby się przymierzać.


Może więc założyć, że teraz ze strony lewicowo-liberalnej zacznie się swoiste „przeciąganie” Zbigniewa Romaszewskiego. Zresztą już się zaczęło.

No i bardzo dobrze! Bardzo dobrze, bo to jest człowiek, który reprezentuje ponad podziałami politycznymi taką jakby konradowską wizję realizowania wartości i życia według tychże wartości, które się wybrało. Każdy by tak chciał. A nie każdy tak potrafi przecież.

Postawa, którą prezentował senator jest bardzo pożądana. Bardzo bym chciał, aby jak najwięcej osób chciało, z różnych formacji politycznych, realizować tę postawę.

Warta zauważenia jest u senatora taka specyficzna „niepodległość wewnętrzna”. Miał ją Władysław Siła-Nowicki, ma Jan Olszewski, no i miał – Zbyszek Romaszewski. Jest wykładnikiem tego, że człowiek może być represjonowany, ale nigdy nie można go zwyciężyć. 

ROZMAWIAŁ: Sławomir Sieradzki

[FOTO: PAP/Bartłomiej Zborowski]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook